Barańska: Wcześniej Bonitta zachowywał się zupełnie inaczej!

Nie mam pojęcia, co będzie dalej, ale wiemy, co stało się we Włoszech [trener Marco Bonitta odszedł po konflikcie z czołowymi zawodniczkami]. Coś w tym musi być... - mówi Anna Barańska, zawodniczka kadry siatkarek. Atmosfera w reprezentacji jest mocno napięta.
Marco Bonitta: Byłem bardzo wk... I miałem prawo!

Przemysław Iwańczyk: Podczas styczniowych kwalifikacji olimpijskich atmosfera w reprezentacji była znakomita. Mówiła pani: "Jest bardzo dobrze. Na boisku i poza nim. To zasługa tyleż trenera Bonitty, co nasza. Same potrafimy się dogadać, nie ma nikogo, kto wprowadzałby złą chemię. Jesteśmy razem, jeśli to utrzymamy, zajdziemy daleko". Co się zmieniło?

Anna Barańska: Nie mam pojęcia. Między dziewczynami jest naprawdę dobra atmosfera, a o reszcie nie chcę mówić.

Ma pani na myśli relacje z trenerem?

- Z mojego punktu widzenia nie są najlepsze. Nie znam powodów. Mam wciąż w pamięci wydarzenia ze Szczyrku, kiedy trener wyrzucił mnie i dwie koleżanki ze zgrupowania. Łatwo o tym nie zapomnę, ale może się to wszystko jakoś wyprostuje i przygotowania do igrzysk przebiegać będą w zupełnie innych humorach.

Marco Bonitta też nie wie, dlaczego jest zła atmosfera. Mówi jednak o tym, że kilka osób jest poza zespołem.

- Szkoda, że trener nie wymienił tych osób. Nie zauważyłam niczego niepokojącego. Powtórzę: między dziewczynami atmosfera jest dobra.

Podczas turnieju Grand Prix we Wrocławiu doszło do scysji między trenerem a Katarzyną Skorupą. Może przyczyną nieporozumień jest właśnie pozycja rozgrywającej, bo aspirują do niej dwie równorzędne, bardzo mocne osobowościowo zawodniczki - Skorupa i Sadurek.

- Nie wydaje mi się. Trener wybiera skład, a naszym zadaniem jest grać jak najlepiej, bez względu na to, kto rozgrywa. Sytuację z Wrocławia powinni wyjaśnić sobie sami zainteresowani. Dla mnie nie było to miłe. Gdyby trener mnie potraktował tak jak Kasię, byłoby mi przykro.

Wychodząc z szatni po tym meczu, powiedziała pani: jesteśmy kobietami, nie powinno się z nami tak postępować.

- Każdy jest nerwowy, ja to rozumiem, ale czasem warto się powstrzymać. Kobiety mają inną psychikę, dlatego również krytykę bierzemy do siebie bardziej niż mężczyźni. Stąd moje słowa.

Jest szansa, że wszystko się uspokoi?

- Mam nadzieję. Na pewno nie buntujemy się przeciw Bonitcie. Na treningach i meczach jesteśmy razem, poza salą i boiskiem nie musimy przecież razem przesiadywać. Nie mam pojęcia, co będzie dalej, ale wiemy, co stało się we Włoszech [Bonitta odszedł po konflikcie z czołowymi zawodniczkami]. Coś w tym musi być...

Bardzo mocne słowa.

- Może. Ale kiedy zaczęłam współpracować z trenerem Bonittą, zachowywał się zupełnie inaczej. Nie dochodziło do takich napięć jak ostatnio - choćby w Szczyrku, kiedy wyleciałyśmy ze zgrupowania. Coś się zmieniło i nie umiem powiedzieć co.

Trener mówi, że wyrzucił was ze zgrupowania w wyniku nieporozumienia.

- To dlaczego poniosłyśmy najsurowszą karę?

Może warto o tym zapomnieć, wyciągnąć rękę?

- Chciałam, choć ja długo noszę w sobie takie rzeczy. Bywa, że się uśmiechamy, żartujemy z trenerem, ale zdarzają się także ciche dni. Potrzeba czasu, by wszystko wróciło do normy, i nie tylko my powinnyśmy zrobić krok. Trener także.

Czekacie na słowo "przepraszam"?

- Byłoby miło...

Siatkarki przegrały z USA