Artur Boruc: Murem za Beenhakkerem. A prezydent? Żenujące...

Euro to nasz trzecia wielka impreza i trzeci raz boleśnie dostaliśmy po mordzie. Ciężko jest się pozbierać, czuję żal i frustrację - mówi w specjalnym wywiadzie dla Sport.pl bramkarz reprezentacji Polski Artur Boruc.
Boruc był na Euro zdecydowanie najlepszym polskim piłkarzem. Wielu obserwatorów uważa go też za najlepszego bramkarza całego turnieju. Szefowie Celtiku Glasgow podnieśli podobno cenę wywoławczą za polskiego bramkarza z 10 na 15 mln funtów.

Niechlujstwo - podsumowanie stylu Polaków

Stec: PZPN potrzebuje szefa szkolenia - z zagranicy

Robert Błoński: Jak zapamięta pan Euro?

Artur Boruc: Było fantastyczne, synek mi się wtedy urodził. Właśnie obchodzę pierwszy w życiu dzień ojca. Co prawda mały jeszcze nic nie powiedział, ale jest zdrowy i cudowny. To jedyny plus tych mistrzostw.

Aleks będzie sportowcem?

- Kimkolwiek, byle nie bramkarzem.

Dlaczego?

- Przecież to bez sensu. Wyobrażasz sobie, że chodzisz do pracy po to, żeby rzucać się ludziom pod nogi? Czasem jest mokro, trzeba taplać się w błocie, ubrudzić. Kiedy syn spojrzy na mnie i zapyta: czemu ja nie mogę się tak wybrudzić, co mu odpowiem? Niech będzie obrońcą, pomocnikiem, napastnikiem. Czasem gola jakiegoś może strzeli. Rola bramkarza jest stresująca. Chyba że będzie do tego podchodził jak ja, na luzie, spokojnie.

Kiedy byłem dzieciakiem, rzucałem teczkę w kąt i szedłem grać na podwórko z kolegami w Siedlcach. Czasem przyszli rodzice i patrzyli, jak mi idzie. Dla mnie taki mecz niczym się nie różni od występu na Euro. Ciągle chodzi o to samo. Trzeba się rzucać i kopać piłkę.

Dwa lata temu, po odpadnięciu z MŚ w Niemczech, powiedział pan, że mundial jest raz na cztery lata, a my go totalnie spieprzyliśmy. Co pan powie o Euro?

- Historia lubi się powtarzać, wynik jest ten sam. Jesteśmy o dwa lata starsi, ale niewiele mądrzejsi, bo nie wyciągnęliśmy wniosków. Choć sportowo wyglądaliśmy lepiej. Przynajmniej choć trochę przypominaliśmy drużynę, a nie zbieraninę, choć większej myśli taktycznej w tym nie było widać. Nie chcę nikogo obrażać, ale przez ostatnie dwa lata sporo się zmieniło w kadrze. Przyjechał ktoś z zewnątrz i mimo wszystko zmienił drużynę. Stało się to za sprawą Beenhakkera, jego osobowości i tego, co nam przekazał.

Miał być ćwierćfinał, a nie tylko trzy mecze w grupie.

- Z Niemcami zaczęliśmy nieźle. Porażka była wypadkową kilku spraw. Mieliśmy okazje, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Rywale nie mają takich problemów. Gdyby Jacek Krzynówek strzelił w pierwszej minucie, byłoby inaczej. Teraz trzeba przeczekać, aż minie szum, odpocząć i głowa do góry. Za chwilę kolejne wyzwania. Świat się nie skończył.

Jak przygotowywał się pan do tej imprezy?

- Przyjechałem jak na każde inne zgrupowanie. Jestem zawodowcem, piłka to mój chleb i udało mi się trafić z formą.

Innym się nie udało.

- Nie byliśmy jako zespół w najwyższej formie. Leo fajnie powiedział, że nie da się pójść do sklepu i kupić dwóch kilogramów formy na mistrzostwa Europy. Każdy miał prawo być trochę zmęczony ligową szarzyzną, codziennością.

Ale to pan grał najwięcej - 45 meczów w sezonie.

- Mogę mówić tylko za siebie. Im fajniejsza jest otoczka wokół mnie, tym łatwiej jest mi wszystko znosić. Miałem dobry sezon w Celticu, grałem niezłe mecze w Lidze Mistrzów, po raz trzeci zdobyłem mistrzostwo Szkocji, choć w pewnym momencie traciliśmy do Rangersów osiem punktów. Lada dzień miał się urodzić syn, spotkałem kolegów, z którymi dawno się nie widziałem, przyjechałem na zgrupowanie w dobrej dyspozycji, więc nie miałem prawa czuć zmęczenia. To wszystko buduje formę.

Jak oceni pan zachowanie Tomasza Kuszczaka, który doznał urazu przed meczem z Niemcami, wyjechał z Bad Waltersdorf, a potem rzucił oskarżenia pod adresem trenera bramkarzy Fransa Hoeka?

