Radwańska: Wygrać z Williams się nie dało

- Serena serwowała niesamowicie. Posłała 11 asów. Wygrywała swój serwis zdecydowanie zbyt łatwo. Wynik mógłby być trochę lepszy, ale wygrać z Williams tego dnia się nie dało - mówi Agnieszka Radwańska, która swój udział w Wimbledonie zakończyła na ćwierćfinale
Jak Williams rozstrzelała Radwańską

Robert Radwański: To nie była gra w tenisa

Jakub Ciastoń: Jakie znacznie dla wyniku meczu miała kontuzja?

Agnieszka Radwańska: - Noga bolała, choć nie tak jak ręka w Paryżu, gdy grałam z Jeleną Janković. Ten uraz na pewno nie pomagał, ale nie będę zwalała na nią winy za porażkę. Serena była lepsza i zasłużenie wygrała. Jeśli jest w formie, to nikt jej nie zatrzyma. Amerykanka wygrywała już z Szarapową, czy Henin tracąc po dwa trzy gemy.

Jak doszło do tego naciągnięcia mięśnia?

- To stało się na meczu z Kuzniecową, ale to także efekt ogólnego przemęczenia. Grałam niemal bez przerwy od dwóch tygodni.

Gdyby nie było kontuzji, byłabyś w stanie nawiązać walkę?

- No właśnie chyba nie bardzo. Serena serwowała niesamowicie. Posłała 11 asów. Wygrywała swój serwis zdecydowanie zbyt łatwo. Wynik mógłby być trochę lepszy, ale wygrać z Williams tego dnia się nie dało. Serena zawsze gra szybko, nawet jak walczy trzy sety, to mecze trwają najwyżej po godzinę z kawałkiem. Jej tenis nie jest bardzo techniczny, ale niesamowicie siłowy. Ona gra na jeden strzał, jak trafia w kort, jest koniec meczu.

Czy Serena wygra Wimbledon?

- Jeśli dalej będzie grała tak jak ze mną, to raczej tak. Serena to tenisistka, która nie rzuca całych sił na pierwsze rundy. Ona powoli, systematycznie się rozpędza. Dlatego zagrała teraz znacznie lepiej niż w drugiej rundzie z moją siostrą Ulą.

Czy w przyszłości będziesz raczej wolała unikać Sereny, czy jednak pomyślisz o rewanżu.

- Ciężko będzie jej uniknąć (śmiech). Może zrewanżuje się jej na korcie twardym. Na tej nawierzchni jeszcze nie grałyśmy.

Przed wami na korcie centralnym grały Dementiewa z Pietrową. Wydawało się, że będą dwa sety, a były trzy. Jak znosi się takie czekanie w szatni?

- Nie jest to komfortowa sytuacja. Rozgrzewałam się chyba z pięć razy, bo wydawało się, że zaraz będzie koniec. To trochę męczy.

Zagrałaś w Londynie pięć meczów i trzy z nich na korcie centralnym.

- W sumie to od dwóch tygodni gram na centralnym, bo w Eastbourne przed Wimbledonem wszystkie mecze rozegrałam na głównym korcie. To przyjemne, że jesteś zauważana przez organizatorów.

Jakie dalsze plany?

- Odpoczynek. Zostaję jeszcze kilka dni w Londynie, zrobię jakieś małe zakupy, może wybiorę się do teatru na musical. Potem wracam do Krakowa i będę trenować. Jeśli odpuszczę turniej w Budapeszcie, to znaczy, że zagram dopiero w Sztokholmie pod koniec lipca.

Cieszysz się na te kilka tygodni luzu?

- Tak, bo za mną tak naprawdę pół roku ciężkiej harówki. To będzie taki trochę dłuższy odpoczynek, ale bez przesady. Za tydzień zacznę normalne, intensywne treningi. Przede mną kolejne ważne starty... olimpiada i US Open.

Będziesz po tym turnieju w pierwszej dziesiątce na świecie. Czy to będzie dla ciebie jakiś przełom? Ma to jakieś specjalne znacznie?

- Między jedenastą, czternastą, a dziesiątą pozycję nie ma wielkiej różnicy. Ale z drugiej strony pierwsza dziesiątka, nawet na chwilę, to jest jakiś ważny cel. Na to pracuje się wiele lat. Dlatego cieszę się, że się udało i to dosyć szybko.

W światowej prasie pojawiają się komentarze, że obecna pierwsza dziesiątka jest wyjątkowo słaba. Co ty na to?

- Jest dużo niespodzianek, ale to wynik tego, że wiele dziewczyn nie wytrzymuje presji. Te, które są teraz w czubie, czują że mają szansę na pozycję numer jeden i je to paraliżuje. Dlatego potem przegrywają z kimś takim jak Chinka Jie Zheng. Pierwsza dziesiątka nie jest słaba, trzeba po postu pamiętać, że to jest kobiecy tenis. W nim wszystko jest możliwe.

Kto wygra turniej męski?

- Federer. Widziałam go w meczu z Hewittem i grał niesamowicie. Żal było patrzeć na Australijczyka.

Jesteś w dziesiątce. Czy można teraz spodziewać się, że posypią się nowe kontrakty sponsorskie.

- Na razie mam dwie umowy z Prokomem. Na pewno coś będzie się działo, ale bez pośpiechu. To zresztą jest trochę poza mną. Zajmują się tym inne główne osoby tata i menedżer Victor Archutowski.



Radwańska warta miliony