Potrzebny szef szkolenia w PZPN - z zagranicy!

Ani wyproszenie, ani pozostawienie na stanowisku selekcjonera reprezentacji Leo Beenhakkera nie wydźwignie z dna polskiego futbolu. Musimy wreszcie importować z zagranicy specjalistę, który zbuduje nam, od podstaw, system szkolenia. Skądkolwiek, nie musi to być - choć mogłaby - znienawidzona przez środowisko Holandia - pisze komentator Sport.pl i ?Gazety Wyborczej? Rafał Stec.
Nie zgadzasz się? Lepiej znasz się na sporcie? Załóż sportowego bloga, bloguj na Sportblogu!»

Cały kontynent opiewa rozbijających się po boiskach Euro 2008 Rosjan, którzy po rozpadzie ZSRR nie przetrwali dotychczas rundy grupowej imprezy rangi mistrzowskiej, tymczasem trener Guus Hiddink czyni cuda niejako przy okazji i na marginesie. On dostał misję znacznie poważniejszą - odnowienia całego systemu funkcjonowania piłki nożnej w Rosji. Obmyśla, jak rozwijać talenty, ma założyć akademię dla najzdolniejszych, dogląda budowy ośrodków treningowych (Roman Abramowicz rzucił już rublem na 55 równiusieńkich boisk) etc. Wyniku reprezentacji będzie się od niego wymagać dopiero na mundialu w 2010 roku, teraz nawet po inauguracyjnej porażce z Hiszpanią - bolesnej, poniesionej w kiepskim stylu - nikomu nie strzeliło do głowy, by nawoływać do przepędzenia Holendra.

Wcześniej Hiddink pracował z reprezentacją Australii, którą najpierw po 30 latach wprowadził na mundial, by potem dociągnąć jeszcze do 1/8 finału turnieju w Niemczech. Kiedy odszedł, na antypody polecieli - sięgając do słownika Wojciecha Łazarka - jego holenderscy funfle. Prowadzą reprezentację seniorską i juniorską, jeden został szefem wydziału szkolenia tamtejszej federacji.

Prezydent Rosji proponuje Hiddinkowi obywatelstwo

Niedouczenie widać już o 17-latków

Oba wymienione kraje, podobnie jak wszystkie inne pragnące wznieść piłkę nożną na wyższy poziom, dochodzą do wniosku, że ratowanie się zatrudnianiem przyzwoitego selekcjonera przypomina leczenie spróchniałych zębów silnymi środkami przeciwbólowymi. Czujesz ulgę, pojedyncze zwycięstwa dają nawet frajdę, ale procesu gnicia nie zahamowujesz.

Gnicie w futbolu polega na neutralizowaniu talentu w młodych ludziach, którzy zostają ukatrupieni, zanim zaczną seniorską karierę.

U nas proceder zabijania piłkarza w piłkarzu rusza w okresie wręcz niemowlęcym. Niedouczenie widać już u 17-latków, a w tym wieku robi się za późno, by nadrabiać techniczne braki. Juniorski żywy trup już zawsze będzie źle przyjmował, źle podawał, źle strzelał. Czasem zdoła zagrać poprawnie, czasem nawet świetnie, ale kompromitujące wpadki będą mu się przytrafiać zbyt często, by został klasowym zawodnikiem.

Wszystkie elementy techniczne trzeba wpoić chłopcu, zanim ukończy 13. rok życia. Musi perfekcyjnie operować piłką, aby wejść w następny etap nauki - wykorzystywania nabytych już umiejętności, będąc pod presją przeciwnika i mając ułamek sekundy na reakcję oraz podjęcie właściwej decyzji. Wówczas rozpoczyna się też - czy raczej: powinna się rozpocząć - edukacja taktyczna, bowiem trampkarze przenoszą się na pełnowymiarowe boiska. Polski kandydat na piłkarza na tym etapie rozwoju wciąż jednak walczy z samym sobą, z coraz bardziej uderzającą w oczy ułomnością. Prawonożny nie umie przyzwoicie kopnąć piłki lewą stopą, a lewonożny - prawą. I obaj pozostają zazwyczaj analfabetami do końca kariery.

Tajemnica Euro - co się stało z Ebim Smolarkiem?

Młody ćwiczy dwa razy w tygodniu, choć powinien dwa razy dziennie. Kiedyś mógł trenować rzadziej, a mimo wszystko osiągnąć najwyższą techniczną sprawność. Po szkole rzucał tornister w kąt i biegł na podwórko, bo nie miał gier komputerowych, internetu, setek kanałów telewizji i miliona innych rozrywek. Więcej się uczył, ganiając za piłką z kolegami, niż w klubie. Niezależnie od intensywności profesjonalnych zajęć prowadzonych przez trenera bilans zawsze wyglądał podobnie: ćwiczył kilkanaście godzin tygodniowo. Deyna czy Boniek z podwórkowych gierek wynieśli nie mniej niż z klubów.

