Ula Radwańska: Mam dość pytań o Agnieszkę

- Mam już dosyć pytań ?kiedy będziesz wreszcie grać tak jak Agnieszka?", a słyszałam je w tym roku już ze sto razy. To bardzo męczące. Ten mecz powinien mi pomóc - mówi młodsza z sióstr Radwańskich po wygranej w I rundzie Wimbledonu.
Serena Williams już czeka na Ulę Radwańską. A ojciec się nie boi! »

Jakub Ciastoń: To twój siódmy wygrany z rzędu mecz na Wimbledonie.

Urszula Radwańska: - Ale pierwszy w rywalizacji z dorosłymi zawodniczkami. Bardzo się cieszę. Dzień przed meczem dużo myślałam o tym debiucie i spotkaniu z Czeszką. Z jednej strony trochę się jej obawiałam, z drugiej strony, wiedziałam, że jestem w stanie wygrać, bo umiem i lubię grać na tej nawierzchni. Szczerze mówiąc, sam mecz trochę mnie zaskoczył. Myślałam, że będzie trudniej. Najgorszy moment to początek drugiego seta, gdy Zakopalova miała kilka piłek na przełamanie mojego serwisu na 3:1. Nie udało jej się, bo spokojnie cały czas dalej grałam swój tenis.

Twój tata mówi, że to przełomowy mecz w twojej karierze.

- Mam taką nadzieję. Do tej pory nie udawało mi się wykorzystać dzikich kart do turniejów. Dlatego cieszę się podwójnie, że udało się akurat na Wimbledonie i to w debiucie wśród seniorek. Dostanę dużo punktów do rankingu. Generalnie są same plusy.

Jesteś znana z tego, że na korcie potrafisz się bardzo denerwować. Rzucasz rakietami, czasem przeklinasz. Dziś właściwie ograniczyłaś się do jednego okrzyku "Obudź się".

- Tak już mam... to czasem pomaga. Choć faktycznie ostatnio bardzo poprawiłam swoje zachowanie na korcie. Pracuję nad tym, by się tak nie złościć, bo jednak zyski są z tego mniejsze niż korzyści. Zresztą było to widać w tym meczu, bo starałam się być spokojna i wygrałam. Myślę, że musiałam po prostu dorosnąć, by to zrozumieć, że nerwami nie wygrywa się meczów.

Czy podczas meczu pomaga ci doping polskich kibiców. Czy w ogóle dociera do ciebie co dzieje się na trybunach?

- Jestem kompletnie odizolowana. Nie widziałam żadnych flag, niczego. Podczas meczu jestem w stanie jedynie podświadomie zlokalizować na trybunach, gdzie siedzi tata. Jego widać od razu. Bo jak źle gram, to zaczyna przebierać nogami, jakby zbierał się do wyjścia, albo łapie się za głowę (śmiech). Zdarzało mi się już wyrzucać tatę z meczów, bo jak on się denerwuje, że ja źle gram, to ja gram jeszcze gorzej.

Agnieszka w twoim wieku miała już na koncie kilka sukcesów seniorskich. Na pewno nie jest ci łatwo iść śladami starszej siostry.

- Mam już dosyć pytań "kiedy będziesz wreszcie grać tak jak Agnieszka?", a słyszałam je w tym roku już ze sto razy. To jest bardzo męczące. Ten mecz powinien mi pomóc, może wreszcie trochę wyjdę z cienia Agnieszki i zacznę ją gonić.

Podczas Rolanda Garrosa twój tata zdradził bardzo niepokojącą informację, że być może będziesz musiała przejść operację prawego nadgarstka.

- Na szczęście nie będzie to konieczne. Miałam w środku cystę, która zrobiła mi się po pęknięciu torebki stawowej. Faktycznie było zagrożenie, że pójdę pod nóż., ale zabiegi laserowe, które miałam robione od kilku miesięcy, dały rezultat. Cysta pękła sama i wszystko jest już w porządku. Nie ma więc zagrożenia, że nie będę mogła grać.

Grałaś kiedyś na poważnie mecz z Agnieszką?

- Grałyśmy ze sobą wiele razy jako juniorki. Nigdy z nią nie wygrałam.

Jesteście w tej samej części drabinki, może uda wam się zagrać razem na Wimbledonie?

- Tak, w półfinale (śmiech). Do tego jeszcze daleka droga. Najpierw trzeba wygrać z Sereną Williams i to na centralnym korcie, co nie będzie takie łatwe.

A może siostry Radwańskie mogą zastąpić siostry Williams? Agnieszka ograła już kiedyś Venus, może teraz młodsza Radwańska pokona młodszą Williamsównę?

- Czyli teraz czas na Serenę? Może i tak, ale będzie ciężko. Zdaję sobie sprawę, że muszę zagrać tak naprawdę powyżej moich umiejętności. Nie myślałam na razie dużo o Serenie. Dopiero przeszłam pierwszą rundę. Teraz zacznę się zastanawiać jak zagrać. Na pewno trzeba będzie zmusić ją do biegania od lewej do prawej.

BBC wieczorem będzie powtarzać mecz Williams z Kaią Kanepi. Obejrzysz?

- Raczej nie. Wiem jak Serena gra, widziałam dużo jej meczów.

Zarówno o Agnieszce, jak i o tobie mówi się, że bardzo dobrze czujecie grę na trawie. Jak to wyjaśnisz?

- W sumie, nie wiem. Chodzi chyba o to, że trawa to najszybsza nawierzchnia. Ja lubię grać agresywnie, szybko kończyć wymiany i na trawie udaje się to znacznie łatwiej, niż na czerwonej mączce. Ale w sumie trudno powiedzieć skąd to się bierze, bo przecież w Polsce nie mamy kortów trawiastych, więc poza Anglią nie gramy na tej nawierzchni.

Tak dla formalności, czy awans do II rundy Wimbledonu jest największym sukcesem w twojej karierze?

- Chyba tak, choć byłam też w zeszłym roku w ćwierćfinale turnieju WTA w Tajlandii. To też był dobry wynik seniorski.

Czy poza kortem rozmawiacie w ogóle z Agnieszką o tenisie? Komentujecie nawzajem swoje mecze, albo radzicie jak zagrać z jakąś konkretną dziewczyną?

- Po meczach nie rozmawiamy. Czasami Agnieszka radzi coś przed spotkaniami. Ale nie ma reguły. O Zakopalovej Agnieszka akurat nic nie mogła powiedzieć, bo chyba z nią nie grała. Ja znałam lepiej Czeszkę, bo spotkałyśmy się w zeszłym roku w Tokio. Wtedy przegrałam, teraz udał mi się rewanż.

Jednym ze znaków firmowych Agnieszki są dropszoty. W meczu z Zakopalovą też zagrałaś kilka.

- No bo naśladuję Isię. Ale szczerze mówiąc trochę na siłę, bo ja jednak dropszotów tak dużo nie gram. Mój styl gry jest trochę inny, ale akurat skróty to jest coś, czego można się od Isi uczyć.

Radwańska + Trawa = Zwycięstwo »