Beenhakker: Jakie jest rozwiązanie? Zmienić trenera!

Mamy 12-14 piłkarzy na międzynarodowym poziomie. W Austrii, z niewiadomych przyczyn, czterech-pięciu zagrało poniżej poziomu, jaki znaliśmy z eliminacji. Z jakichś przyczyn bez formy byli Krzynówek, Lewandowski i Smolarek - mówił na konferencji prasowej Leo Beenhakker.
Leo musi zostać! Kadra do wymiany!

Spotkanie z dziennikarzami rozpoczął od oświadczenia: "Biorę pełną odpowiedzialność za to, co wydarzyło się podczas turnieju. Kibice i dziennikarze, jak zawsze przed wielkim turniejem mieli wielkie nadzieje i oczekiwania. Teraz wszyscy oczekują wytłumaczenia się z wyboru konkretnych piłkarzy. Zastanawiają się też nad przyszłością szkoleniowca, bo drużyna odpadła po trzech meczach. Podobna sytuacja ma miejsce w Czechach, Grecji. Tak samo stanie się we Włoszech lub Francji. Jestem gotowy dalej pracować z Polską. Mam kontrakt do 2010 roku i chcę go wypełnić. Mimo ofert z różnych stron świata, nigdy ich nie rozpatrywałem".

Potem selekcjoner odpowiadał na pytania.

Czy wybrał pan najlepszych piłkarzy?

- Zawsze szukałem zawodników, którzy prezentują międzynarodowy poziom. Znalazłem ich na eliminacje, szukałem na Euro. Wiele razy pokazali, że są przygotowani do gry na wysokim poziomie. Ale nie dysponujemy grupą 25-30 graczy, którzy co tydzień grają na najwyższym poziomie - sportowym i mentalnym - w swoich ligach. Takich mamy 12-14. Reszta pracuje nad tym, by ten poziom osiągnąć. Do tego, by osiągnąć sukces takiej drużynie jak nasza potrzeba szczęścia: żeby wszyscy byli na 100 procent przygotowani i zdrowi. Żeby byli na pokładzie w najlepszej dyspozycji. Tutaj tak nie było. I nie traktujcie tego, jak usprawiedliwienia. Ale z tych kilkunastu graczy paru wyeliminowały urazy [Kuszczak, Błaszczykowski, Bronowicki, Żurawski - red]. Kolejnych kilku nie osiągnęło optymalnej formy. Nie grało jak w eliminacjach. O nic nie oskarżam Ebiego, to świetny piłkarz. Ale tu, podobnie jak Lewandowski czy Krzynówek nie zagrał na poziomie z eliminacji. Nie byli w stanie sprostać finałom Euro. Powiedzmy też sobie szczerze, że w 23-osobowej kadrze piłkarz numer jeden odbiega umiejętnościami od tego z "23".

Beenhakker: Całą odpowiedzialność biorę na siebie


Dlaczego?

- Nie ma jednej odpowiedzi. Trener ma tylko w 80 procentach wpływ na przebieg wydarzeń. Czy Czech Karel Bruckner mógł przewidzieć, że Petr Czech wypuści piłkę z rąk i przez to odpadną z turnieju? Nie. Albo ja - czy wymyśliłbym sobie karnego w meczu z Austrią? Nie. To samo jest z piłkarzami. Wymieniona trójka to bohaterowie eliminacji, w każdym meczu byli i są w stanie dać tej drużynie coś wyjątkowego, coś ekstra. Oni robili różnicę. Ja ich nie obwiniam, ja ich usprawiedliwiam. Ronaldinho miał dwa lata temu kapitalny sezon w Barcelonie, był najlepszy na świecie. A w ubiegłym sezonie nie był nawet swoim cieniem. Czasem się tak zdarza. I trener nie ma na to wpływu. Nie jest tak, że możesz pójść za róg i kupić w worku dwa kilogramy formy. Trzy tygodnie temu wyglądali dobrze. Jak byście ich zapytali, potwierdziliby wszystko. A na boisku nie mogli kontrolować piłki, mieli problemy z celnymi podaniami, z kreowaniem okazji, z szybkością... I nie wiem, dlaczego. Tego nie da się skontrolować. Chcemy więc bardzo przeprosić kibiców. Mamy od nich wsparcie w każdym meczu, ale w turnieju nie spełniliśmy ich marzeń.

Beenhakker: Co można zrobić żeby było lepiej?


Nie ma pan do siebie pretensji o to, że źle wybrał kadrę?

- Po meczu z Chorwacją w studiu telewizyjnym Polsatu miała miejsce głupia rozmowa. Zapytano mnie o Seweryna Gancarczyka jako rozwiązanie lewej obrony. Czy naprawdę myślicie, że zmiana trzech-czterech zawodników na innych dałaby awans do ćwierćfinału? Czy z Gancarczykiem gralibyśmy w drugiej rundzie? To zbyt łatwe myślenie. Czy ja jestem jedynym, który widzi że na tym turnieju grają lepiej od Polaków? Różnica jest ogromna, niestety. Nasi zawodnicy nie grają na tym samym, międzynarodowym poziomie w każdy weekend. Inni piłkarze nie stworzyliby różnicy. W takich sytuacjach jest jedno rozwiązanie. Jakie? Zmienić trenera.

Zamierza pan odejść?

- Jestem gotowy, jeśli ludzie odpowiedzialni za polską piłkę zagwarantują, że mój następca zmieni polskich piłkarzy w Villę czy Ronaldo, że z tą samą grupą ludzi osiągnie więcej. Ale jestem też gotowy zostać, by was wesprzeć was i pomóc, by nie powtórzyła się sytuacja z 2002 czy 2006 roku. Wtedy też zmienialiście trenerów i jaki był efekt? Polski futbol dzieli przepaść od piłki z najwyższej półki. Pracuję tu dwa lata i od sierpnia 2006 słyszę o problemach, ale jeszcze nie słyszałem o propozycjach, jak te problemy rozwiązać.



Czyli chce pan zostać?

- Ja jestem najmniejszym problemem tylko w strukturze. Oczekuję wsparcia od ludzi związanych z polskim futbolem. Jeśli chcemy znaleźć nowego Podolskiego czy Klose, bo oni są, musimy współpracować. Trzeba zacząć od podstaw. Szkolić młodych piłkarzy, niech 17-18-latkowie grają z Portugalią, Holandią, Niemcami. Sam nie dam rady. Trzeba im tylko pomóc, aby ten talent z nich wydobyć. Mam w sobie energię na to, jestem gotowy na polskie "piekło". Zresztą już raz je przeżyłem - w pierwszych dwóch miesiącach swojej pracy, kiedy chciano mnie wyrzucić z Polski. Ale wciąż mam ambicję i wizję przyszłości. Nie jestem zmęczony, ani wyczerpany. Mimo, że ciągle słyszałem tylko "nie, nie, nie", to kiedy pojawiła się oferta przedłużenia umowy, nie zastanawiałem się chwili.

Dlaczego żaden z piłkarzy nie przyszedł na spotkanie z nami?

- Są zdruzgotani i przybici. Załamani tym, co się wydarzyło. Zdają sobie sprawę, ile mogli, a ile osiągnęli. Widząc ich rozczarowanie, postanowiłem dać im odpocząć. Nie byli w najlepszej kondycji emocjonalnej. To moja decyzja. Niektórzy nie mają nawet tygodnia wolnego, więc mogą wyjechać ze zgrupowania już we wtorek.

Fizycznie byli przygotowani do turnieju?

- Nie mamy sobie nic do zarzucenia, biegaliśmy tyle samo, co Niemcy, Austriacy i Chorwaci. Pamiętajmy jednak, że nawet w eliminacjach, kiedy graliśmy dwa mecze w cztery dni ten drugi zwykle był słabszy. Po porażce z Niemcami i tym, co zdarzyło się w ostatniej sekundzie meczu z Austrią, tym wydumanym karnym, niełatwo było się podnieść. Mamy do czynienia z ludźmi, a nie maszynami czy komputerami. Ci chłopcy harowali jak konie, ćwiczyli na 100 procent, robili wszystko co trzeba. Futbol to teraz gra na małej przestrzeni, na jeden kontakt. Stał się niewiarygodnie szybki. W parze z szybkością musi być technika. Nad tym musimy pracować, choć i tak postęp zrobiliśmy.

