Sport.pl

Beenhakker zostaje, ale wokół tylko Polacy

W sztabie selekcjonera mają być teraz sami Polacy! PZPN podjął w czwartek taką decyzję, gdy Leo Beenhakker wyszedł już z sali
A Ty jakie masz wrażenia po spotkaniu Beenhakkera z zarządem PZPN? Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl!»

- Nie jestem typem człowieka, który ucieka od pożaru. To nie mój charakter - mówił Beenhakker po wyjściu z sali, w której spotkał się z zarządem PZPN. Zapytany przez Sport.pl, jak ocenia spotkanie, odparł, że było miłe. - Mój raport przyjęto pozytywnie. Przeanalizowaliśmy Euro 2008, rozmawialiśmy o polskim futbolu, o eliminacjach do mistrzostw świata w 2010 roku - powiedział.

Zupełnie inne wrażenie odnieśli działacze PZPN. Rzecznik związku Zbigniew Koźmiński mówił, że zarząd uznał wystąpienie trenera za zbyt ogólnikowe. - Przypomniało wypowiedź z ostatniej konferencji prasowej z Bad Waltersdorf. Trochę było w nim pouczeń, trochę ogólnych uwag. O własnych błędach nie mówił nic. Wolał o słabych stronach systemu szkolenia w Polsce, braku infrastruktury etc. Byli selekcjonerzy i członkowie zarządu Antoni Piechniczek, Jerzy Engel i Andrzej Strejlau byli zawiedzeni brakiem merytorycznego odniesienia się do turnieju. Toteż zobowiązali Beenhakkera do zrobienia szczegółowego pisemnego sprawozdania. Z podaniem liczby treningów i rozbiciem na poszczególnych zawodników. Dopiero wtedy zarząd będzie w stanie ocenić pracę trenera na Euro 2008 - opowiadał Koźmiński.

Kandydujący na prezesa związku Grzegorz Lato też był niezadowolony z wystąpienia Beenhakkera. - Poczułem duży niedosyt. Oczekiwałem omówienia gry i przygotowania poszczególnych zawodników. Ale trener wolał mówić o systemie szkolenia młodzieży w Polsce.

Grzegorz Lato o wystąpieniu Beenhakkera


30 czerwca wygasły kontrakty dotychczasowych asystentów Beenhakkera - Bogusława Kaczmarka, Adama Nawałki oraz Dariusza Dziekanowskiego - i nie zostały przedłużone. Zarząd postanowił, że przedstawi Holendrowi kilka nazwisk, a ten po rozmowach z kandydatami wybierze sobie jednego asystenta. PZPN zatrudni go na etacie. Z kadrą współpracować będzie też tzw. asystent dochodzący. Polakiem ma być odtąd także menedżer reprezentacji. Obecnie jest nim mieszkający od dawna w Polsce Holender Jan de Zeeuw. - Mamy w kraju byłych świetnych piłkarzy wspaniale mówiących w różnych językach. Dlaczego u nas jeden z nich nie może być menedżerem drużyny jak np. w Niemczech Oliver Bierhoff? - argumentował Koźmiński.

Sąd nad Leo - relacja Z czuba

Michniewicz następcą Beenhakkera?

Co na to Beenhakker? Nic, bo jak wyjaśnił rzecznik PZPN, dyskusja o asystentach odbyła się już po wyjściu z obrad selekcjonera. - Ale Beenhakker wie o tych sugestiach od Antoniego Piechniczka. Powiedział nam, że czeka na propozycje nazwisk od PZPN. Na razie ich nie dostał, to kwestia kilku tygodni. Niestety, wymarzeni kandydaci pracują w klubach, więc nie są dostępni - stwierdził rzecznik związku, mając na myśli prawdopodobnie Macieja Skorżę z Wisły i Jana Urbana z Legii.

Co będzie, jeśli Beenhakker odrzuci wszystkich kandydatów PZPN? Grzegorz Lato stwierdził, że nie wyobraża sobie takiej sytuacji. - Beenhakker jest dobrym trenerem, ale powinien pracować z Polakami. Dobrze mu zrobi, jak lepiej pozna naszą mentalność. Decyzja należy do niego, ale myślę, że będzie rozsądny. Przecież to my jesteśmy jego pracodawcą - powiedział Lato.

- Wiem, że Leo nie do końca zgadza się z trenerami związkowymi, którzy twierdzą, że w polskich klubach pracują dobrzy szkoleniowcy. Jeśli to prawda, to dlaczego te kluby są tak nisko w rankingu europejskim (najlepszy - Wisła Kraków - jest 136.) - skomentował de Zeeuw, opuszczając obrady.

Beenhakker o losie swego menedżera na razie się nie wypowiedział. Zapytany przez "Gazetę", czy z polskimi bramkarzami nadal będzie pracował Frans Hoek, były trener Ajaksu i Barcelony, Beenhakker odparł, że tak. Mimo że jest Holendrem. - Prawda, że to straszna rzecz mieć Holendrów w sztabie kadry? - ironizował Leo. - Moim zdaniem liczą się umiejętności, a nie paszport. Jeśli popatrzycie na współczesny futbol, to nikt nie pyta o obywatelstwo, ale o umiejętności piłkarzy, trenerów, całego sztabu - dodał.

Rzecznik związku ujawnił, że podczas spotkania Beenhakker był otwarty na krytykę swojej selekcji i pomysłów taktycznych. Oburzył się tylko w jednym momencie. Kiedy poprosił, by nie insynuować, że jego selekcja była podporządkowana działaniom menedżerskim. - Wybuchł, że nie życzy sobie, żeby kwestionować jego uczciwość. Może popełniać błędy szkoleniowe, ale nigdy w długiej pracy trenerskiej nie postępował nieetycznie - opowiadał rzecznik PZPN.

Andrzej Strejlau