Polska po Euro: Załamany Boruc, lisie uśmieszki Żurawskiego i Krzynówka

Mecz z Chorwacją zmienił z porażki w klęskę występ reprezentacji Polski na Euro 2008. I co po nim zobaczyliśmy? Załamanego Boruca oraz lisie uśmieszki Żurawskiego i Krzynówka - pisze z Euro komentator i wysłannik Sport.pl Dariusz Wołowski.
Tajemnica Euro: Co się stało z Ebim Smolarkiem?

Każdy przeżywa porażkę na swój sposób. Jeden, tak jak Artur Boruc, czuje się upokorzony, choć był najlepszym graczem meczu, inny, jak Jacek Krzynówek, wzrusza ramionami i mówi: "Nie wyszło". Niech każdy kibic wybiera, co mu odpowiada, dla mnie uśmieszki na ustach Żurawskiego czy Krzynówka są kpiną. A pojawiają się cyklicznie: w 2002, 2006, 2008 r.

Liderzy zawiedli na Euro najbardziej. Żurawski grał 45 minut, Krzynówek 270, gniew Leo Beenhakkera dopadł jednak tylko Ebiego Smolarka i Jacka Bąka, którzy przed decydującym meczem z Chorwatami wylądowali na ławce. Nie twierdzę, że niezasłużenie, gdyby selekcjoner miał ich kim zastąpić. Ale nie miał. To były zmiany rozpaczliwe, obliczone na wstrząs drużyną, która niemal od początku walczyła nie tylko z rywalem, ale i z apatią. W tej sytuacji mistrzostwa powinny skończyć się porażką, ale klęską i kacem wcale nie musiały.

Trener Chorwatów Slaven Bilić mówił: - Nie gracie o honor, ale o awans. Nawet jeśli piłkarze Beenhakkera w to nie wierzyli, powinni uszanować wiarę swoich fanów. Pokazać walkę i charakter. Wynik, pal diabli, mógł być nawet gorszy.

Tymczasem na boisku w Klagenfurcie przez 80 minut trwała komedia piłkarskich omyłek, które nie pozwalają wierzyć, że to Euro miało na kogokolwiek poza Borucem i Rogerem Guerreiro pozytywny wpływ. Kibic został z wrażeniem, że drużyna narodowa poległa, na dodatek właściwie w ogóle przestała istnieć. Kto powinien odejść, kto zostać, kto był odkryciem, kto dał nadzieję? - rzeczowa dyskusja nad tym, co się stało w Austrii, jest trudna, jeśli w ogóle możliwa.

Mecze z Niemcami i z Austrią (poza 20 minutami na początku) pozostawiały nie tylko cień szansy na ćwierćfinał, ale przede wszystkim na to, że drużyna jest przygotowana do walki. O wszystkim decydowało ostatnie spotkanie mające przechylić szalę na którąś ze stron. Okazało się jednak, że nawet chorwackie rezerwy to piłkarska cywilizacja, do której z Polaków należy wyłącznie Artur Boruc.

Dziś wspomnienie słów Leo Beenhakkera o polskich talentach i przechodzeniu z nimi na jasną stronę księżyca znów brzmi nieznośnie. Ograniczenia naszych piłkarzy znamy aż za dobrze, ale selekcjoner nie może zbyć kilkoma hasłami swojej części odpowiedzialności za grę drużyny. Nie mówię, że zespół Leo w ogóle nie próbował. Próbował bardziej niż drużyny Engela i Janasa na mundialach. Widać było, że Holender kazał grać w piłkę, a nie kopać ją w trybuny. Ale chciałbym innych wniosków poza tym oczywistym, że materiał, którym dysponował, nie jest na miarę Euro.

Nie jestem zwolennikiem zwalniania Beenhakkera. Obawiam się, że rodzima myśl szkoleniowa, która tak naprawdę odpowiada za piłkarskich analfabetów, z których buduje się drużynę, szykuje asa z rękawa, pod wodzą którego zmarnowane zostaną kolejne lata. Ale też nie wprowadza mnie w zachwyt, kiedy Michał Listkiewicz zapewnia, iż Leo jest nietykalny. Bo prawdę mówiąc, nikt w polskiej ekipie, poza Borucem, na miano nietykalnego na Euro 2008 sobie nie zapracował.

Wracamy do domu bez cienia poczucia, że winny jest sędzia Webb, którego portret stanął w Warszawie, by ludzie mogli wyrzucić z siebie nienawiść. Po raz trzeci z kolei na mistrzowskim turnieju polscy piłkarze pozostawiają po sobie cień prowincji - brak ogłady, pomysłu, a chwilami i serca do gry. Nie umieli skonstruować akcji, ani nawet wykorzystać wolnego czy rożnego. Do piłki stawał wtedy Krzynówek i z całej siły kopał. Tak naprawdę jedyne, czego piłkarze mieli w nadmiarze, to wiara w talent i szczęście swojego bramkarza.

A we mnie złe wrażenie potęgują obojętne uśmieszki tych, którzy jeszcze nie tak dawno obiecywali prowadzić do zwycięstw.

Piechniczek: Leo może zostać, ale bez reszty Holendrów!

Leo Beenhakker na konferencji prasowej: Jest jedno rozwiązanie: zmienić trenera