Sport.pl

Oscar Pistorius: "Olimpijski sen" biegacza bez nóg

Oscar Pistorius, sprinter z amputowanymi obiema nogami, wie, że jest bardzo daleko od występu w Pekinie, ale wciąż obnosi się ze swoimi ambicjami.
Przyszłość sportu: biegacz z włókien węglowych? »

W środę Pistorius podejmie w Mediolanie swoją pierwszą próbę zakwalifikowania się do igrzysk, które odbędą się w sierpniu w Pekinie. Na wtorkowej konferencji prasowej miał na sobie koszulkę z napisem "Olimpijski sen". Na plecach widniały słowa Nelsona Mandeli: "Zwycięzca to marzyciel, który się nie poddał".

- Marzenie nie ma końca - powiedział Pistorius. Czy zrobię to teraz czy w 2012, to tylko kwestia czasu. Gdybym miał myśleć realnie, to chyba jednak 2012. Ale jestem tu, żeby zakwalifikować się do Pekinu.

Pistorius wznowił treningi sześć tygodni temu, po tym jak Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu zezwolił mu na występ w Pekinie. Sąd uchylił decyzję Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej, jakoby protezy Pistoriusa z włókien węglowych dawały mu nieuczciwą przewagę i nie powinien być ze względu na to dopuszczony do ścigania z pełnosprawnymi.

- Trening poszedł bardzo dobrze, ale czy to wystarczy na kwalifikację, dowiemy się jutro i w ciągu najbliższych 2 i pół tygodnia - powiedział Pistorius.

Wystartuje on w trzech wyścigach - w Mediolanie w środę, w Rzymie 11 lipca i szwajcarskiej Lucernie 16 lipca. 13 lipca weźmie też udział w biegu na 200 m we włoskim w Lignano, tylko "dla zabawy", żeby popracować nad sprintem.

21-latek musi pobiec na 400 m w czasie poniżej 45,55 s. Jego życiowy rekord to 46,36 s. Wyzwanie jest tym trudniejsze, że Pistorius przez większą część roku nie trenował, koncentrując się na walce z zakazem, który ostatecznie został zniesiony 16 maja.

- Czuję się pewnie. Muszę czuć się pewnie. Ale jednocześnie powinienem być realistą - mówi. - Wiem, że jestem mocny, ale nie można przez większość roku nie być na trasie i osiągać wyśmienitych czasów - obawia się biegacz.

Największą szansą dla niego na występ w odbywających się w dniach 8-24 sierpnia igrzyskach będzie południowoafrykańska sztafeta, do której wybiera się aż sześciu członków. Manager Pistoriusa Peet van Zyl zaznaczył, że może udać się osiągnąć kwalifikację nawet z wynikiem 46,1 albo 46,2 s, zależnie od czasów innych zawodników.

- Chciałbym znaleźć się w najlepszej czwórce. Chciałbym wnieść coś do drużyny - powiedział Pistorius. - Londyn (tam odbędzie się olimpiada w 2012 r. - przyp. mk) jest dużo bardziej realny. Szczyt możliwości sprintera to 27-29 lat. Ja w Londynie będę miał 25 i to będzie początek mojego szczytu - zapowiedział odważnie.

Południowoafrykańska Federacja Lekkoatletyczna przesunęła ostateczny termin wyboru olimpijskiego składu na 17 lipca, żeby dać biegaczowi większą szansę na kwalifikację. Pistorius zapowiedział, że bez względu na wszystko wystartuje na Paraolimpiadzie w Pekinie (6-17 września).

Pistorius jest szczególnie szczęśliwy, że początek jego batalii będzie miał miejsce właśnie we Włoszech - kraju, który wziął sobie jego sprawę do serca. Pierwszy raz był we Włoszech rok temu. W Rzymie wystartował po raz pierwszy w karierze z pełnosprawnymi sportowcami.

Swój romans z tym krajem nazywa "błyskawiczną miłością". Od tego czasu wracał tam siedem lub osiem razy. 1,5 miesiąca temu był w Mediolanie podczas ogłoszenia pomyślnego dla siebie wyroku.

Książka o jego życiu, "DreamRunner", także najpierw wyjdzie w języku włoskim. W środę trafi do sprzedaży we Włoszech. Wydawca, Rizzoli, negocjuje prawa do tłumaczeń.

- Nie ma dla mnie lepszego miejsca na kwalifikację niż tu - powiedział Pistorius.

Oscar Pistorius biegnie w protezach na igrzyska »