Sport.pl

Wimbledon: Radwańska pokonała Kuzniecową po horrorze! Polka w ćwierćfinale!

15 tys. ludzi na korcie centralnym biło brawo na stojąco po tym jak Agnieszka Radwańska pokonała Swietłanę Kuzniecową 6:4, 1:6, 7:5 i awansowała do ćwierćfinału Wimbledonu. We wtorek gra o półfinał z Sereną Williams około 16 czasu polskiego, znów na korcie głównym!
Swietłana Kuzniecowa: Na długo to zapamiętam...

Navratilova: Radwańska nie wygra Wimbledonu »

To kolejny wielki sukces 19-letniej polskiej tenisistki, która przebojem wdziera się do światowej czołówki. Kuzniecowa jest czwartą rakietą globu, zarobiła w karierze 9,3 mln dol, w 2004 r. wygrała wielkoszlemowy US Open. Ale w poniedziałek w starciu z Radwańską musiała się poddać, bo Polka była dla niej nie tyle za silna, co za sprytna i zbyt waleczna.

To był mecz horror i już sama sceneria mogła przyprawić o palpitację serca. Spotkanie rozgrywano bowiem na korcie centralnym, najświętszym tenisowym miejscu na ziemi. Tego dnia przed Radwańską na tym korcie występował Roger Federer, pięciokrotny zwycięzca Wimbledonu, a po Polce pojawił się Andy Murray, faworyt gospodarzy, uwielbiany na całych Wyspach. W loży honorowej zasiadło kilku członków angielskiej rodziny królewskiej i sławy tenisa sprzed lat. Atmosfera mogła zmrozić krew w żyłach.

Nadjechał rosyjski czołg i miażdżył

Horror rozgrywał się jednak przede wszystkim na korcie, bo Kuzniecowa, potężnie zbudowana Rosjanka, posyłała petardy tak moce, że z wysokości loży prasowej odnosiliśmy wrażenie, że niektóre z nich po prostu wgniatają Polkę w trawę. Pierwszy set był w miarę wyrównany. Na forhendowe rakiety Kuzniecowej Radwańska odpowiadała całkiem niezłym serwisem i precyzyjnymi zagraniami wzdłuż linii. Dwa razy zagrała tak fantastycznego woleja zza pleców, że nawet Swieta podnosiła na Radwańską z uznaniem wzrok. Serca zabiły nam mocniej, gdy Agnieszka przełamała Kuzniecową na 5:3, ale chwilę potem Kuzniecowa posłała kilka tak fantastycznych serwisów, że znów wydawało się, że z rosyjskim czołgiem - jak opisywał styl gry Kuzniecowej Wojciech Fibak - wygrać się nie da. Ale Radwańska to w naszym sporcie fenomen, który udowadnia już od dwóch lat, że nie ma rzeczy niemożliwych. Polka słynie ze stalowych nerwów, słynie też z tego, że potrafi wyprowadzić z równowagi każdą gwiazdę. Dlatego chwilę potem znów przełamała podanie Rosjanki i mogła cieszyć się z wygranego seta.

Ale w drugiej partii rosyjski czołg znów powrócił i miażdżył Radwańską straszliwie. Polka przegrała tego seta do jednego, z trudem łapiąc oddech po kanonadzie Kuzniecowej.

Gest zwycięstwa na korcie głównym Wimbledonu

Trzeci set przejdzie do historii polskiego tenisa. Radwańska przegrywała w nim już 1:4. Doping niektórych polskich kibiców słabł, mina Polki mówiła, że jest bezradna i nie może zatrzymać natarcia Rosjanki. I wtedy Radwańska zaczęła grać. I to jak! Wygrała własne podanie, potem przełamała podanie Kuzniecowej i chwilę potem znów obroniła w niesamowity sposób trzy break pointy dla Rosjanki na 5:3. W tym momencie 15 tys. widzów biło już Radwańskiej brawo i dopingowało ją przy kolejnych akcjach. Końcówka była wojną nerwów, ale lepiej wytrzymała ją Polka, która wygrała za drugim meczbolem. Po ostatniej piłce Agnieszka w swoim stylu złapała się za głowę, jakby nie mogła uwierzyć w to co się stało, a chwilę potem wyciągnęła ręce do góry w geście zwycięstwa. Widzieliśmy ten gest już wiele razy, ale na korcie centralnym Wimbledonu, dopiero po raz pierwszy.

To drugi w karierze ćwierćfinał Radwańskiej w Wielkim Szlemie. W styczniu tego roku była już w najlepszej ósemce na Australian Open, ale Wimbledon jest uznawany za najbardziej prestiżowy turniej tenisowy świata. Po raz ostatni w ćwierćfinale w Londynie grał 28 lat temu Wojciech Fibak, który już kilka dni temu przewidywał, że Radwańska może pokonać Kuzniecową, a nawet pokusić się o więcej.

Agnieszka jest już także pewna awansu do najlepszej dziesiątki na świecie, ale jej marsz ku ścisłej czołówce światowej wciąż trwa. Tegoroczny Wimbledon obfituje w niespodzianki - odpadła już cała czołowa czwórka rankingu WTA - Ana Ivanović, Maria Szarapowa, Jelena Janković i teraz numer cztery, czyli Kuzniecowa. Zdarzyło się to po raz pierwszy od 1927 roku! - To jest moment w kobiecym tenisie, gdy nie ma wyraźnej liderki. To jest moment dla ataku dla kogoś takiego jak Agnieszka, kto nie gra na siłę, ale z głową, sprytnie - mówi Fibak.

Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki, był po meczu tak zdenerwowany, że wykrztusił z siebie tylko jedno zdanie: - Niewiarygodne! - Przy 1:4 nawet ja przestałem wierzyć w zwycięstwo - zdradził Victor Archutowski, menedżer Radwańskiej.

- Nie wiem co się ze mną stało przy stanie 1:4, na pewno trochę odpuściłam, ale Agnieszka jest bardzo trudną rywalką. Grałam z nią już wiele razy. Popełnia bardzo mało błędów, a siłę swojej gry czerpie z siły uderzeń rywalek. Jest mistrzynią kontrataku - powiedziała na konferencji Kuzniecowa. Zapytana, jakie jej zdaniem Polka ma szanse z Sereną, uchyliła się od odpowiedzi. - Zapytajcie bukmacherów.

Najspokojniej do sprawy podeszła Agnieszka. - To jest Wielki Szlem, tu się gra do końca. Swieta grała super w drugim secie, ale przecież jest jeszcze trzeci - stwierdziła Polka. - Bardzo się cieszę, bo ćwierćfinał Wielkiego Szlema to świetny wynik. Ale nie powiedziałabym, że jest cenniejszy od Australian Open. Tam wygrałam kilka trudnych meczów, a tu na razie jeden. Serena jest bardzo trudną przeciwniczką, ale postaram się powalczyć. Wimbledon się jeszcze nie skończył - uśmiechnęła się Radwańska.

Czy Polka zostanie numerem jeden? Wyraź swoje zdanie. Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl!»