Sport.pl

Marchena: Podjęliśmy walkę wręcz

- Jeśli chodzi o piękno w futbolu, nie mieliśmy zamiaru go bronić. Chcieliśmy wygrać, mecz po meczu, styl był nam obojętny - mówi Carlos Marchena w rozmowie z Dariuszem Wołowskim, wysłannikiem Sport.pl i Gazety Wyborczej.
Xavi Hernandez piłkarzem Euro 2008 »

Dariusz Wołowski: Przed mistrzostwami był pan najbardziej krytykowanym piłkarzem w drużynie hiszpańskiej. Mówiono, że obrona u Luisa Aragonesa jest zdecydowanie najsłabszą formacją. Miała być katastrofa, a w trzech decydujących meczach z Włochami, Rosją i Niemcami Hiszpania nie straciła gola.

Carlos Marchena: W Hiszpanii jest tak, że najważniejsi są napastnicy, potem pomocnicy, a na obrońców macha się ręką. My jesteśmy zawsze najmniej znani, najmniej wagi przywiązuje się do naszego wysiłku. Dobrze, że na Euro 2008 ktoś w ogóle zauważył, że mamy udział w tym sukcesie. Inaczej na to patrzy drużyna. Koledzy dobrze wiedzą, że bez dobrej gry w obronie nic by się nie osiągnęło.

Luis Aragones bał się przewagi Niemców w pojedynkach powietrznych. Ballack czy niemieccy stoperzy są od was wyżsi o głowę. Jak ich zatrzymaliście?

- Koledzy w pomocy i ataku, a szczególnie my w obronie wiedzieliśmy, że bez walki wręcz się nie obejdzie. Oczywiście chcieliśmy grać w piłkę, długo się przy niej utrzymywać, ale przychodził moment, kiedy trzeba było na siłę Niemców odpowiedzieć siłą. Nie powiem, żeby było łatwo. Mecz był bardzo wyrównany. Wygrać mogły obie drużyny.

Ale wszyscy twierdzą, że byliście zdecydowanie lepsi. Obroniliście piękno w futbolu, dzięki wam mistrzostwa Europy były triumfem futbolu ofensywnego.

- Zdecydowanie lepsi? Nie. Niemcy sprawiali nam masę kłopotów. Można było ten mecz przegrać. A jeśli chodzi o piękno w futbolu, nie mieliśmy zamiaru go bronić. Chcieliśmy wygrać, mecz po meczu, styl był nam obojętny. Gdybyśmy przegrali z Włochami nawet po najpiękniejszej grze, to co byście powiedzieli? Że zachwyciliśmy? Nie. Napisalibyście, że klapa, jak zwykle. Dlatego nie chodziło o zachwycanie, ale wygrywanie. W Hiszpanii mieliśmy już dość pięknych porażek. Ale oczywiście mamy piłkarzy o pewnej charakterystyce, oni decydują o stylu gry tej drużyny i tylko tym stylem mogliśmy dojść do mistrzostwa. Wyobrażacie sobie Hiszpanię grającą po niemiecku? Nigdy by nie wygrała z Niemcami. Styl nie jest celem sam w sobie. Celem jest zwycięstwo.

Luis Aragones zebrał przed Euro 2008 wiele słów krytyki.

- To prawda. Nie oszczędzano nas. Rozumiem, że piłka budzi emocje, że jak ktoś jest piłkarzem, to za krytykę nie może się obrażać. Ale wydaje mi się, że trochę przesadzano. Brałem krytykę do serca, teraz oczekuję, że ci, którzy mówili, że Marchena się do kadry nie nadaje, zrewidują swoje poglądy.

Pan, Villa i Silva zrekompensowaliście sobie chyba fatalny sezon w Valencii?

- No, nie był taki fatalny, bo zdobyliśmy Puchar Króla. Ale w lidze rzeczywiście zajęliśmy miejsce, do jakiego nie jesteśmy przyzwyczajeni. Ale Euro to coś znacznie więcej niż rehabilitacja. Reprezentacja to więcej niż klub. Uczyniliśmy szczęśliwymi wielu ludzi w Hiszpanii. Im ten tytuł dedykujemy. Król cieszył się z nami. Musi minąć kilka dni, żeby dotarło do nas, czego dokonaliśmy.

Dlaczego przez tyle lat Hiszpania zawsze na wielkich turniejach przegrywała? Czym różnicie się od tamtych drużyn?

- Decydują detale. Na tym poziomie granica między zwycięstwem a porażką jest bardzo cienka. My byliśmy wyjątkowo zjednoczeni, zmotywowani. Ta grupa miała w sobie siłę i odwagę porwać się na tytuł, choć wielu ludzi skazywało ją na porażkę. Szliśmy od meczu do meczu, bez nadęcia, pychy, z pokorą przed każdym: Rosjanami, Włochami i Niemcami. Nie wiem, czy jesteśmy lepsi niż te nasze drużyny narodowe, które sukcesu nie odniosły, ale jestem pewien, że większej jedności niż u nas tam być nie mogło.

Hiszpanie po mistrzostwie jadą z jednej imprezy na drugą »