Dlaczego w każdym meczu wystawiał pan inną parę środkowych obrońców, innego lewego obrońcę i zawsze dokonywał zmian w tej formacji?

- Z konieczności. Z Niemcami wystawiłem optymalny skład. Dałem szansę Golańskiemu. Popełnił jednak błąd, nie wytrzymał presji i został zmieniony. Byłem z niego niezadowolony, więc musiałem dokonać innego wyboru na Austrię.

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to pomysł z Mariuszem Jopem w środku. W eliminacjach wchodził z ławki, grał w kadrze nawet, gdy nie miał miejsca w FK Moskwa. I zagrał świetnie w Portugalii czy Finlandii. Nie sądziłem, nie miałem żadnych podstaw sądzić, że zagra tak jak zagrał. Był poza grą przez całą pierwszą połowę. Dlatego musiał zejść. Poświęciłem w meczu z Austrią Michała Żewłakowa i przesunąłem na lewą obronę, choć on jest lepszy w środku. Jest szefem obrony, dyrygentem. Dużo podpowiada i widzi. Ale dał sobie radę i na lewej stronie.

Skąd, przed meczem, miałem wiedzieć, że nie jeden czy dwóch zawodników będzie poza grą, a czterech albo pięciu? W meczu z Chorwacją wiedziałem, że 35-letni Jacek Bąk nie wytrzyma fizycznie trudów turnieju i trzeciego meczu w dziewięć dni. Stąd takie rozwiązanie. Ale znowu - skąd mogłem wiedzieć, że nie zobaczę prawdziwego Lewandowskiego? To, normalnie silny fizycznie i mentalnie facet. Świetny, uniwersalny piłkarz, ale w poniedziałek nie był sobą. Normalnie daje gwarancję dużego poziomu. Popełniał proste błędy, miał straty. Kolejny piłkarz, na którego, liczyłem był poza grą. Podobnie było z Krzynówkiem. Nie obwiniam ich, tylko mówię fakty. Dlatego tyle zmian i takie moje reakcje. Dlatego również zagrał Wawrzyniak na lewej stronie. Próbowałem znajdować rozwiązania. Ja kocham tych zawodników, są cudowni i pracowici.



Nie zobaczył pan słabej formy niektórych podczas przygotowań?

- Oni zrobili wszystko, by być w najlepszej formie. Smolarek, Lewandowski i Krzynówek to świetni piłkarze, profesjonaliści. Trzy dni przed meczem nie mogę z nich zrezygnować. Nie zasłużyli na to, bo zawsze pokazywali, że sprostają zadaniu. Przed meczem z Niemcami nie miałem takich sygnałów, że coś jest nie tak. Oczekiwania mieli ogromne. Każdy z nich osobno i razem jako zespół. Po porażce z Niemcami zawód był spory. Po Austrii - jeszcze większy. Emocje wzięły górę.

Dlaczego tylu piłkarzy zawiodło?

- Nie zagrało poniżej swojego poziomu. Ale Boruc, Roger i Dudka mieli naprawdę fantastyczny turniej. Darek grał świetnie i w pomocy i, jak trzeba było w obronie. Żewłakow zagrał na swoim poziomie, nie zawiódł. Owszem popełnił błędy, ale taktyczne, wynikające z ustawienia, z tego, że to jest futbol i błędy się zdarzają. Widzieliście mecz Turcji z Czechami? Czesi zrobili to samo. Łobodziński i Wasilewski też zagrali na swoim poziomie. Oni są takimi piłkarzami, nie byli gorsi niż zwykle. Nie zgodzę się, że wszyscy grali poniżej oczekiwań.

A pan, jakie popełnił błędy?

- Dwanaście godzin po meczu za wcześnie na taką odpowiedź. Ale wierzcie mi, pierwszą rzeczą jaka przyszła mi do głowy, było: co mogłem zrobić lepiej? Zapewniam, że przeanalizujemy wszystko. Krok po kroku, trening po treningu, dzień po dniu. I będę pierwszym, który przyzna się i obwini za popełnione błędy.

Oceny Polaków. Przewaga zer i jedynek