Chorwacja - Polska 1:0. Koniec Euro dla Polski

Miała być walka o ćwierćfinał, a wyszedł najgorszy mecz na Euro 2008, w którym piłkarze Leo Beenhakkera przypomnieli nam poziom ze spotkań z Finlandią (1:3) i Armenią (0:1). W rezerwowym składzie Chorwacja wygrała bez trudu
Niemcy i tak wygrali z Austrią

To już koniec męki polskich piłkarzy, którzy udowodnili sobie i swoim kibicom, że nie mają nic wspólnego z poziomem wymaganym na mistrzostwach Europy. Źle zagrali wszyscy, oprócz Artura Boruca. Nawet Roger Guerreiro. Niemoc, brak elementarnych umiejętności były wręcz szkokujące. Kilku piłkarzy pokazało poziom drugoligowy. A wszystko to w meczu ostatniej szansy, z rywalem grającym rezerwami i bez specjalnej motywacji, bo Chorwaci już przed meczem wiedzieli, że w ćwierćfinale grają z Turcją.

Skład, który wystawił Leo Beenhakker, bez Jacka Bąka i Ebiego Smolarka, był bardzo zaskakujący. - Czy to akt rozpaczy? - zapytał dziennikarz z Hiszpanii. Nie bardzo było wiadomo, czy to pewni awansu Chorwaci, czy Polacy grają rezerwami. Na boisko wyszedł tylko jeden gracz (Mariusz Lewandowski) z najlepszego meczu eliminacji z Portugalią w Chorzowie (2:1) i aż siedmiu piłkarzy z jednego z najgorszych z Armenią - przegranego w Erewanie 0:1. Slaven Bilic zmienił dziewięciu zawodników - logiczne, że oszczędzał podstawowych.



Niestety, natychmiast po rozpoczęciu gry okazało się, że kolega Hiszpan miał rację, że był to skład rozpaczy: w którym większość piłkarzy nie przystaje do poziomu europejskiego. Na dodatek jakby dopadł ich wtórny piłkarski analfabetyzm - paraliż, zniechęcenie do wszystkiego. Podania niecelne, chaos we wszystkich formacjach, gra zawstydzająca, pełna błędów i jeden Boruc dokonujący w bramce cudów. Ci, którzy dostali szansę gry, jak Murawski, nie poradzili sobie z odpowiedzialnością. Tacy, z których Beenhakker nie zrezygnował, jak Krzynówek, każdym zagraniem potwierdzali, że są do zmiany natychmiast. Jeden z bohaterów eliminacji kopał w trybuny nawet ze stojącej piłki. Krzynówek zawala drugi z rzędu turniej mistrzowski, ale poniedziałkowy mecz może kandydować do miana najgorszego z 82, jakie rozegrał w kadrze.

Polacy, którzy musieli wygrać minimum 2:0 stwarzali jakąś namiastkę okazji na gola po stałych fragmentach. Ale Lewandowski i Dudka zmarnowali je, główkując niecelnie. Tymczasem panujący całkowicie nad sytuacją rywale mieli kilka szans stuprocentowych. Boruc był jednak fenomenalny. Bronił strzały z daleka i sytuacje sam na sam. Kibice polscy w ciszy patrzyli na mękę swojego zespołu skandowali tylko: "Boruc, Boruc", gdy bramkarz wygrywał kolejny pojedynek z Chorwatami.

Bardzo słabo grał Lewandowski, gubił wiele piłek w środku, co natychmiast zaczynało bardzo groźne kontry Chorwatów. To miał być kandydat na rewelację Euro, tymczasem po 45 min meczu ostatniej szansy Beenhakker musiał go zdjąć z boiska. Wszedł Adam Kokoszka na środek obrony, a Dariusz Dudka został przesunięty do pomocy obok Murawskiego.



Opanowaniem piłki nie dorównywał Chorwatom nikt w polskim zespole. Nawet Roger Guerreiro nie bardzo mógł się połapać, o co chodzi w tym chaosie, jak się ustawić, gdzie podać, cokolwiek zrobił, każdy z partnerów wyglądał na zaskoczonego. A poza tym sam grał słabo. Chorwackie rezerwy wyglądały przy Polakach jak Brazylia na tle Azerbejdżanu.

Miłosierni kibice śpiewali "Polacy jesteśmy z wami" gdy po centrze Krzynówka Łobodziński chcąc zgrać piłkę do środka uderzył ją piszczelem daleko poza bramkę.

Chwilę później padł w Wiedniu gol Ballacka dla Niemców w meczu z Austrią i nadzieja na awans przepadła bezpowrotnie. Nadzieja na dobrą grę Polaków nawet się nie pojawiła.

W 52. min Klasnić zderzył się w polu karnym z Wasilewskim, ale zdołał odegrać piłkę na skrzydło do Pranjica, ten zagrał mu ją w pole karne i Boruc nie miał szans na interwencję. Strzelec gola jest pierwszym zawodnikiem, który gra na Euro po przeszczepie nerek.

Klasnić odbiera resztkę nadziei Polakom


Tuż po golu Beenhakker wpuścił do na boisko Smolarka - za Łobodzińskiego. Niczego nie było to w stanie zmienić: apatia trwała, rywal robił co chciał. W 71. min Krzynówek był sam na sam, ale akcję niesłusznie przerwał sędzia odgwizdując spalonego. Na koniec ładną indywidualną akcję i strzał oddał Smolarek co udowadnia, że i bez formy jest lepszy niż konkurencja. "Gramy do końca" - zaśpiewali kibice, chcieli choć tyle. I Smolarek pięknie podał do Zahorskiego, który jak junior zmarnował sytuację sam na sam. Polscy kibice do końca stali już na trybunach w milczeniu, mimo wszystko zszokowani poziomem gry drużyny.

- Ten turniej pokaże, czy jesteśmy dobrzy tylko na eliminacje, czy poziom wielkiej imprezy po prostu nas przerasta - mówił przed wyjazdem na Euro 2008 Michał Żewłakow. Wtedy był jeszcze pełen nadziei, że jego trzeci wielki turniej zakończy się lepiej niż mundiale w Niemczech i Korei. Skończył się jednak tak samo, a nawet może jeszcze gorzej. Polacy zdobyli tylko jeden punkt i poza fragmentami pokazali futbol zawstydzający. Znów opuszczają wielką imprezę ze świadomością, że byli na niej najprawdopodobniej najgorszym zespołem.

Chorwaccy kibice cieszą się i kpią po meczu z Polską


Niechlujstwo - podsumowanie stylu Polaków

Boruc: Być może zabrakło umiejętności

Kto najbardziej zawiódł na Euro?