Hiszpanie nie lamentują, teraz finał z Niemcami

Niezaangażowani emocjonalnie entuzjaści futbolu wybierają sobie ulubieńców w trakcie turnieju. Wyczaruje coś ładnego Holandia, związują się z Holandią, wyczarują coś Hiszpanie, stają się Hiszpanami. Za tych ostatnich będą pewnie - w większości - trzymać kciuki w finale
Aragones: Finał to jest to czego pragnęliśmy »

Koniec z gadaniną o tęsknocie za piękną grą, z pomstowaniem na zabijających futbol przeciwników, z lamentowaniem nad okrutnym przeznaczeniem. Hiszpanie po 24 latach znów zagrają o złoto imprezy rangi mistrzowskiej, bo z klasą bronią, fantazją nie zastępują rozwagi i nie wstydzą się, że ich wybijającym się - chyba nawet najważniejszym piłkarzem - stał się defensywny pomocnik. Facet z misją psucia przedstawienia, wykonawca roli w ich kulturze piłkarskiej wybitnie niewdzięcznej, bez którego padałoby zatrzęsienie goli, a kibice spragnieni spektaklu składającego się z samych atrakcji byliby wniebowzięci.

To właśnie dzięki Marcosowi Sennie - importowanemu z Brazylii - oraz nienagannym, pilnującym każdego kroku obrońcom, Rosjanie zagrażali hiszpańskiej bramce tylko z pozoru. Oni - dotąd nienasyceni w zamienianiu defensywy przeciwnika w paradę klaunów - nie potrafili na dobrą sprawę ani razu zmusić Ikera Casillasa do wyczynów, które przypomniałyby, że aspiruje on do tytułu najwybitniejszego bramkarza świata.

Hiszpanie też specjalnie się nie rozpędzali. Nigdy nie wysyłali pod pole karne przeciwnika jednego człowieka za dużo, jeśli ktoś dołączał do nacierających kolegów, to musiał mieć asekurację. Namysł znać było w każdej akcji.

Król dawał 50 procent szans Hiszpanom »

Podkreślam rozwagę i wstrzemięźliwość Hiszpanów nie tylko dlatego, że od wieków pracowali na reputację ludzi nadzwyczajnie uzdolnionych, którzy z pasją trwonią własny wysiłek. Także dlatego, że połowa Europy wypatrywała przed wczorajszym półfinałem kaskady fajerwerków i zmasowanych ataków sunących na obie bramki. W końcu od kogóż oczekiwać dowodu, że bezkompromisowa piłka nożna wciąż jest możliwa, jeśli nie od Hiszpanii, królestwa futbolu służącego nade wszystko zabawianiu publiczności? Jeśli nie od Rosjan, którzy zachwycili nawet na tle cudownej Holandii? Jeśli nie od drużyn na turnieju najmłodszych, teoretycznie w najmniejszym stopniu zepsutych wspomnieniami z klęsk po grze zbyt brawurowej?

Legendarny Alfredo di Stefano wspomina w swojej książce trenera Realu Madryt, który po porażce wszedł do szatni i zaczął gratulować ogłupiałym piłkarzom, że pokazali fantastyczny futbol. Był autentycznie wzruszony, zachwycał się ich wyrafinowanymi akcjami, wciąż powtarzał, że dla takich właśnie chwil został trenerem. Nie wiem, na ile di Stefano przesadził, by anegdotę uczynić ładniejszą, ale wiem, że na Euro 2008 jego brat bliźniak nie przyjechał. Sztuka dla sztuki w futbolu na serio nie istnieje, w mit "jogo bonito" - pięknej gry - wierzą wyłącznie kibice, i to nie wszyscy, lecz ci, którzy zyskali komfort bycia bezstronnym, bo ich ulubieńcy już przegrali i odpadli. Kto nie poświęci wynikowi wszystkiego, nie wygrywa. Zabawić można się na śmierć.

Tylko wyznających tę świętą zasadę piłkarzy oglądamy na kończących się ME. Jeśli ktoś zachwyci, to w pewnym sensie przypadkiem, wskutek sprzyjającego splotu okoliczności, dzięki temu, że najpierw przetrwał dzięki grze niemal tchórzliwej. Hiszpanie w półfinale głębiej odetchnęli i mogli spróbować poczarować dopiero, gdy objęli prowadzenie.

