Sport.pl

Turcja - Czechy 3:2. Dwie minuty klęski Czecha i Czechów

Czesi przegrali z Turcją 2:3, choć na kwadrans przed końcem prowadzili 2:0. Turcy w najbardziej niespodziewanym ćwierćfinale tych mistrzostw spotkają się z Chorwacją - pisze z Genewy specjalny wysłannik Sport.pl Michał Szadkowski.
Życie zakpiło z Cecha

Jeśli był na boisku człowiek, po którym nikt nie spodziewał się wpadki, który miał jak zwykle zagrać fantastycznie, to był nim Petr Cech. Od lat uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy na świecie piłkarz popełnił jednak błąd, prawdopodobnie najgorszy w całej karierze. I najbardziej opłakany w skutkach.

Na kilka minut przed końcem meczu Cech wypuścił śliską od lejącego deszczu piłkę po dośrodkowaniu Hamita Altintopa. Spadła wprost pod nogi Nihata Kahveciego. Turek był zaskoczony tylko przez ułamki sekund, potem łatwo strzelił wyrównującego gola na 2:2. Gdyby taki wynik się utrzymał pierwszy raz w historii o awansie do ćwierćfinału zadecydowałyby rzuty karne.

Nie zdecydowały, bo dłużej niż u Kavheciego trwał szok wśród czeskich obrońców. Kilkudziesiąt sekund później defensywa w ogóle nie przeszkadzała napastnikowi Villarreeal w strzeleniu drugiego gola. Kahveci, który przyjechał na Euro z misja zastąpienia legendarnego Hakana Sukura, w decydującym momencie okazał się być liderem. Liderem, na którego brak narzekali tureccy komentatorzy i kibice, wypominając drużynie brak organizacji.

To zresztą prawdopodobnie ich wada narodowa. Gdyby wybrać jedno słowo najlepiej opisujące tureckich kibiców byłby to "chaos". Czekając na pociąg, który miał nas dowieźć na stadion w Genewie, oprócz śpiewów, tańców i radości najbardziej w oczy rzucał się całkowity brak zorganizowania. Każdy z nich chciał decydować jak będą skakać i co będą śpiewać, kiedy iść, a kiedy stać. Gdy chcieli usłyszeć komunikat o specjalnym pociągu jadącym na stadion zaczęli się uciszać. Tak głośno, że zamiast informacji dominującym odgłosem było właśnie uciszanie....

Tak jak kibice długo grali na tym turnieju tureccy piłkarze. Liderzy albo zostali pominięci w powołaniach (Hakan Sukur), albo odesłani po zgrupowaniu (Yildiray Basturk) albo doznali kontuzji (Emre). Bezkrólewie na boisku długo starał się nadrobić Fatih Terim z ławki trenerskiej. Ze Szwajcarią spisał się znakomicie. W przerwie dokonał dwóch zmian, a kilka chwil później jeden z rezerwowych Semih Senturk strzelił wyrównującego gola.

Wszystkiego jednak Terim załatwić nie jest w stanie. Nie sprawi na przykład, że będzie miał lepszych obrońców. Pytany zresztą przed Euro, czy nie boi się o swoją młodą, niedoświadczoną defensywę, problem bagatelizował, tłumacząc że jego zespół ma głównie atakować. Ta taktyka sprawdziła się w eliminacjach. Turcy awansowali, choć stracili w nich aż 11 goli. Więcej z finalistów straciła tylko Polska, ale ona zagrała dwa mecze więcej.

Na Euro okazało się, że czasami atakować się nie da. Tak wyglądało pierwsze grupowe spotkanie Turków z Portugalią i - aż do błędu bramkarza Chelsea - niedzielny mecz z Czechami. A broniąca się reprezentacja Turcji nie jest zdolna do jakiejkolwiek akcji, jedynym jej pomysłem na grę jest ustawienie się 30 metrów od bramki i przerywanie akcji rywali faulami.

Złożona wyłącznie z graczy występujących w lidze tureckiej defensywa żeby przetrwać pierwsze minuty musiała być wspomagana przez pomocników. Dzięki temu Czesi robili co chcieli w środku pola. Ale nawet jeśli udało im się uniknąć faulu, w polu karnym nie radził sobie Jan Koller. Czeski wieżowiec wypadł ze składu po spotkaniu ze Szwajcarią, w niedzielę znów jednak zagrał od pierwszej minuty, bo z Portugalią, kompletnie zawiódł Milan Barosz. Innych opcji Karel Bruckner nie miał.



Długo starcie słabej obrony Turków i słabego ataku Czechów wygrywali ci pierwsi. Wicemistrzowie Europy sprzed dwunastu lat próbowali skrzydłami i środkiem, dośrodkowywali i strzelali. Ale pod samą bramkę dostawali się rzadko. Dyktowane po faulach rzuty wolne już żadnym zagrożeniem nie były.

Udało się dopiero, gdy w atak zaangażowali się już nawet czescy obrońcy. Dośrodkowanie Zdenka Grygery na głowę Kollera to jeden ze stałych fragmentów gry każdego wielkiego turnieju w ostatnich latach. Czeski napastnik strzelił wczoraj 55 gola w kadrze. Chyba z 90 procent z nich po właśnie takich podaniach...

Turcy pierwszy raz obudzili się na początku drugiej połowy. Ale po kilku akcjach zakończonych na Czechu (wówczas faktycznie, turecka defensywa spisywała się świetnie, głównie z braku okazji do interwencji) okazało się, że bez wsparcia od pomocników rozbić turecką obronę jest wyjątkowo łatwo. Już pierwsza próba zakończyła się golem. Potem Czesi trafili jeszcze w słupek.

Kilka okazji miała też jednak Turcja. Wykorzystała jedną - na kwadrans przed końcem gola strzelił Arda Turan. Potem, gdyby nie błąd Czecha, pewnie na tym mecz by się skończył. Ale ten błąd się zdarzył i mimo, że Turcy w ostatnich sekundach grali bez ukaranego czerwoną kartką bramkarza Volkana Demirela (uderzył Kollera) to dla Czechów te mistrzostwa już się skończyły.

W ćwierćfinale Turcy spotkają się ze zwycięzcą polskiej grupy - Chorwacją. Jedna z tych drużyn zagra w półfinale. Przed turniejem awans którejś z tych drużyn do czołowej czwórki byłby wielką sensacją.