Odkąd niektóre podwórka zamarły, a niektóre zniknęły, odkąd naturalnie nabywaną zdolnością każdego chłopca stała się nie żonglerka, lecz wywijanie padem podłączonym do Playstation, już siedmiolatek musi dwa razy dziennie odbywać regularny trening. Trzeba precyzyjnie zaplanować mu naukę, a później obsesyjnie doglądać każdego detalu. Inaczej nie wzbije się na pułap Ligi Mistrzów.

By się wzbił, potrzeba systemu. Po pierwsze, boisk. Po drugie, przemyślanej selekcji, by wyławiać chłopców uzdolnionych atletycznie. Po trzecie, trenerów. W cywilizowanych świecie inny fachowiec prowadzi 10-latków, inny 13-latków, inny 17-latków. Nie ma znawców wszystkiego.

Systemu nie stworzymy bez know-how, tymczasem w naszym kraju brakuje nie tylko osobnych, specjalistycznych kursów wychowywania młodzieży, lecz w ogóle jakiejkolwiek prawdziwej szkoły trenerów, a tzw. polska myśl szkoleniowa istnieje tylko jako drwina ze zdrowego rozsądku.

Lato prawie prezesem PZPN. To katstrofa!

Nasi piłkarze jak niepełnosprawni

Pisaliśmy o tym tysiąc razy, piszemy tysiąc pierwszy: polscy piłkarze wyglądają po wyjeździe do mocnych lig jak niepełnosprawni, wrzuceni między istoty wyższego gatunku i do rzeczywistości, w której czas płynie szybciej. Szczęściarzom zdarzają się małe karierki, ale biorąc pod uwagę potencjał 38-milionowego, bogacącego się kraju Unii Europejskiej, w którym futbol wciąż pozostaje najpopularniejszym sportem, najlepsi nie osiągają nic.

Wiosną na blogu zlustrowałem polskich napastników. Kryterium dobrałem stronniczo, ale nie złośliwie. Sprawdziłem, ile w tym stuleciu Polacy strzelili goli w najmocniejszych rozgrywkach klubowych - Lidze Mistrzów, angielskiej, hiszpańskiej i włoskiej.

Doliczyłem się pięciu. Ostatnia padła na początku zeszłego roku, kiedy Radosław Matusiak - wówczas jeszcze zawodnik Palermo - wepchnął piłkę do siatki Ascoli, bezdyskusyjnie najsłabszej obok Messiny drużyny minionego sezonie Serie A. Pozostałe podarowali nam - w Lidze Mistrzów - Krzynówek i Hajto. (Tylko Matusiak to napastnik!)

Pominąłem dorobek Emmanuela Olisadebe (trafił trzykrotnie w Champions League) i Euzebiusza Smolarka (trafił dwa razy w Primera Division). Nie interesuje mnie bowiem ani kryterium paszportowe, ani genetyczno-narodowościowe. Interesują mnie wyłącznie piłkarze wychowani przez nas i u nas, nawet gdyby pochodzili z Trapezfiku, krainy borostworów albo planety Melmac.

Kiedy już opracowałem polską statystykę, sprawdziłem, ilu członków UEFA (do której należy również kilka państw azjatyckich) uzbierało worek goli chudszy od polskiego. Wyruszyłem na poszukiwania tropem alfabetycznym, ze skromnej Albanii, która do ligi włoskiej wyeksportowała niczego sobie snajpera Igli Tarego do ligi włoskiej.

Pośród 53 federacji UEFA wynalazłem 11 krajów, których reprezentanci strzelali w elicie jeszcze rzadziej niż Polacy. Podzieliłem je na dwie grupy.

W pierwszej pomieściłem państwa z co najmniej milionem obywateli: Armenia , Azerbejdżan , Estonia , Kazachstan , Mołdawia , Słowenia .

W drugiej - państwa o ludności poniżej miliona obywateli: Andorra , Luksemburg , Malta , San Marino , Wyspy Owcze.

To dane szokujące. Jeśli wyjąć bramkarzy, przedstawicieli sportu indywidualnego wewnątrz zespołowego, nasi futboliści mogą przyrównywać się tylko do krajów kompletnie egzotycznych lub ledwie widocznych na mapie. I z sezonu na sezon wyraźniej odstają od konkurencji. Jeszcze niedawno gwiazdorzyli np. w Bundeslidze - snajperzy regularnie strzelali gole, obrońcy Wałdoch i Hajto należeli do czołówki stoperów. Dziś na ME lub MŚ nie ma już zupełnie kogo wysyłać.

Leo myśli. Będą zmiany

Będziemy się rozwijać, bo nie sposób tkwić w miejscu...

Niechlujstwo - podsumowanie stylu Polaków

Triumfy reprezentacji bywają nagrodą za efektywną pracę u podstaw, ale też nie zawsze odzwierciedlają miarodajnie jakość piłki nożnej w kraju. Polacy w eliminacjach wygrywają również dlatego, że wkładają w nie - zwolnieni z obowiązków klubowych i stęsknieni za jakimikolwiek poważnymi sportowymi wyzwaniami - całą energię. O ich prawdziwych kompetencjach świadczą osiągi ligowo-pucharowe. Te są śladowe.

Gdyby ktoś chciał się z nich natrząsać, niech sobie wyobrazi, jak zabawnie wyglądałby dzieciak z afrykańskiej wioski bez elektryczności, który nigdy nie widział szkoły, wysłany na międzynarodowy konkurs informatyczny.

Od człowieka, w którym zabito piłkarza, nie wolno żądać, by w starciu z wyselekcjonowanymi, świetnie wytrenowanymi zawodowcami wciąż piłkarza przypominał. Inni mają przewagę już na starcie, bowiem dziś niemal każdy kraj realizuje jakiś pomysł na wychowywanie gwiazd. Jeśli brakuje mu własnego, szuka pomocy na zewnątrz. Jak Australia i Rosja. Rosja, której piłkarzy nie rozpoznajemy jako gwiazd lub choćby gwiazdek z jednego powodu - niechętnie wyjeżdżają za granicę. A przecież Zenit Sankt Petersburg zdobył Puchar UEFA głównie dzięki rodzimym graczom, przecież moskiewskie kluby potrafią w LM wygrywać z zachodnimi potęgami, przecież reprezentacja pokonała w eliminacjach Anglię, za czym my tęsknimy od 35 lat. Mimo to Rosjanie uznali, że inni wiedzą lepiej i zaordynowali kurację holenderską myślą szkoleniową.

My też będziemy się rozwijać, bo nie sposób całkiem stać w miejscu, należąc do potężnej ekonomicznie Unii Europejskiej. Sęk w tym, by nadążać za konkurencją. Tymczasem PZPN nie potrafi zdobyć się choćby na to, by uczciwie zdiagnozować problem. Jak nie zaanalizował, dlaczego futbol zrujnowało wszechobecne łapówkarstwo, tak nigdy nie usiłował zbadać, dlaczego polski piłkarz nie potrafi. Michał Listkiewicz - wirtuoz wynajdywania przykładów, że gdzie indziej jest jeszcze gorzej - wydukał tylko, że Beenhakker zostaje. Jak zwykle zajął się sprawą w szerszej perspektywie - taką powinien przyjąć prezes - drugorzędną.

Wiem, trudno porównywać Polskę do Rosji, którą płynąca od multimiliardera entuzjasty fortuna pozwala z dnia na dzień obsiać równiutkimi murawami. Wiem, dzieci muszą mieć na czym grać, trzeba nadzorować spełniania obietnicy Donalda Tuska, który mamił nas wizją boisk w każdej gminie. Wiem, z futbolu trzeba wyplenić korupcję sięgającą pułapów amatorskich i juniorskich, by już kilkuletni brzdąc nie uczestniczył w farsie.

Ale musimy też wreszcie importować z zagranicy specjalistę, który zbuduje nam, od podstaw, system szkolenia. Skądkolwiek, nie musi to być - choć mogłaby - znienawidzona przez środowisko Holandia. Sięgnijmy do dowolnego kraju, który słynie z know-how, skutecznie wychowując graczy rozchwytywanych na prestiżowych rynkach pracy.

Obcokrajowiec znów jest nieodzowny, bo ani obecny szef Wydziału Szkolenia Jerzy Engel, ani żaden nasz rodak zwyczajnie nie ma potrzebnego doświadczenia. Nie mógł go nabyć, polski futbol zawsze bazował na prowizorce i przypadku.

Potrzebujemy kogoś, kto nie wyszedł z prowizorki i przypadku. Podpiszmy z nim kilkuletni kontrakt, precyzyjnie definiując jego zadania. Przydzielmy mu własnych asystentów - młodych, z otwartymi głowami - którzy kiedyś kontynuowaliby jego pracę.

Niech wychowawców młodzieży uczy, jak uczyć, niech zaproponuje kryteria selekcji juniorów, niech przedstawi sprawdzające się w jego kraju metody pilnowania, czy junior rozwija się prawidłowo, niech założy prawdziwą Akademię Trenerską.

Efektów nie zobaczymy jeszcze nawet na Euro 2012. Ale na następne mistrzostwa Europy być może wreszcie nie wyślemy bubli.

Nie zgadzasz się? Lepiej znasz się na sporcie? Załóż sportowego bloga, bloguj na Sportblogu!»

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 22 46 36-18 13 7 2
2 Legia Warszawa 22 42 35-22 12 6 4
3 Jagiellonia Białystok 22 39 38-29 11 6 5
4 Korona Kielce 22 35 27-24 9 8 5
5 Piast Gliwice 22 34 32-25 9 7 6
6 Pogoń Szczecin 22 34 32-27 10 4 8
7 Lech Poznań 22 33 33-29 10 3 9
8 Cracovia Kraków 22 33 24-22 9 6 7
9 Zagłębie Lubin 22 30 36-33 9 3 10
10 Wisła Kraków 21 29 33-31 8 5 8
11 Arka Gdynia 22 25 33-33 6 7 9
12 Śląsk Wrocław 21 21 29-30 5 6 10
13 Miedź Legnica 22 21 21-41 5 6 11
14 Górnik Zabrze 22 20 26-40 4 8 10
15 Wisła Płock 22 20 30-39 4 8 10
16 Zagłębie Sosnowiec 22 15 27-49 3 6 13

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa