Sport.pl

Orange Warsaw Open: Dawidienko wygrywa w Warszawie

Rosjanin Nikołaj Dawidienko pokonał w finale warszawskiego turnieju Hiszpana Tommy'ego Robredo 6:3, 6:3. W deblu triumfowali Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski
Dawidienko to czwarta rakieta świata, od początku był traktowany jako główny faworyt do zwycięstwa w największej tenisowej imprezie w Polsce (pula nagród 425 tys. euro).

Jednak dopiero w finale kibice mogli przekonać się na własne oczy, na czym polega niezwykła moc Rosjanina, który nie jest ani najwyższym, ani najmocniej bijącym piłki zawodnikiem w ATP Tour. Siła Dawidienki bierze się z niezwykłej regularności uderzeń i szybkości poruszania się po korcie. Robredo, który bronił tytułu wywalczonego przed rokiem w Sopocie, wcale nie grał w finale źle, a w drugim secie miał nawet kilka szans przełamania serwisu rywala, ale 27-letni Rosjanin odbijał piłki tak precyzyjnie i biegał tak szybko, że za każdym razem był w stanie zdusić hiszpańską ofensywę i po 95 minutach to on cieszył się ze zwycięstwa.

- Rosyjscy piłkarze przegrali na Euro z Hiszpanią. Musiałem się jakoś zrewanżować - uśmiechał się po finale Dawidienko, dla którego jest to już 14. wygrany zawodowy turniej (triumfował m.in. dwa lata temu w Sopocie). - Wynik może być trochę mylący, bo finał w rzeczywistości był zacięty. W drugim secie pomogło mi trochę szczęście - podkreślał Rosjanin, który za zwycięstwo odebrał czek na 67,7 tys. euro.

Dawidienko był w zeszłym roku w Sopocie bohaterem skandalu bukmacherskiego - zarzucono mu, że celowo przegrał, by zarobić u bukmacherów. Śledztwo w tej sprawie ciągle trwa i na razie zanosi się na to, że Rosjaninowi niczego nie będzie można zarzucić. Dawidienko nie chciał w Warszawie rozmawiać na ten temat, ale widać było, że stara się zmienić swój wizerunek osoby tajemniczej i niedostępnej. Dlatego na konferencjach w Polsce dużo żartował i na każdym kroku podkreślał, że lubi grać w Polsce i pewnie przyjedzie tu za rok. - Byłem z żoną na Starówce. Bardzo nam się podobało. Kupiliśmy nawet kilka pamiątek, które zabierzemy do naszego domu w Niemczech - opowiadał Rosjanin.

Sobotnie półfinały i niedzielny finał na kortach Warszawianki oglądało w sumie ok. 7 tys. kibiców, co jest dobrą wiadomością dla sponsorów i organizatorów, którzy drżeli o zainteresowanie tenisem w stolicy po nieco słabszej, niż oczekiwano, frekwencji w pierwszych dniach. - Warszawa jest super. Co prawda za bardzo nie miałem czasu na zwiedzanie, bo wieczorami oglądałem mecze piłkarskie w telewizji, ale polscy kibice byli w finale za mną i bardzo im za to dziękuję. Myślę, że polubili mnie, bo od kilku lat regularnie przyjeżdżam do Polski - mówił po finale Robredo, który też obiecał, że przyjedzie do stolicy za rok.

Hiszpan w światowym rankingu zajmujee 19. lokatę, ale powinien nieco awansować. Za dojście do finału otrzymał 36,5 tys. euro. - Moim celem jest powrót do pierwszej dziesiątki - deklarował w niedzielę. Podkreślił, że w finale nie mógł zdziałać więcej, bo Dawidienko jest po prostu bardzo trudnym rywalem. - Pamiętajcie, że to czwarty tenisista świata. Nie jest nim przez przypadek - mówił Robredo.

W sobotę z siódmego wygranego w karierze turnieju ATP cieszyli się polscy debliści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, którzy pokonali 6:0, 3:6 i 10:4 w super tie-braku parę rosyjsko-kazachską Dawidienko - Jurij Szukin.

- Pierwszego seta zagraliśmy perfekcyjnie, a w drugim na początku popełniliśmy sporo błędów i niepotrzebnie skomplikowaliśmy sobie życie. Dawidienko to singlista, ale z najwyższej półki, więc wcale nie było tak łatwo - mówili po finale zadowoleni Polacy, którzy poprzednio trzykrotnie wygrywali turniej w Sopocie. - Myślę, że impreza w Warszawie zdała egzamin. To dla polskich fanów tenisa jedyna okazja, by zobaczyć na żywo porządny tenis. Dla nas też jest to jeden z najważniejszych startów w roku, obowiązkowy. Frekwencja na trybunach na początku może nie zachwycała, ale w tym roku turniej miał niefortunny termin. Był rozgrywany w czasie Euro i w ogóle dopiero od niedawna było wiadomo, że się odbędzie. Zabrakło czasu na reklamę. W przyszłym roku będzie lepiej, bo kibice się przyzwyczają - stwierdził Fyrstenberg.

- Grając w Polsce, zawsze zakładamy zwycięstwo. Czasem nie jest łatwo, ale tym razem znów się udało - podkreślił Matkowski. W nagrodę Polacy dostali 20,5 tys. euro do podziału i 175 pkt do rankingu deblowego ATP. Zwycięstwo prawdopodobnie pozwoli im awansować w okolice ósmego miejsca na świecie.

Teraz wszyscy uczestnicy Orange Warsaw Open przenoszą się do Londynu, gdzie już za tydzień rozpoczyna się trzeci w roku turniej wielkoszlemowy - Wimbledon.

Cytat turnieju

Różnica między Sopotem a Warszawą? W Sopocie było wakacyjnie. Plaża, dziewczyny, dyskoteki i seks (śmiech). Warszawa to miasto biznesu. Jest więc trochę poważniej

Nikołaj Dawidienko

Triumfatorzy Orange Warsaw Open*

2008N. Dawidienko(Rosja)
2007T. Robredo(Hiszpania)
2006N. Dawidienko(Rosja)
2005G. Monfils(Francja)
2004R. Nadal(Hiszpania)
2003G. Coria(Argentyna)
2002J. Acasuso(Argentyna)
2001T. Robredo(Hiszpania)
*- do 2007 r. turniej pod inną nazwą rozgrywany był w Sopocie