Sport.pl

Kubica krytykuje przepisy wprowadzone przez FIA

Robert Kubica jest przeciwny zastosowaniu nowych zasad, które towarzyszą pojawieniu się na torze samochodu bezpieczeństwa. Nie tylko Polak krytykuje przepisy, stąd ciągłe próby znalezienia lepszego rozwiązania. Jedno z nich zespoły musiały testować we Francji dwa tygodnie temu.
Artur Kubica: Syn dobrze się prowadził, teraz prowadzi w F1 »

W tym roku wprowadzono nową procedurę samochodu bezpieczeństwa, która obowiązuje kierowców. Okazało się, że przepis o zakazie wjazdu w tym czasie do pit lane bardziej przeszkadza niż pomaga.

Oznacza to bowiem, że kierowcy, którzy potrzebują tankowania w momencie wjazdu na tor samochodu bezpieczeństwa, zmuszeni są ryzykować zakończenie wyścigu z pustym bakiem lub poddawać się karze za złamanie zakazu. Ofiarą przepisu padł już m.in. kolega Roberta Kubicy z BMW Nick Heidfeld w Grand Prix Hiszpanii, który stracił przez to cenny czas.

- Nowe zasady, nie pozwalające na wjazd do pit lane mogą każdemu zepsuć wyścig - powiedział Kubica w wywiadzie dla strony internetowej swojego zespołu. - Zdarzyło się już to w tym sezonie, a na koniec może to zrujnować czyjeś mistrzostwo.

Nie tylko Polak narzeka na niewygodny przepis. Po wielu uwagach kierowców, FIA postanowiła przetestować zmiany systemu. Na piątkowym treningu przed GP Francji kierowcy sprawdzili nowy pomysł, który polegał na tym, że w momencie pojawienia się na torze samochodu bezpieczeństwa wszyscy mają pięć sekund na aktywowanie specjalnego programu, które odbywa się poprzez naciśnięcie odpowiedniego przycisku na kierownicy. Ten uruchamia ograniczenie prędkości bolidu i tym samym nie pozwala na zmniejszenie wypracowanej wcześniej przewagi nad rywalami. Kierowcy mogą bowiem kontynuować jazdę, ale tylko pod warunkiem, że zmieszczą się w przedziałach czasowych, które pokazuje im wyświetlacz.

Okazuje się, że również ten pomysł spotkał się z chłodnym przyjęciem przez kierowców. - Jest zbyt skomplikowany i trudno powiedzieć, czy będzie wprowadzony - powiedział Robert Kubica. - Co się stanie, jeśli ktoś zauważy samochód bezpieczeństwa 200 metrów dalej, a co za tym idzie aktywuje ograniczenie prędkości chwilę później i automatycznie zyska w ten sposób kilka sekund przewagi? - pyta kierowca BMW.

Mimo że zwycięzca Grand Prix Kanady niechętnie podchodzi do nowych rozwiązań, rozumie, że FIA ma straszny ból głowy ze znalezieniem odpowiedniego wyjścia z sytuacji, które zadowoli wszystkich.

- To osobliwy przypadek. Każde z rozwiązań ma swoje dobre i złe strony, więc nigdy nie znajdziemy takiego, które będzie w 100% perfekcyjne. Myślę jednak, że możemy zastosować pomysł, który byłby lepszy od obecnych przepisów - kończy Kubica.

"Czuję się jak samotny Dawid w walce z wieloma Goliatami" »