Agnieszka Radwańska: Lewą ręką na Wimbledon

- W całej Polsce nie ma kortów trawiastych, więc do gry na tej nawierzchni muszę przygotowywać się w Krakowie. Mam jednak cichą nadzieję, że będzie dobrze - mówi Agnieszka Radwańska przed rozpoczynającym się dziś turniejem w Eastbourne. To ostatni sprawdzian przed wielkoszlemowym Wimbledonem


Szymon Opryszek: Ma Pani za sobą jedną z groźniejszych kontuzji od czasu rozpoczęcia profesjonalnej kariery. Jak zdrowie?

Agnieszka Radwańska: Trochę lepiej, choć ból daje jeszcze znać. Przerwa przy tego typu urazach trwa od siedmiu dni do nawet sześciu tygodni. Cieszę się, że moja kontuzja nie była zbyt groźna. Nie miałam przerwy w grze, cały czas dbałam o trening ogólny, ćwiczyłam też lewą ręką.

Czy nie boi się Pani blokady psychicznej przed uderzaniem piłki, zwłaszcza że na kortach trawiastych gra jest szybsza?

- Zdarza się, że niektóre zawodniczki mają taką blokadę w głowie, dlatego będę grała w opatrunku. Nawet jakby coś było nie tak, to wolę odpuścić grę na siłę podczas turnieju w Eastbourne, by być w pełni formy na Wimbledonie. Organizmu się nie oszuka.

Czy da się oszukać rękę? Trudno przyzwyczaić się do kortów trawiastych, trenując na innej nawierzchni.

- Co roku przed Wimbledonem trenujemy w Krakowie, bo w całej Polsce nie ma kortów trawiastych. Jesteśmy więc z siostrą przyzwyczajone. Co roku gramy dwa turnieje, tym razem z racji kontuzji zagramy tylko w Eastbourne.

W pierwszej rundzie ma Pani wolny los, a w drugiej zagra z Amerykanką Lindsay Davenport lub Francuzką Virginie Razzano

- Zobaczymy, jak to będzie. Trochę odpoczęłam, ale wiadomo, że kontuzja może dać o sobie znać. W Eastbourne chodzi mi o pogranie na trawiastych kortach, adaptację na tej nawierzchni. To ważne, bo sezon na trawie jest bardzo krótki.

Słynna Davenport jest w 26. rankingu WTA. Można więc sądzić, że to Pani będzie faworytką ewentualnej potyczki.

- Z rywalkami o niższym rankingu gra się równie ciężko jak z rozstawionymi. Na trawie wiele dziewczyn nie lubi występować. Wyniki z sezonu na tej nawierzchni są całkiem inne niż choćby na kortach ziemnych.

Za tydzień rozpoczyna się prestiżowy Wimbledon, Pani ulubiony turniej

- Przede wszystkim wielkoszlemowy. W Londynie osiągam bardzo dobre wyniki od trzech lat, gdy wygrałam turniej juniorski. Lubię tam wracać. Podoba mi się to, że dookoła kortów nie ma żadnych reklam. Tradycją jest biały strój, ale nie jestem wielką zwolenniczką tego koloru. Jak trzeba, to ubieram się w coś białego.

Jak udała się kolacja z okazji wręczenia nagród ATP, WTA i ITF w Paryżu. Podpytała Pani Rogera Federera, jak wygrać Wimbledon?

- Było całkiem ciekawie, Federer rzeczywiście był, ale zabrakło okazji do dłuższych rozmów. Kolację jadło niemal pół tysiąca znanych ludzi.

Z racji igrzysk olimpijskich w Pekinie czeka Panią sporo grania. Czy w Londynie odpuści Pani debla i miksta?

- W Eastbourne zagram tylko singla. Wolę nie obciążać ręki. Na Wimbledonie planuję jednak start w grze podwójnej.

Jedna z redakcji brytyjskich planowała wydać na piłkarskie mistrzostwa Europy gazetę po polsku. Czy dzięki Pani wynikom Brytyjczycy będą mogli opisywać także Wimbledon w naszym języku?

- Mam nadzieję, że tak. To mogłoby świadczyć o rosnącej popularności tenisa. Żadnych konkretnych wyników jednak nie zadeklaruję, bo wiele będzie zależeć od losowania. Czasem rozstawiona zawodniczka ma trudniejszą drabinkę niż ta z "dziką kartą".