- Tomek to dorosły człowiek i prawdopodobnie wie, co mówi. Oczernianie kogoś w mediach niczemu nie służy. Jak miał i chciał coś powiedzieć, powinien to zrobić w cztery oczy. Takie rzeczy powinny zostawać między nami. Nie wiem, co z tym zrobić. To nie mój problem.

W meczu z Niemcami wpuścił pan dwa gole, poza tym miał pan tylko jedną interwencję.

- I takie mecze się zdarzają. Nie jesteśmy drużyną gwiazd światowej piłki. Liczyliśmy na dobry wynik, bo w eliminacjach wszystko dobrze wyglądało. A na Euro wszystko się porozklejało. Myśleliśmy, że skoro awansowaliśmy, to nie mamy się czego bać. Do meczu z Niemcami nie wracam, bo nie ma do czego. Byłem rozbity, inaczej wyobrażałem sobie początek. Znów jednak 0:2, powtórka z mundialu. Jak ja nienawidzę przegrywać. W szatni byliśmy załamani, ale nie straciliśmy nadziei. Wiedzieliśmy, że z jedną porażką też można wyjść z grupy.

W meczu z Austrią zagrał pan znakomicie.

- Nie przesadzajmy, nie pokazałem niczego wyjątkowego. Robiłem, co do mnie należy. Uczę się fachu od prawie 20 lat. Gram po to, by czasem sprawić sobie taką miłą niespodziankę. Tylko z tym karnym się nie udało. Zdarzały mi się lepsze mecze niż w Wiedniu.

Przeszła panu przez głowę myśl: dziś gola nie wpuszczę?

- Bramkarz nie może tak myśleć, dopóki sędzia nie skończy meczu. Inaczej na pewno coś złego się zdarzy. W 90. min meczu z Austrią Ebi miał piłkę w narożniku boiska. Wtedy przeleciało mi przez głowę, że musi być dobrze, jeszcze ze dwa auty, trzy kopnięcia i koniec. Nie powinienem tak robić, bo wtedy spada koncentracja.

Jak było z karnym?

- Byłem pewny, że Webb gwiżdże wolnego dla nas. Ten farbowany blondyn z Austrii jak drut faulował Jacka Bąka. Sytuacji z Mariuszem Lewandowskim nie widziałem. Złapałem się za głowę i miałem poczucie krzywdy, ale nie doszukuję się w tym niczego dziwnego.

Jak ocenia pan Rogera?

- Od początku mówiłem, że jeśli pomoże, nie widzę problemu, by grał dla Polski. Cały świat tak robi. Trochę tylko smucą mnie komentarze, że najlepszy u Niemców był Polak, a najlepszy u Polaków Brazylijczyk. Nie żałuję, że Roger jest Polakiem, przeciwnie. Na zgrupowanie do Donaueschingen przyjechałem w trakcie zgrupowania. Miałem sporo indywidualnych treningów, ale Roger to sympatyczny chłopak, zaawansowany technicznie. Każdy z nas jechał na Euro w jakimś celu, miał coś do udowodnienia, ale Roger chyba najwięcej. Szkoda tylko, że pan prezydent, który nadawał mu obywatelstwo, nie wie, jak się nazywa. Przekręcił nazwisko Rogera, przekręcił moje. Jeśli tacy ludzie mają jeździć na mecze, wolę grać przy pustych trybunach. Nasz kochany prezydent trzymał też odwrotnie szalik, może pierwszy raz był na meczu? To wszystko było żenujące.

Zdemolował pan drzwi szatni wiedeńskiego stadionu?

- E tam. Kopnąłem w jakąś tekturę, przewróciła się i tyle. Tandetne wykonanie.

Po meczu wszyscy narzekali na arbitra, a pan jako jedyny powiedział, że wasza wina.

- Nie chciałem się powtarzać, skoro dwudziestu przede mną mówiło to samo. Gdybyśmy wykorzystali okazje z drugiej połowy, nie byłoby tematu sędziego Webba.

W pierwszych dwóch meczach był pan jak wulkan. Z Chorwacją już nie.

- Graliśmy o wszystko. Po dwóch meczach wydawało mi się, że jesteśmy nabuzowani pozytywną energią, żeby coś w tych mistrzostwach zdziałać. Pobudzanie kolegów było niepotrzebne. Liczyłem, że każdy jest zmotywowany. A potem... Nie jestem od wystawiania ocen, niech każdy oceni sam siebie.

A sobie jaką ocenę pan wystawi?

- W jakiej skali?

Obojętnie. I tak pewnie będzie najwyższa?

- Nie może być taka. Odpowiadamy za wynik całym zespołem. Co ja zdziałałem na Euro? Puściłem cztery gole w trzech meczach, a zespół tylko raz zremisował. Wystawiłbym sobie najwyższą notę, gdybyśmy wygrali pierwszy mecz do zera. Wtedy byłbym zadowolony. A tak nie czuję się dumny z tego, jak wypadłem.

Przed meczem z Chorwacją naprawdę wierzyliście, że Niemcy przegrają z Austrią?

- Chcieliśmy zagrać tak, by po meczu nie pluć sobie w brodę. Najgorzej byłoby, gdyby w Wiedniu doszło do sensacji, a my byśmy tego nie wykorzystali. Wtedy mielibyśmy do siebie ogromne pretensje. Zresztą i tak mieliśmy.

Na Euro nikt nie mógł pana pokonać w sytuacji jeden na jeden. Czekał pan z interwencją do ostatniej chwili, zwłaszcza w meczu z Austriakami.

- W lidze szkockiej robię to nagminnie. W Wiedniu czasem broniłem instynktownie. Kiedy zawodnik jedzie na ciebie sam od 40. metra, ciężko przyjąć jakąś strategię. Może trochę zgłupiałem w tych sytuacjach?

W Austrii zawiedli liderzy: Krzynówek, Smolarek, w ostatnim meczu Lewandowski, wcześniej Żurawski. Pretensji nie ma tylko do pana, Rogera i Dariusza Dudki.

- A co mają powiedzieć Włosi czy Francuzi? Tam chyba już latają noże. Mamy prawo być rozgoryczeni, bo liczyliśmy na więcej. Nie zawsze można trafić z formą, nie zawsze jest tak, jak by się chciało.

Ma pan jeszcze kilkanaście dni urlopu. Zmieni pan klub?

- Nie wiem, czy ktoś mnie będzie chciał. A może okażę się zbyt drogi? Za 10, 15 milionów funtów kluby wolą kupować napastników, a nie bramkarzy.

A nie ma pan umowy z władzami Celticu, że w przypadku dobrej oferty nie będą stawiali zaporowej ceny?

- Nie mogę tego powiedzieć.

Co dały panu te mistrzostwa?

- Kolejne mecze, przeżycia, porażki, rozczarowanie. Ale o negatywnych rzeczach nie chcę mówić. Po powrocie staram się nie pojawiać za często na ulicach.

Ogląda pan Euro?

- Widziałem mecz Włochów z Hiszpanią, Turcji z Chorwacją...

Zobaczył pan różnicę w porównaniu z grą Polaków?

- Nie bardzo. Czy Włosi, mistrzowie świata, imponowali czymś oprócz obrony? Turcja też nie wygląda dobrze, ale ma masę szczęścia. Słyszałem, że Rosjanie zagrali świetnie z Holandią, bo biegali jak sprinterzy. Może tusipect [syrop z efedryną - przyp. red] do nich wreszcie dotarł?

Polacy biegali wolno...

- Gdybyśmy wygrali albo zremisowali, nikt nie zwróciłby uwagi na naszą szybkość. Byliśmy dobrze przygotowani, nikt nie powinien narzekać.

W kraju trwa debata na temat Beenhakkera.

- Dla mnie bez sensu. Pokazał nam jasną stronę księżyca, przeciągnął na nią, my pokazaliśmy, że umiemy grać w piłkę. Zresztą nie będę nikogo oceniał. Jako zespół jesteśmy za Leo, nie wydaje mi się, by ktokolwiek powiedziałby coś złego o obecnym selekcjonerze.

Kiedy Beenhakker zostawał trenerem, kadrowicze mówili: jeśli z nim nic nie osiągniemy, to z nikim. Po meczu z Chorwacją bał się pan powiedzieć, że brakuje umiejętności.

- Bo to uderzyłoby we mnie. Możliwości w nas drzemią, tylko nie potrafiliśmy ich pokazać, wyeksponować. Nie trafiliśmy z formą...

To kto będzie mistrzem Europy?

- Nie wiem, nikomu nie kibicuję. Hiszpania dawno niczego nie wygrała. Może teraz...

Nie zgadzasz się? Lepiej znasz się na sporcie? Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl! »

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 22 46 36-18 13 7 2
2 Legia Warszawa 22 42 35-22 12 6 4
3 Jagiellonia Białystok 22 39 38-29 11 6 5
4 Korona Kielce 22 35 27-24 9 8 5
5 Piast Gliwice 22 34 32-25 9 7 6
6 Pogoń Szczecin 22 34 32-27 10 4 8
7 Lech Poznań 22 33 33-29 10 3 9
8 Cracovia Kraków 22 33 24-22 9 6 7
9 Zagłębie Lubin 22 30 36-33 9 3 10
10 Wisła Kraków 21 29 33-31 8 5 8
11 Arka Gdynia 22 25 33-33 6 7 9
12 Śląsk Wrocław 21 21 29-30 5 6 10
13 Miedź Legnica 22 21 21-41 5 6 11
14 Górnik Zabrze 22 20 26-40 4 8 10
15 Wisła Płock 22 20 30-39 4 8 10
16 Zagłębie Sosnowiec 22 15 27-49 3 6 13

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa