Sport.pl

Po meczu Niemcy - Turcja: Cesarz abdykuje i szuka przygód w Europie

Tuż po przegranym półfinale z Niemcami trener Turcji, Fatih Terim zrezygnował z posady. To nie emocjonalna decyzja podyktowana rozczarowaniem. ?Cesarz znad Bosforu? wraca do pracy klubowej w Europie z powodu syndromu niedokończonej roboty
"Drużyna przyniosła chwałę Turcji »

- Jestem bardzo smutny. Byliśmy tak blisko finału, na który moi piłkarze w pełni zasłużyli. Ale cóż, taki bywa futbol. Niestety tendencja, by tracić gole w prostych sytuacjach nie chciała nas opuścić nawet w półfinale. Mimo to jestem dumny ze moich piłkarzy. Przynieśliśmy chwałę wszystkim Turkom. Wierzę, że jeszcze pokażemy światu jak dobrą jesteśmy drużyną. Ale o przyszłości będzie już musiał myśleć mój następca. Czeka go ciężka praca, bo nie może być tak, jak po półfinale mistrzostw świata w 2002, kiedy to nie awansowaliśmy ani do mistrzostw Europy ani kolejnego mundialu. Futbol jest zbyt ważny dla 70 milionów Turków - mówił tuż po meczu 54-letni trener.

Jego piłkarze stanowili najbardziej barwną drużynę Euro 2008, grającą najbardziej niekonwencjonalny i porywający futbol od pierwszego do ostatniego meczu. Wygrana w ćwierćfinale z Chorwacją po golu w ostatniej minucie dogrywki przejdzie do historii piłki nożnej. Podobnie jak szalone końcówki grupowych meczów ze Szwajcarią (zwycięski gol w 93. minucie) i Czechami (jeszcze kwadrans przed końcem Turcja przegrywała 0:2).

- Turcy świetnie znają się na futbolu. Doceniają fakt, że rywale na Euro 2008 byli o niebo trudniejsi niż na mistrzostwach świata w 2002 roku, gdzie Turcja ani razu nie zagrała z przeciwnikiem z Europy. Po tym sukcesie Terim ma zapewniony w naszym kraju status drugiej osoby w państwie za prezydentem - mówi były turecki piłkarz Erdal Keser.

Dlaczego Terim nie chce wykorzystać tego sukcesu i bezgranicznego oddania piłkarzy w dalszej pracy i poprowadzić zespół na mistrzostwach świata w RPA w 2010 roku? Zwłaszcza, że jego kontrakt z turecką federacją wygasa dopiero po zakończeniu afrykańskiego turnieju? Turecki dziennikarz Erguen Damarcen tłumaczy, że to syndromem "niedokończonej roboty". Terim odniósł wprawdzie z klubem wielki sukces w europejskim futbolu. W 2000 roku prowadzone przez niego Galatasaray Stambuł zdobyło Puchar UEFA, wygrywając w finale w Kopenhadze z Arsenalem Arsena Wengera. Ale był to klub turecki. Próba pracy w czołowych drużynach Europy zakończyła się niepowodzeniem.

W Fiorentinie, mimo wygranych z AC Milan 4:0 i remisie na wyjeździe z Juventusem Turyn 3:3, wytrwał tylko rok, bo pokłócił się z właścicielem klubu Vittorio Cecchim Gorim. Identycznie zakończyła się praca w Milanie, który objął w następnym roku. Spór z Silvio Berlusconim, którego Terim nie życzył sobie widzieć w szatni, zakończył się zwolnieniem trenera po zaledwie pięciu miesiącach pracy. O dymisji Turek został poinformowany przez telefon, co przeżył jako dodatkowe upokorzenie.

Terim prowadził już kiedyś reprezentację Turcji. W 1996 roku wprowadził ją na pierwsze mistrzostwa Europy w historii, co było wielkim sukcesem. Ale na turnieju przegrał wszystkie mecze. Przysiągł sobie wtedy, że jeszcze kiedyś wróci do pracy z kadrą, ale tym razem jej efekt będzie o wiele lepszy. Za pewne to samo obiecał sobie po niepowodzeniach w lidze włoskiej. A jest to człowiek, dla którego przyrzeczenia są najświętszą rzeczą na świecie - mówi Damarcen.

- Chcę wrócić do zawodu nauczyciela futbolu w którymś z klubów Europy - mówi dziś Terim, a tureccy dziennikarze tłumaczą, że chce samemu sobie udowodnić swoją wartość. Nie kieruje nim żądza lepszych zarobków, bo w Turcji zarabiał 130-krotność średniej krajowej, czyli 103 tys. dolarów miesięcznie. Choć oczywiście w Premier League mógłby zarobić więcej. Wg Damarcena prowadził intensywne rozmowy z Chelsea, nim "The Blues" zdecydowali się na Luiza Felipe Scolariego. - Dziś mogą żałować - mówi Turek.

Czy Terim może odnieść sukces w europejskim futbolu? Wygrać Ligę Mistrzów, albo mistrzostwo którejś z najsilniejszych lig? Sceptyczny co do tego jest mistrz Europy z 1996 roku, Oliver Bierhoff, dziś menedżer reprezentacji Niemiec. - Był moim trenerem w Milanie i nikt w karierze nie dał mi bardziej w kość niż on. W żadnym razie nie dało się tego nazwać "współpracą". Miano "Imperator" idealnie do niego pasowało. Istniał tylko on i jego pomysły. Zawodnicy niczym niewolnicy mieli ślepo wykonywać wolę trenera. Być może takie metody dawały efekty w Turcji, ale nigdy nie sprawdzą się w czołowych klubach Europy - mówi były napastnik Milanu.

Wątpliwości ma też były trener reprezentacji Turcji, Niemiec Karl Heinz Feldkamp. - W jakiej drużynie Europy najlepiej sprawdziłby się Terim ze swoim systemem gry, który zakłada brak jakiegokolwiek systemu? Nawet jeśli filozofia gry "zawsze do końca, do ostatniego gwizdka, wbrew wszystkim i wszystkiemu" zawiodła go aż to półfinału mistrzostw Europy. Nawet jeśli Turcja wywalczyła mistrzostwo Europy serc wszystkich kibiców, któremu to prezesowi wystarczy? Który postawi na totalną pasję, ale i totalną nieprzewidywalność?

Czwartego cudu nie było. Niemcy w finale Euro »