Sport.pl

Fruwając pod koszem: Instrukcja nr 0015/2002

Wyobraźmy sobie dyscyplinę, której sędziowie mają mniej więcej taki wizerunek jaki ma wśród Polaków pewien Anglik o imieniu Howard, z zawodu policjant. Witajcie w NBA. Where amazing happens.
Kiedy rok temu sędzia Tim Donaghy przyznał się do obstawiania niektórych meczów, które sędziował (w sumie w 13-letniej karierze prowadził ich blisko 800), komisarz David Stern z niewinną miną i przekonaniem godnym Michała Listkiewicza zapewniał, że po pierwsze - nie miał o tym wszystkim zielonego pojęcia, po drugie - że Donaghy jest jedyną czarną owcą w krystalicznie czystym i nieskalanym sędziowskim środowisku. Sędziowanie w NBA jest uczciwe.

Minął rok. Sprawa trochę przycichła, kończy się fantastyczny sezon, jesteśmy w połowie finału marzeń i nagle - być może w odwecie za pozew na milion dolarów, których NBA domaga się Donaghy'ego - adwokat skorumpowanego sędziego ujawnia zeznania swojego klienta, który opisuje, jak firma (NBA) dba o swój interes. Żaden gwizdek (bądź jego brak) nie jest przypadkowy, wyniki w play-off są często ustalane z góry, wszystko odbywa się według tajnych instrukcji wydawanych przez firmę.

Przypadek pierwszy: "Sędziowie A, F i G sędziowali mecze pomiędzy drużynami 5 i 6 w maju 2002. To był szósty mecz siedmiomeczowej serii. Zwycięstwo drużyny nr 5 zakończyłoby rywalizację. Ale sędziowie A i F chcieli, żeby rywalizacja potrwała przez siedem meczów. A i F to ludzie firmy, zawsze dbający o interesy NBA, a tej nocy w najlepszym interesie NBA był jeszcze jeden mecz więcej. Sędziowie A i F faworyzowali więc drużynę nr 6. Ignorowali jej faule, co powodowało kontuzje przeciwników. Gwizdali fikcyjne faule drużyny nr 5, dzięki czemu drużyna nr 6 rzucała więcej wolnych. Dwóch zawodników drużyny nr 5 wyleciało z boiska. Sprzyjanie drużynie nr 6 doprowadziło do jej zwycięstwa w tym meczu, a potem również w całej serii".

Zagadka nie jest specjalnie trudna. Podczas play-off 2002 tylko rywalizacja Los Angeles Lakers z Sacramento Kings trwała 7 meczów. W meczu nr 6 Lakers rzucali 40 rzutów wolnych (w tym 18 w ciągu ostatnich 6 minut), a Kings 25. Mike'owi Bibby'emu zagwizdano faul, kiedy zderzył się z łokciem Kobe'ego Bryanta. A Vlade Divac (powiedział wtedy: - Już przed meczem wiedziałem, że nie dotrwam do jego końca) i Scott Pollard wypadli z boiska za faule. Pollard mówi dzisiaj: - Wiedziałem. Czułem, że coś jest nie tak. Że nie ma mowy o tym, żebyśmy wtedy wygrali.

Druga historia opisana przez Donaghy'ego miała miejsce w 2005 roku: "Drużyna nr 3 przegrała dwa pierwsze mecze, a właściciel drużyny nr 3 miał pretensje do sędziów. Twierdził, że sędziowie pozwalali zawodnikowi drużyny nr 4 stawiać nielegalne zasłony. Pan Y z zarządu NBA przekazał sędziemu Z, żeby bardziej skrupulatnie traktować zasady dotyczące stawiania zabronionych zasłon, zwłaszcza przeciwko temu zawodnikowi drużyny nr 4. Sędziowie postępowali zgodnie z instrukcjami, drużyna nr 3 ostatecznie wygrała, a NBA zarobiła na większej ilości sprzedanych biletów i transmitowanych meczów. Dodatkowo NBA ukarała trenera drużyny nr 4 grzywną w wysokości 100 tys. dolarów za to, że ujawnił, iż jeden z sędziów powiedział mu o tajnej instrukcji ". Tu również nie potrzeba Sherlocka Holmesa do odgadnięcia, o którą serię chodzi. Dallas Mavericks przegrali wówczas dwa pierwsze mecze z Houston Rockets, Mark Cuban narzekał, że sędziowie faworyzują Yao Minga. Ówczesny trener Rockets Jeff Van Gundy oskarżył NBA, że nakazało sędziom gwizdanie zasłon Yao Mingowi - za co został ukarany grzywną w wysokości 100 tys. dolarów (najwyższa w historii NBA grzywna dla trenera za tego typu przewinienie). Ostatecznie Van Gundy wycofał się ze swoich zarzutów.

Ma rację David Stern, przypominając, że Donaghy nie ma nic do stracenia, że tańczy jak mu zagrają, żeby kupić sobie jak najniższy wyrok. Że w jego interesie jest umoczyć jak najwięcej osób. Ma rację Scott Pollard, mówiąc, że zeznania Donaghy'ego mają taką wiarygodność, jaką miałyby zeznania Charlesa Mansona o Dusicielu z Bostonu. Ma rację Doc Rivers, mówiąc, że jest mu niedobrze, gdy widzi, że wszyscy tak poważnie podchodzą do słów przestępcy. Mają rację ci, którzy tłumaczą, że Donaghy mógł po prostu wybrać sobie najbardziej kontrowersyjne sytuacje ostatnich lat i dorobić do nich historyjkę.

Ale szambo się rozlało. I dziś zamiast emocjonować się pojedynkiem Lakers i Celtics, zastanawiamy się, czy do finału marzeń nie doszło przypadkiem dlatego, że taki właśnie finał był w najlepszym interesie firmy.

PS: Zapraszamy do naszego bloga Supergigant

- sezon NBA dobiega końca, ale Euro 2008 trwa!

Kronika towarzyska

Zach Randolph (New York Knicks) postanowił odwiedzić starych kumpli w Portland. Chłopaki poszli do baru, gdzie o wpół do drugiej w nocy dołączyła do nich policja. Knajpa wyglądała jak na starym westernie - bijatyka na całego, porozrzucane krzesła, stoły, totalna demolka. Jak wyjaśnił jeden z policjantów: - Zach i jego towarzystwo poróżnili się ze znanym członkiem gangu i dealerem narkotyków.



Powoli zapełniają się trenerskie wakaty. W Phoenix, miejsce Mike'a D'Antoniego zajmie Terry Porter, który przez dwa lata prowadził Milwaukee Bucks, a ostatnio był asystentem w Detroit. Coachem Chicago Bulls zostanie debiutujący w tym zawodzie Vinny Del Negro. W Detroit miejsce zwolnionego Flipa Saundersa zajmie uwielbiany przez graczy asystent Michael Curry.



Pamiętacie sensacyjną wiadomość, że dziewczyną Marko Jaricia z Minnesoty Timberwolves jest prześliczna modelka Adriana Lima? Nikt nie chciał w to wierzyć, przecież Marko (średnio 7,8 pkt) nie jest postacią szczególnie charyzmatyczną. A tu niespodzianka: po dziewięciu miesiącach randek Jarić i Lima postanowili się zaręczyć. On się oświadczył, ona powiedziała "Tak" i żyć będą długo i szczęśliwie. - Niełatwo się zakochuję. Z tej perspektywy jestem trudną osobą. No ale teraz sytuacja jest troszkę inna - przyznał Marko.

Niezłe numery

16 asyst miał Rajon Rondo (Boston) w drugim meczu serii z Lakers wygranym przez Celtów 108:102. Jest to najwyższa od 17 lat liczba asyst w meczu finałów NBA. Magic Johnson miał 20 asyst w piątym meczu przeciw Chicago Bulls w 1991 roku.

Czwarty mecz finałów, wygrany przez Celtics pomimo 24-punktowego prowadzenia Lakers w trzeciej kwarcie, był nie tylko jednym z największych come backów w historii ligi. Był też największą wpadką w długiej trenerskiej historii Phila Jacksona. Nigdy wcześniej w finałach Jackson nie przegrał meczu, w którym po pierwszej połowie jego drużyna prowadziła 10 lub więcej punktami. A w play-off zdarzyło mu się to tylko raz: w 1994 roku, w serii Bulls-Knicks.

Ciekawostki

Ekspert bukmacherski R.J. Bell przeanalizował wszystkie mecze sędziowane przez Donaghy'ego w latach 2003-07. Okazało się, że w 57 proc. przypadków liczba zdobytych punktów przekroczyła tę przewidywaną przez bukmacherów z Las Vegas. Wcześniej nie przekraczało to 44 proc.. Bell wyliczył, że prawdopodobieństwo zaistnienia takiej prawidłowości wynosi 1 do 1000. Znalazł również 10 sędziowanych przez Donaghy'ego meczów z rzędu w 2007, w których obstawiana różnica punktowa zmieniła się o 1,5 pkt lub więcej tuż przed rozpoczęciem meczu - to sygnał, że nagle jakiś gracz postawił duże pieniądze. I w każdym z tych przypadków gracz wygrywał.

W sondażu przeprowadzonym przez ESPN 74 proc. kibiców uważa, że rewelacje Donaghy'ego są większym wydarzeniem niż finał Lakers - Celtics.

89 proc. wierzy, że sędziowie wydrukowali w 2002 szósty mecz Kings - Lakers.

90 proc. wierzy w istnienie tajnych instrukcji NBA nakazujących preferencyjne traktowanie gwiazd.

34 proc. Amerykanów wierzy w UFO (badanie z 2006 roku). Ciekawe, prawda?

Złota myśl

- Mnóstwo wina, mnóstwo piwa, trochę lufek - tak ze dwadzieścia. Potem to przetrawić i powrót do roboty. Nic więcej zrobić nie można - sposób na kaca Kobe Bryanta po porażce w meczu nr 4.