Tajemnica - co się stało z Ebim Smolarkiem?

Był najlepszym strzelcem w eliminacji i największą gwiazdą reprezentacji Beenhakkera. Na Euro Ebi Smolarek zawiódł, tak jak zawodził przez ostatnie kilka miesięcy.
Na pierwszy rzut oka przyczyny słabej formy Smolarka to największa tajemnica polskiego występu na Euro.

Bo przecież Smolarek, w odróżnieniu od Krzynówka, Żurawskiego, Jopa i innych wychodził na boisko w niezłym klubie w bardzo silnej lidze.

Nie miał w tym sezonie żadnej groźnej kontuzji.

Smolarek dzięki golom w eliminacjach Euro zyskał też duży autorytet w drużynie, koledzy zdawali sobie sprawę, że niewielu tak jak może pociągnąć zespół.

Przed samym Euro Smolarek jeszcze bardziej wzmocnił swój wizerunek największej i najbardziej lubianej gwiazdy polskiej reprezentacji, biorąc udział w kilku wielkich kampaniach reklamowych i całej masie akcji promocyjnych.

To dlatego, gdy rozpoczął się mecz z Niemcami, cała Polska patrzyła z taką nadzieją na Ebiego. I dlatego rozczarowanie jego postawą było tak bardzo bolesne.

Jeśli cofniemy się jednak w czasie okaże się, że Smolarek zawodził już od kilku miesięcy, a nawet wcześniej...

Rok temu Racing Santander zapłacił za niego 5 mln euro. Dużo jak za polskiego piłkarza i dużo jak na przeciętny Racing. Polak miał być gwiazdą w słabym klubie ligi hiszpańskiej.

Szybko okazało się jednak, że Santander zamiast walczyć o utrzymanie w Primera Division będzie biło się o europejskie puchary. To dla Ebiego był już za wysoki poziom. Trener Marcelino długo w niego wierzył, wystawiał do składu nawet jeśli gole strzelali Tchite i Ivan Bolado. Skończyło się na czterech ligowych golach Smolarka strzelonych słabym rywalom. 19-letni Bolado miał ledwie jedną bramkę mniej...

Słaba gra Ebiego w Hiszpanii paniki w Polsce nie wywoływała, bo i wywołać nie mogła. Przecież 27-letni piłkarz regularnie występował w dobrym zespole jednej z najlepszych lig Europy. Inni liderzy kadry w tym samym czasie byli rezerwowymi, a jeśli grali to w słabszych klubach i słabszych ligach.

Alarmu nie wywołały nawet słabe występy Ebiego w kadrze. W lutowym sparingu z Czechami zmarnował świetne prostopadłe podanie od Artura Wichniarka. Z USA zagrał słabo jak cała drużyna. Nie zachwycił w ostatnich przed Euro sparingach z Albanią i Danią. Od czasu eliminacyjnego meczu z Belgią w Chorzowie zagrał w reprezentacji siedem razy i nie strzelił ani jednego gola. Tak złej serii nie miał jeszcze nigdy.

Cały czas wydawało się jednak, że gdy dojdzie do meczów naprawdę ważnych, Ebi się obudzi. Tak się nie stało, a Smolarek zagrał na Euro tak jak... w niektórych meczach eliminacji. Bo oprócz spotkań z Portugalią w Chorzowie czy Kazachstanem w Warszawie Ebi zaliczył też w nich kilka występów bardzo słabych. Nie istniał w spotkaniach z Portugalią w Lizbonie i Finlandią w Helsinkach. Nie pomógł w przegranym meczu z Armenią.

Beenhakker konsekwentnie na niego jednak stawiał, bo nigdy nie było wiadomo, kiedy potencjalnie najlepszy piłkarz reprezentacji Polski zagra koncert, a kiedy będzie bardziej fałszował od najgorszego boiskowego analfabety. Co więcej nie wiedział tego nawet sam Ebi. W czasie eliminacji, gdy spotkań było 14, nawet słabe występy w czterech kolejnych można było nadrobić kolejnymi dwoma wybitnymi. Na Euro po dwóch słabych spotkaniach Polska praktycznie odpadła już z mistrzostw.

Słabego Ebiego długo broniły bramki zdobyte w eliminacjach. Bramki które strzelał grając jako lewoskrzydłowy, cofnięty i wysunięty napastnik. To na jakiej pozycji wystawiał go Beenhakker zależało głównie od formy innych piłkarzy, kontuzji i kartek.

Te same czynniki zdeterminowały jego ustawienie na Euro. Paradoksalnie bowiem, w idealnym świecie czyli w sytuacji, gdy wszyscy kadrowicze są zdrowi i w wysokiej formie, najlepszy polski strzelec musiałby na ME usiąść na ławce!

Na lewej pomocy nie jest lepszy od Jacka Krzynówka, a na prawej od Jakuba Błaszczykowskiego. Radosław Matusiak ze spotkania z Belgią w Brukseli jest od niego lepszy na szpicy, a Maciej Żurawski w formie, którą coraz mniej ludzi pamięta - na pozycji cofniętego napastnika.

Nie jest to zarzut, bo przy wahaniach formy innych graczy ofensywnych kreatywność i wszechstronność Ebiego pozwoliła Polakom wygrać eliminacje.

Na Euro okazało się jednak, że dłużej w cudzych butach grać się nie da. Z Niemcami Ebi wystąpił w miejscu rezerwowanym przez miesiące dla Radosława Matusiaka. Piłkarza o innych możliwościach i umiejętnościach. Idealnego do walki z Perem Mertesackerem i Christophem Metzelderem. Próba zastąpienia Matusiaka Smolarkiem zakończyła się katastrofą. Podobnie jak gra na pozycji Macieja Żurawskiego, czyli cofniętego napastnika z Austrią.

Z Chorwacją zagrał najlepszy mecz na Euro. Za późno, katastrofy była już wtedy pełna, katastrofa, której prawdopodobnie nie dało się uniknąć. Bo polskiego futbolu nie stać na trzymanie takiego piłkarza jak Smolarek na rezerwie czy narzekanie, że nie wiadomo na jakiej pozycji ma grać.