Sport.pl

Radwańska: Bo grać trzeba do końca

- To jest Wielki Szlem, tu walczy się do końca - powiedziała uśmiechnięta Agnieszka Radwańska po meczu, w którym zapewniła sobie awans do ćwierćfinału turnieju w Wimbledonie.
Radwańska pokonała Kuzniecowa po horrorze! »

Jakub Ciastoń: Czy przy stanie 1:4 w trzecim secie wierzyłaś, że ten mecz jest jeszcze do wygrania?

Agnieszka Radwańska: - Raczej nie myślę na korcie o takich rzeczach. Choć po tak gładko przegranej drugiej partii i przy stanie 1:4 w trzeciej, faktycznie trudno być optymistką. Nie poddawałam się, dalej starałam się grać agresywnie i ryzykownie. To, czy przegram 1:6, czy 5:7 nie miało w tym momencie znaczenia, a grając ryzykowanie, można jeszcze odwrócić los meczu. Trzeba walczyć do ostatniej piłki. To jest Wielki Szlem, tu walczy się do końca. Tym razem się udało.

Co się stało w drugim secie?

- To ona była "bossem". Trafiała bardzo dobrze, a ja jednak trochę stanęłam, bo gram mecze od ponad tygodnia bez przerwy. To był mecz "na stykach", zdecydowały szczegóły, m.in. to że udało mi się przełamać ją w końcówce.

Pod koniec trzeciego seta, właśnie w momencie gdy przełamałaś serwis rywalki, Rosjanka wzięła jeszcze challange, mimo że był wyraźny aut. Po co to zrobiła?

- Obie widziałyśmy, że był aut. Wszyscy widzieli. Swieta zrobiła to chyba tak dla formalności. Maszyna czasem naprawdę się myli, więc trzeba się chwytać nawet takich możliwości.

Po raz drugi w karierze jesteś w ćwierćfinale Wielkiego Szlema. Co cenniejsze - Australian Open, czy Wimbledon?

- Wimbledon to jest historyczne miejsce, bardzo ważne dla światowego tenisa. Ale tak naprawdę trudniejsze mecze miałam w drodze do najlepszej ósemki w Australii, gdy pokonałam kolejno Kuzniecową i Pietrową. W Melbourne w pierwszych trzech rundach było w miarę łatwo, dopiero teraz zagrałam zacięte spotkanie. W sumie oba te ćwierćfinały są dla mnie tak samo ważne.

Czy czujesz się już zawodniczką ze światowej czołówki?

- Jednak cały czas powiedziałabym, że jestem z czołowej piętnastki. Dla mnie mecz z Kuzniecową, bez względu na to, co mówią fachowcy, czy bukmacherzy, to jest bardzo trudne spotkanie.

We wtorek grasz z Sereną Williams o półfinał.

- Nie trzeba jej przedstawiać. To jedna z najlepszych tenisistek świata. Uderza bardzo mocno, jest niezwykle doświadczona, wygrała już na Wimbledonie dwa razy. Żeby nawiązać z nią walkę, muszę zagrać na 101 procent możliwości. Nie wolno mi posyłać piłek na środek kortu, trzeba trafiać po rogach, a najlepiej w linie. Będzie ciężko, ale wszystko może się zdarzyć.

Wiosną grałam z Sereną w Berlinie na czerwonej mączce. To była inna nawierzchnia, ale sposób gry Williams na pewno będzie ten sam. Grała wtedy niewiarygodnie, zdołałam ugrać ledwie cztery gemy. Ale z drugiej strony, nie mam nic do stracenia, bo to ona jest faworytką i będzie pod presją, że musi wygrać. Ja nie muszę, ale spróbuję.

Twoja siostra Urszula ugrała w II rundzie osiem gemów z Sereną. To był całkiem dobry mecz.

- Nie będę się radzić siostry jak grać z Sereną, bo przecież wszyscy wiedzą jak ona gra. Oglądam ją w telewizji od dziecka.

Nie licząc przeniesionego pojedynku pierwszej rundy z Ivetą Beneszovą, grałaś po raz pierwszy na korcie centralnym. Jak wrażenia?

- Fajnie. W szatni minęłam się z Federerem, ale jakoś nie pogadaliśmy. Nie było czasu. Podobała mi się publiczność, bo jak odrobiłam stratę na 4:4 w III secie, to bardzo mocno mi klaskali.

Twój tata znany jest z tego, że mocno przeżywa mecze. W takim tłumie jego nerwy chyba jednak dało się ukryć?

- A skąd! Nawet jak na trybunach jest 15 tys. widzów, to ja przecież i tak go widzę i słyszę. Ale przy takim meczu jak dziś, trudno się nie denerwować, więc rozgrzeszam tatę za te nerwy.

Typy bukmacherów
Kto wygra Wimbledon?


Venus Williams2,25
Serena Williams2,87
Agnieszka Radwańska10,00
Jelena Dementiewa13,00
Nicole Vaidisova13,00
Nadia Pietrowa17,00
Jie Zheng17,00
Tamarine Tanasugarn26,00
Kto wygra ćwierćfinały?

S. Williams (1,25) - Radwańska (3,75)
Vaidisova (1,61) - Zheng (2,20)
V. Williams (1,11) - Tanasugarn (6,00)
Dementiewa (1,57) - Pietrowa (2,25)

Navratilova: Radwańska nie wygra Wimbledonu »