Hiddink, trener totalny

Piętnaście lat temu, na długo zanim UEFA wydała wojnę rasizmowi na stadionach, prowadzący wówczas Valencię Guus Hiddink zabraniał piłkarzom rozpocząć mecz z Karlsruhe, dopóki z trybun nie zdjęto nazistowskiej flagi obrażającej czarnoskórych. (Holender jest notabene bardzo popularny w Izraelu, bo jego rodzina w trakcie II wojny światowej pomagała Żydom, ratując wielu od deportacji).
Hiddink: Rosjanie szybko się uczą

Nie zgadzasz się? Lepiej znasz się na sporcie? Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl!»

Osiem lat temu Hiddink musiał przeprowadzić pranie mózgów piłkarzy Korei Płd., by zignorowali wpajaną im od dzieciństwa hierarchię w grupie, by Młodszy Brat potrafił zrugać Starszego Brata, wrzasnąć na niego w trakcie gry i nie struchleć w przekonaniu, że popełnia świętokradztwo. Po mundialu, na którym Hiddink dopchał drużynę do półfinału, władze oferowały mu obywatelstwo. Odmówił, ale wdzięczni Koreańczycy do dziś pielgrzymują na wakacjach do jego rodzinnego Varsseveld.

Trzy lata temu Hiddink zachęcał piłkarzy Australii - jego zdaniem zbyt grzecznych, ułożonych, łagodnych - by częściej przeklinali, podnosili głos i w ogóle wydobyli z siebie trochę ognia.

Na Euro 2008 Hiddink przywiózł reprezentację, którą pozornie ustawia tradycyjnie i modnie, czyli z czterema ludźmi na tyłach, ale w istocie wciąż od tej taktyki ucieka - boczni obrońcy Żyrkow z Aniukowem biegają na połowie przeciwnika, pod swoją bramkę cofa się pomocnik Semak, więc Rosja gra z trzema defensorami, systemem ponoć archaicznym i nieefektywnym. Ta koncepcja czyni ją najbardziej elastyczną taktycznie wśród półfinalistów mistrzostw. Elastyczny pozostaje też trener w sprawach pozasportowych - daje zawodnikom mnóstwo swobody, nie trzyma ich pod kluczem, lecz wieczorami wypuszcza ze znajomymi na miasto.

Atak kontra Atak - Arszawin i Pawliuczenko - Villa i Torres »

Dziś cała Europa tropi sekrety Hiddinka. Zastanawia się, dlaczego znów mu się udało, czy odnalazł kamień filozoficzny pozwalający osiągać sukcesy zawsze i wszędzie, czy w ogóle da mu się wytknąć wady. Czynniki oficjalne - analitycy UEFA - odkrywają, że Rosjan sezon klubowy nie wycieńczył aż tak jak faworytów. W rozmowach nieoficjalnych wciąż słychać aluzje do rewelacyjnej kondycji zawodników i niewyartykułowane podejrzenie, czy aby sztab holenderskiego selekcjonera nie zna się zbyt dobrze na farmakologii. Mówiąc wprost - czy nie nafaszerował piłkarzy dopingiem. (Choć UEFA po raz pierwszy przeprowadzała niezapowiedziane kontrole jeszcze przed turniejem).

Tymczasem dopiero na Euro widać, że redukowanie Hiddinkowych zasług do przygotowania atletycznego nie ma sensu. Przeciwnie - on zawsze szuka odmiennej drogi do zwycięstwa, nie wierzy ślepo w jedną, niezawodną receptę, lecz usiłuje wyeksponować i maksymalnie wykorzystać atuty, które w drużynie zastał. Każde z jego ostatnich dzieł pochodzi z innego świata także w sensie sportowym. Koreańczyków, którzy od wszystkich są lżejsi i niżsi, więc nie nadają się do boiskowych zapasów, przeobraził w maratończyków; postawnym Australijczykom zlecił nie tylko przeklinanie, ale też notoryczne wchodzenie w zwarcie z przeciwnikiem; zdolnych Rosjan nauczył rozkoszować się stylem holenderskim, opartym na niepohamowanej wymianie krótkich podań i rozstrzeleniu gry na całą szerokość boiska.

Jeśli jeszcze przyjrzeć się posunięciom Holendra, których nie widać podczas meczu, staje przed nami trener totalny. Zdolny wrosnąć w każdą rzeczywistość, a zarazem każdą po swojemu kształtować. Tkwiący mentalnościowo gdzieś między kameleonem Zeligiem, któremu wśród Żydów wyrastają pejsy, a zarozumiałym kolonizatorem, który podbija nowe ziemie i bez pytania o zgodę instaluje wyższą cywilizację. W Valencii przeciwstawiał się nienawistnemu tłumowi, w Korei reformował obyczaje zakorzenione w obcej dla niego kulturze, na antypodach budził u piłkarzy drapieżność, teraz na rosyjskiej ławce manifestuje pogardę dla świętych zaleceń, jak dbać o dyscyplinę i jakiej taktyki unikać za wszelką cenę. Australijczycy przezwali go "Pięknym umysłem", Holendrzy opisują jego charyzmę jako dyskretną: "Nigdy nie próbuje zdominować rozmowy, ale kiedy się odezwie, wszyscy milkną".

Aragones - najbardziej kontrowersyjny dziadek »

Jedno Hiddinkowi można wypomnieć: nigdy nie podbił świata ze słynnym klubem, w którym pracuje się pod niebywałą presją i z ludźmi uważającymi siebie za półbogów. W Realu Madryt dekadę temu przegrał (inna sprawa, że tam sukces odnosi co piąty zatrudniony), potem już nigdzie nie próbował. Ten zarzut uświadamia jednak głównie nieśmiertelność reguły: każdemu trenerowi świata możesz udowodnić, że niedomaga. Hiddink? Łatwo mu, zawsze pracuje tam, gdzie traktują go jak guru. Fabio Capello, też ponoć genialny? Zawsze pracuje tam (Milan, Roma, Juventus, Real Madryt, Anglia), gdzie skupują wybitnych futbolistów.

Absolutnie sprawdzalna pozostaje inna zasada - trenera zaczynaj oceniać, jak popracuje kilkanaście lat. Na Euro 2008 klęskę poniósł pewien żółtodziób, w którego talent mocno ufa i którego przekonywał do zajęcia się fachem Hiddink. Ów żółtodziób to Marco van Basten. Można go obśmiać, a można docenić, że zdobył się na odwagę, by karierę rozpocząć od misji niemożliwej - opanowania holenderskiego żywiołu, czemu od dwóch dekad nie podołał nikt, z Hiddinkiem na czele. Ten ostatni lubi powtarzać, że tajemnica sukcesu kryje się we właściwym reagowaniu na niepowodzenia. Musi wiedzieć, co mówi. Tamtego listopadowego wieczoru 1993 roku, kiedy sprzeciwił się neonazistom, jego Valencia poniosła najwyższą porażkę w europejskich pucharach. Przegrała z Karlsruhe 0:7. Kilka dni później został zwolniony.

Jak Hiddink zmienił pogodę?

EURO w Betclick.com. Darmowa rejestracja, wygraj BMW Z4» - Reklama