Ten sam scenariusz oglądamy na całym turnieju. Holendrzy mieli szansę olśnić, bo szybko i w dziwacznych okolicznościach strzelili gola Włochom, więc ci porzucili styl cierpliwego wyczekiwania; mogli olśniewać Turcy, kiedy nie pozostało im nic prócz frontalnego ataku; olśnili wreszcie w ćwierćfinale Rosjanie, kiedy poczuli własną moc i zaskakującą wątłość faworyzowanych Holendrów, więc zapragnęli za wszelką cenę uniknąć loterii, czyli rzutów karnych. Zdarzyło się też - na samiutkim początku turnieju - porwać kibiców Hiszpanom, bo Rosjanie, co powtarzał sam Guus Hiddink, zagrali z dziecięcą naiwnością. Nikt nie czyni z ataku swojej strategii.

Aragones niczego nie podpisywał »

10 tysięcy hiszpańskich kibiców zgoli głowy »

W półfinale naiwniaków już nie widzieliśmy. Rywale długo się obmacywali, a pierwszy cios - i decydujący - zadali zwyczajnie lepsi piłkarze. Lepsi od klasę. Hiszpanie od zawsze mają wybitnych napastników, od zawsze mają też czarodziejów w środku pola - tutaj nic się nie zmieniło. Teraz wreszcie uzbierali drużynę kompletną. Niemal po włosku wyrachowaną, cierpliwą, maksymalnie skoncentrowaną, pedantyczną w każdym wykonywanym geście. Z ducha nie latynoską, lecz europejską. Tylko takie wygrywają ostatnio mistrzostwa świata i Europy, nawet Brazylia potrzebuje wyrzeczeń i pragmatycznych trenerów w typie Scolariego.

Niezaangażowani emocjonalnie entuzjaści futbolu wybierają sobie ulubieńców w trakcie turnieju. Wyczaruje coś ładnego Holandia, związują się z Holandią, wyczarują coś Hiszpanie, stają się Hiszpanami. Za tych ostatnich będą pewnie - w większości - trzymać kciuki w finale. Ale jeśli Hiszpanów mielibyśmy uznać za faworytów, to dlatego, że w ćwierćfinale i półfinale nie stracili gola, że fantastycznie gra defensywny pomocnik Senna, że wreszcie potrafią zdobyć się na futbol zrównoważony.

To, że mają lepszych piłkarzy, w starciach z Niemcami nie ma znaczenia. Kiedy w środowy wieczór oglądałem w Bazylei półfinał drużyny Joachima Loewa, ani przez moment nie wierzyłem własnym oczom. Widziałem, że Turcy szybciej biegają, przewyższają rywali inwencją, entuzjazmem i techniką, z ujmującą swobodą dryblują, uporczywie ostrzeliwują bramkę przeciwnika etc. A zarazem wciąż czułem niemal pewność, jakbym odbierał jakieś podprogowe sygnały, że Niemcy wygrają. Nawet jeśli wszyscy zdają sobie sprawę, że w przeciwieństwie do Hiszpanów do jogo bonito są kompletnie niezdolni.

Hiszpania - Rosja 3:0: Wielka gra ludzi Aragonesa »

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 22 46 36-18 13 7 2
2 Legia Warszawa 22 42 35-22 12 6 4
3 Jagiellonia Białystok 22 39 38-29 11 6 5
4 Korona Kielce 22 35 27-24 9 8 5
5 Piast Gliwice 22 34 32-25 9 7 6
6 Pogoń Szczecin 22 34 32-27 10 4 8
7 Lech Poznań 22 33 33-29 10 3 9
8 Cracovia Kraków 22 33 24-22 9 6 7
9 Zagłębie Lubin 22 30 36-33 9 3 10
10 Wisła Kraków 21 29 33-31 8 5 8
11 Arka Gdynia 22 25 33-33 6 7 9
12 Śląsk Wrocław 21 21 29-30 5 6 10
13 Miedź Legnica 22 21 21-41 5 6 11
14 Górnik Zabrze 22 20 26-40 4 8 10
15 Wisła Płock 22 20 30-39 4 8 10
16 Zagłębie Sosnowiec 22 15 27-49 3 6 13

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa