Dlaczego Hiszpanom towarzyszyły uśmieszki politowania?

Przed Euro stawiającym nieśmiało na Hiszpanów towarzyszyły uśmieszki politowania. A przecież po raz ostatni przegrali mecz w listopadzie 2006 roku - pisze z Wiednia komentator Sport.pl Rafał Stec.
Łzy szczęścia w Madrycie »

Bohater finału Fernando Torres ucieleśnia upadek nieśmiertelnych prawd o reprezentacji Hiszpanii. Nigdy nie grał w Barcelonie ani Realu Madryt, umiał błyskawicznie otrząsnąć się z kulturowego szoku i podbić obcą iberyjskiej mentalności ligę angielską, a w niedzielę rywali przechytrzył nie dzięki latynoskiej finezji, lecz wychodząc żywym z uporczywej, fizycznej walki z niemieckimi obrońcami. I to wychodząc z niej zwycięsko. Nie oni zadręczali jego, ale on ich - przez 78 minut podziwialiśmy prototyp napastnika przyszłości, którego misja nie sprowadza się do przyłożenia we właściwym momencie nogi i wturlania piłki do bramki. Ba, goli może nawet nie strzelać, jakoś bez nich przeżyjemy, byle bez wytchnienia nękał defensywę przeciwnika, aż defensywa pęknie i się pomyli. Niemiecka przetrwała w finale 33 minuty.

Wcześniej Hiszpanie truchtali po wiedeńskim boisku speszeni, by nie powiedzieć - przerażeni. Zanim nabrali odwagi, Ballack zabawił się z Puyolem, wykręcając mu tułów zgrabnym dryblingiem, a jego koledzy wymienili kilkanaście ładnych podań, przerzucili grę z prawej flanki na lewą, uczynili na chwilę grę płynną i harmonijną.

Torres sprawiedliwości stało się zadość »

Wszystko wyglądało nielogicznie, wręcz absurdalnie. Dlaczego mają truchleć akurat Hiszpanie, którzy jako jedyni przez całe mistrzostwa w kosmicznym tempie parli od zwycięstwa do zwycięstwa, a wszyscy, co do jednego, rywale miewają słabsze wieczory, gdy walczą sami ze sobą? Dlaczego pewni siebie mają być akurat Niemcy, którzy już na Euro przegrywali (z Chorwacją), cierpieli (z Austrią) lub ocaleli w ostatnich sekundach (z Turcją)?

Odpowiedzi nie znajdziemy w teraźniejszości, lecz przeszłości. To niesłychane, jak wspomnienia naznaczają piłkarskie drużyny.

Hiszpanie niby pozostają faworytem wszelkich turniejów, ale zarazem nikt ich śmiertelnie serio - właśnie ze względu na historię - nie traktuje. Choćby zwieźli futbolowych półbogów, wygrywali nieprzerwanie od wielu miesięcy, sprzyjało im losowanie. Są nałogowymi przegrywaczami i zawsze nimi pozostaną, przeznaczenia nie oszukają. Tak było i przed Euro 2008. Teoretycznie - gdybyśmy się sugerowali wynikami i reputacją piłkarzy - winniśmy od początku stawiać ich w czubie listy pretendentów do złota. Trener Luis Aragones kieruje reprezentacją bez słabych punktów, pełną gwiazd w każdej formacji, która ostatnio przegrała w listopadzie 2006 roku (20 miesięcy temu!), by potem - wliczam tutaj także wyniki z Euro 2008 - wygrać 19 spotkań i zremisować ledwie trzy, pobić w sparingach mistrzów świata Włochów, wicemistrzów świata Francuzów, Anglików oraz Argentyńczyków, wreszcie tracić gola raz na 3,5 godziny gry. Toż to dorobek godny imperium!

Mimo to obfitującej w talenty hiszpańskiej kadrze towarzyszyły uśmieszki politowania. A przecież zdrowy rozsądek nakazywałby spoważnieć. Ostatecznie cóż wspólnego z pokoleniami piłkarzy skazanych na porażki mają megagwiazdy ligi angielskiej Cesc Fabregas i Torres? Czy w tunelu prowadzącym na murawę wyświetlają filmy o historii futbolu? Czy ludzie rodzący się na Półwyspie Iberyjskim przejmują w genach stygmat klęski?

Teoretycznie nikt i nic nie powinno skazywać Hiszpanów na odwieczne zgorzknienie i notoryczne niepowodzenia, ale irracjonalne pojmowanie futbolu prawie zawsze bierze górę. Z Euro 2008 nigdy nie zapomnę niezachwianej pewności siebie Włochów przed ćwierćfinałem - owszem, nasi grają nieszczególnie, trener Donadoni się wygłupia, z grupy pomogli nam wyjść Holendrzy, a rywale kopią piłkę znakomicie. Ale przegrać?! Z Hiszpanią?! Ktoś pamięta, byśmy przegrali ważny mecz z Hiszpanią?! 88 lat temu? To się naprawdę zdarzyło?

Schweinsteiger się nie sprawdził, Fabregas też »

Niemcy skromnisiów nie udają nigdy, im przeszłość nie ciąży, lecz każe mierzyć wysoko, niezależnie od okoliczności i klasy piłkarzy. Na mistrzostwa jechali z podniesionymi głowami, choć jeśli przypomnieć sobie, czego dokonali wczoraj i przedwczoraj, powinni grzecznie stanąć w kącie i modlić się o łagodne potraktowanie. W ledwie jednym Michaelu Ballacku mogą opiewać bywalca najsłynniejszych stadionów i mistrza ceremonii podczas szlagierowych wieczorów w Lidze Mistrzów. Reszta, zwłaszcza w minionym sezonie, przyjemności z gry w piłkę miała niewiele. Mistrzowie kraju z Bayernu Monachium zakończyli go upokarzającym 0:4 z Zenitem St. Petersburg w Pucharze UEFA, Jensa Lehmanna wypędzili z Arsenalu, Lukas Podolski od dawna ślęczy na ławce rezerwowych i próbował nawet uciekać z klubu, Davide Odonkor bronił się przed spadkiem do drugiej ligi hiszpańskiej, Christoph Metzelder cały rok w Realu Madryt się leczył etc. Bieda.

Mimo to Niemcy nie musieli - jak Hiszpanie - iść po medal wbrew całemu światu, który wmawia im, że się nie nadają. Respekt budzą i budzić będą, bo pokolenia ich starszych braci, ojców i dziadków wygrywały 10, 20, 30, 40 i 50 lat temu. Oni zawsze nastraszą najwybitniejszych graczy, o których zabijają się Barcelony i Manchestery, nawet jeśli sami będą potykać się o własne nogi.

A potem - np. po finałowej porażce z Hiszpanią - jeszcze się wściekną, że po wielokroć zdolniejsi rywale jednak zwyciężyli. Ich mentalność wyklucza euforię po srebrnym medalu, nawet jeśli szkapa jaka jest, każdy widzi, nawet jeśli cała planeta wzruszy ramionami i pomyśli: szczęściarze, że dotelepali się do finału. Chyba tylko Amerykanie bardziej od Niemców pogardzają drugim miejscem.

Dlatego niewielu ich lubi. Przeczytałem kiedyś, że zaprzysięgli wrogowie Niemców, którzy kibicują zawsze przeciw nim i marzą o ich ostatecznej, nieodwołalnej klęsce, powinni sobie wyobrazić "Gwiezdne wojny" bez Dartha Vadera i zastanowić się, czy rzeczywiście chcieliby futbolowych mistrzostw pozbawionych imperium zła. Kto jednoczyłby kibiców z całego świata, których drużyny już odpadły? Czym byłyby turnieje złożone ze sklonowanych Brazylijczyków, Holendrów i Hiszpanów?

Hiszpanie wydarli mistrzostwo pazurami »

To pewnie gruba przesada, czarnymi charakterami pozostaną Włosi, jak głosi inny stereotyp, też chyba nieśmiertelny. Niemcy zniechęcają raczej przytłaczającą, wręcz kujońską solidnością, która psuje czas świętowania. Kiedy trwają igrzyska, ludzie żądają magii. Magii kojarzącej się im m.in. z futbolem hiszpańskim, której nie unieważnią żadne wspomnienia mniej ładne. A takie być muszą, jeśli ktoś we współczesnym futbolu chce zdobyć coś cennego. I Hiszpanie na Euro 2008 bywali Niemcami lub Włochami. Okazali się niezłomni, powściągliwi, wyrachowani, zdolni przetrwać fizyczne batalie, psychicznie odporni. Podobnie jak Grecy przed czterema laty, w ćwierćfinale, półfinale oraz finale nie stracili ani jednego gola. Wytrwali nawet dłużej, bo mistrzom świata oparli się dodatkowo w dogrywce - w sumie Iker Casillas zachował czyste konto 348 minut, czyli blisko sześć godzin gry.

Czy Hiszpanie - po 44 latach złoci, po 24 latach w finale - odpędzili zmory? Czy przed następnym turniejem spojrzymy, jak doskonale grają, i wreszcie wytypujemy ich do złota, machając ręką na przeciętnych Niemców?

Jakoś nie chce mi się wierzyć. Przesądy nie umrą. Choć Niemcy wczoraj przegrali, to uznamy, że wrócą niechybnie, najpóźniej za dwa lata, na mundialu. A Hiszpanie jak to Hiszpanie, pewnie poczekają. Kto wie - pomyślimy - czy ci, którzy zagrają w następnym wielkim finale, już się w ogóle zdążyli urodzić.

Nie zgadzasz się? Lepiej znasz się na sporcie? Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl!»

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 21 45 36-18 13 6 2
2 Legia Warszawa 21 42 35-20 12 6 3
3 Jagiellonia Białystok 21 36 37-29 10 6 5
4 Piast Gliwice 22 34 32-25 9 7 6
5 Pogoń Szczecin 22 34 32-27 10 4 8
6 Korona Kielce 21 34 27-24 9 7 5
7 Lech Poznań 22 33 33-29 10 3 9
8 Cracovia Kraków 21 30 22-22 8 6 7
9 Wisła Kraków 21 29 33-31 8 5 8
10 Zagłębie Lubin 21 27 33-33 8 3 10
11 Arka Gdynia 21 25 31-30 6 7 8
12 Śląsk Wrocław 21 21 29-30 5 6 10
13 Miedź Legnica 21 21 21-38 5 6 10
14 Górnik Zabrze 22 20 26-40 4 8 10
15 Wisła Płock 21 20 30-38 4 8 9
16 Zagłębie Sosnowiec 21 12 24-47 2 6 13

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa