Sport.pl

Radwańska gra o ćwierćfinał! Jest w dziesiątce!

Agnieszka Radwańska wygrała w trzeciej rundzie Wimbledonu z Rosjanką Anastazją Pawluczenkową 6:3, 6:2 i w poniedziałek zagra z czwartą na świecie Rosjanką Swietłaną Kuzniecową o ćwierćfinał - relacjonuje z kortów Wimbledonu specjalny wysłannik Sport.pl, Kuba Ciastoń
Siostry Williams nie dały szans Polkom »

Kolejną świetną wiadomością dla Radwańskiej jest to, że po porażce zeszłorocznej finalistki Marion Bartoli z Amerykanką Bethanie Mattek, Polka jest już niemal pewna awansu do pierwszej dziesiątki na świecie. Radwańska zajmuje teraz na liście WTA 11. pozycję, ale Bartoli straci bardzo dużo punktów za zeszły rok. Agnieszka wyprzedzi ją już na pewno i tylko trzęsienie ziemi, może sprawić, że ktoś wyskoczy zza jej pleców i pozbawi ją awansu do dziesiątki. To będzie historyczny moment w naszym tenisie, bo do tej pory tak wysoko był jedynie wojciech Fibak (na 10. pozycji u mężczyzn w latach 70).

Ale przygoda Radwańskiej z Wimbledonem i marsz ku ścisłej światowej czołówce ciągle trwa w najlepsze i nie wiadomo tak do końca na której pozycji się skończy. Faworytki wypadają bowiem z Wimbledonu jak po strzale z procy (m.in. numer jeden na świecie Ivanović, numer dwa Szarapowa, Mauresmo, Bartoli itd.), a Polka bez straty seta awansowała już do 1/8 finału.

Mecz z 16-letnią rosyjską juniorką Pawluczenkową był co prawda najsłabszym w tym sezonie występem Radwańskiej na Wimbledonie, ale w przeciwieństwie do wielu gwiazd Polka poniżej pewnego przyzwoitego poziomu nie zeszła i ograła wychowankę znanej francuskiej akademii Patricka Moratoglu w dwóch setach. - Isia grała nierówno, znacznie częściej niż wcześniej się myliła. Zdarzały jej się kiksy, uderzenia ramą, była widać, że jest niezadowolona ze swojej gry, dlatego co chwila kręciła głową. Ale jest już na tyle doświadczona, że sobie poradziła. To był mecz, który trzeba było wygrać i to szybko, a nie ładnie grać - mówił po meczu trener Robert Radwański.

Spotkanie rozgrywano na korcie numer trzy, oglądało je sporo Polaków i wszyscy bali się, że za chwilę z nieba znów zacznie lać się woda, bo w Londynie od rana bardzo się chmurzyło i przelotnie padało. Pawluczenkowa momentami potrafiła zaskoczyć Radwańską mocnym uderzeniem w róg kortu, ale w sumie grała bardzo przewidywalnie. Gdy tylko trochę gorzej trafiała z serwisem, Radwańska, nawet grając nierówno, punktowała ją celnymi strzałami. Różnica była tylko taka, że Polka grała może lżej, ale sprytniej - podkręcała piłki, zagrywała loby i dropszoty, słowem wszystko to z czego słynie i przez co boją się jej wszystkie rywalki.

Radwańska na konferencji prasowej z całkowitym spokojem przyjęła informacje, że jest już w światowej dziesiątce. - To fajnie. Na początku roku zakładałam sobie ranking z końcówką "naście". Co dalej? No teraz celem będzie chyba pierwsza piątka - zaśmiała się. Polka po rozmowach z polskimi dziennikarzami była rozchwytywana przez zagraniczne media, w tym BBC. Na pytanie po angielsku, co zmieniło się w jej tenisie przez ostatni rok odparła krótko: - Nic, poza tym, że grałam już z najlepszymi na świecie. I wygrywałam.

W poniedziałek Radwańska stanie przed piątą w karierze szansą awansu do ćwierćfinału Wielkiego Szlema. Do tej pory udało jej się tylko raz - w tym roku w Australian Open ograła Nadię Pietrową. Trzy pozostałe próby skończyły się niepowodzeniem (Wimbledon 2006, US Open 2007, Roland Garros 2008).

Łatwo nie będzie, bo Polka już po raz szósty w karierze zmierzy się ze swoją starą znajomą Rosjanką Swietłaną Kuzniecową, czyli czwartą rakietą świata, która w piątek - w dniu swoich 23 urodzin - dość łatwo uporała się w III rundzie z Czeszką Barborą Zahlavovą Strycovą (2:6, 4:6). - Kuzniecowa gra taki "męski" tenis. Bardzo mocno uderza i serwuje, ale musi mieć swój dzień, żeby wszystko się ułożyło. W tym roku nie zachwyca. Ale nie mam pojęcia co się może wydarzyć - powiedziała Radwańska, która w zeszłym roku właśnie z Rosjanką przegrała w III rundzie Wimbledonu. Pokonała ją tylko raz - w styczniu na twardej nawierzchni podczas Australian Open.

Trener Radwański o taktyce nie chciał mówić: - Tajemnica! Ale postaramy się, żeby zachować pewien ciąg. W pierwszej rundzie straciliśmy trzy gemy, w drugiej cztery, w trzeciej pięć, no to teraz stracimy sześć - uśmiechnął się w swoim stylu Radwański. - Na razie cieszymy się, że mamy dwa dni wolnego i na szczęście nie gramy już debla. Odpoczniemy, naładujemy akumulatory i w poniedziałek zobaczymy.

Wimbledon turniejem sensacji? Szarapowa już odpadła »

Ivanović też odpadła »