Jaki piękny wypadek! - tenisowy felieton Magdaleny Grzybowskiej

Natknęłam się ostatnio na cytat pewnej tenisistki. Bardzo mi się spodobał. Był trochę autoironiczny, trochę prowokacyjny, a jeszcze - jakby było mało - wychodzący poza wąski świat forhendów, bekhendów i podwójnych błędów serwisowych. Cymes, który przytrafia się barwnym osobowościom. Zanim go przytoczę, najpierw słowo o autorce.
Bethanie Mattek to barwna postać, w bardzo dosłownym znaczeniu tego słowa. Jedno spojrzenie na strój tenisowy Amerykanki przyprawia o oczopląs - kolory gryzą się niemiłosiernie, desenie drażnią. Nigdy nie wiadomo, czego można się po niej spodziewać - raz wyjdzie na kort w seksownej panterce, raz w worku przypominającym pidżamę, innym razem w koronkach i tiulu. W rankingu Mattek jest poza pierwszą setką, ale w hierarchii tenisowego kiczu na samym szczycie. W świecie, gdzie połowa zawodników wpisuje się w schludny wizerunek tenisisty, z dyskretnie zarysowanymi przez projektantów seksapilem i fantazją, Mattek jest znana i łatwo dostrzegana w tłumie dzięki swej jarmarczności.

Wcale się z tym nie kryje, co widać w cytacie, który mnie oczarował. "To jest jak z wypadkiem - wiesz, że to nie jest ładny widok, ale i tak nie możesz przestać patrzeć".

Trudno się nie zgodzić z Mattek tak opowiadającą o swoich strojach. W tenisowym świecie jest ona dziwadłem, kolorowym i zjawiskowym odstąpieniem od normy. I wykorzystuje to w dość konsekwentny sposób w celu autopromocji.

Nie ona jedna rozumie siłę kobiecego stroju. Maria Szarapowa w Nowym Jorku wystąpiła w znanej już na całym świecie czerwonej sukience z mieniącymi się kryształkami. Kolor został poddany analizie i dopasowany do miejsca startu - gdzież czerwień pasuje lepiej niż w mieście rozżarzonym 24 na 7? Maria Kirilenko jest jedyną zawodniczką, dla której stroje projektuje Stella McCartney. Widok Sereny Williams w długich podkolanówkach w kolorach narodowych Kamerunu zostanie chyba na długo w pamięci każdego, kto co roku ogląda Roland Garros, a długie kolczyki Venus rozniecą niejedną dyskusję na temat mody na korcie.

Wszystko co niestandardowe, inne, odbiegające od kanonu, łatwo wpada w oko. Żeby nie pisać wyłącznie o paniach, wystarczy przywołać koszulki bez rękawków Carlosa Moyi, ogromną, zawsze kolorową bandamę i ciemne okulary Arnaud Clementa, długie spodenki Rafaela Nadala czy tatuaże - Gustavo Kuertna na dłoni, Moyi na bicepsie, Johna McEnroe na ramieniu.

Tenisiści rzadko jednak mają odwagę szokować strojem, bo ciągle żywe jest przekonanie, że tenis to nie szalona subkultura rządząca się swoimi prawami, ale bardzo tradycyjny sport dla dżentelmenów. Tenisiści są związani kontraktami i nie oni decydują, co na siebie włożyć. Wreszcie istnieje pewien kanon, którego trzeba przestrzegać, aby nie narazić się tenisowym władzom. Pozostaje jednak sporo miejsca dla wyobraźni.

Przepisy mówią, że stroje tenisowe muszą być profesjonalne, buty na kort ziemny mieć odpowiednią podeszwę, buty na trawę określoną wysokość i grubość koreczków. Regulaminy zawodowych organizacji precyzyjnie określają wielkość i liczbę naszywek na ramieniu, liczbę gemów, które można rozegrać w dresach, temperaturę, w której panie mogą grać w legginsach pod spódniczką. Sędzia może zwrócić zawodnikowi uwagę, prosić o zmianę ubioru, ukarać finansowo lub nawet zdyskwalifikować. Kiedyś grało się głównie w koszulkach z kołnierzykiem i krótkich spodenkach - dziś istnieje już przyzwolenie na większą różnorodność fasonów. Wyłączając bardzo surowe prawa Wimbledonu, restrykcje dotyczące stroju zamykają się w zwrocie 'profesjonalizm'.

Czy stroje Mattek należą do profesjonalnych? Można by się spierać, o jakiej profesji myślimy. Ale zarówno ona, jak Vincent Spadea, siostry Williams, czy jeszcze parę osób, już przyzwyczaili sędziów do swoich fanaberii. Nikogo nie dziwią ich sporadyczne faux pas lub kontrowersyjne pomysły. Dodają tenisowi uroku - można krytykować ich koncepcje, czy styl, ale jednak nie odwraca się od nich wzroku. Wygoda, wygoda, wygoda - trzy najważniejsze słowa dotyczące stroju tenisisty. Przy tym szata może być dodatkowo niezłym narzędziem marketingowym.

I co by nie mówić - jednak zdobi człowieka...