Trenował bankierów i budowlańców, teraz pomoże Leo

PRZEGLĄD PRASY: - Ze współpracy z takim szkoleniowcem jak Leo Beenhakker mógłbym wynieść wiele korzyści. Już lista drużyn, jakie prowadził, przyprawia o dreszcze - mówi w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" przyszły asystent Holendra - Rafał Ulatowski.
Zagłębie gotowe oddać Ulatowskiego do kadry

W rozmowie z gazetą 35-letni szkoleniowiec Zagłębia nie ukrywa entuzjazmu w związku z propozycją jaką złożył mu PZPN. - Czuję ogromną radość. Nie spodziewałem się, że moja praca w Zagłębiu zostanie tak szybko doceniona. Ze współpracy z takim szkoleniowcem jak Leo Beenhakker mógłbym wynieść wiele korzyści. Już lista drużyn, które prowadził przyprawia o dreszcze. Ja w jednym sztabie z człowiekiem, który prowadził Holandię, był w Realu Madryt? To kapitalna sprawa, od takiego trenera jak Beenhakker można się mnóstwo nauczyć. Tego nie wyczytam w żadnej książce, to trzeba przeżyć, dotknąć, zobaczyć - mówi Ulatowski.

Przyszły asystent Beenhakkera opowiada o swoich pierwszych krokach w trenerskim fachu, które przyszło stawiać mu w egzotycznej Islandii, gdzie największy problem miał z piłkarzami i z przygnębiającą pogodą. - Na Islandii grają amatorzy, zresztą ja też musiałem prowadzić trzy treningi dziennie, o godzinie 16, 18 i 20, żeby żyć na poziomie, jakiego oczekiwałem. A oni kończyli prace w banku, na w budowie albo w przetwórni rybnej, przychodzili z zakładu na trening, a tam jakiś facet z Polski wymagał od nich tyle co od profesjonalistów - wspomina. - Jak przyjechałem był śnieg. A jeśli chodzi o inne kaprysy natury, to przeżyłem minitrzęsienie ziemi. Raz przesunęło się łóżko w pokoju, ale budynek pozostał nienaruszony. Później się dowiedziałem, że wędrówka mebla po pokoju to efekt jakiegoś tąpnięcia - żartuje trener.

Nie mniej jednak Ulatowski czasy spędzone na wyspie wspomina pozytywnie. - Może się to wydawać mało prawdopodobne, ale stamtąd wyniosłem naprawdę wiele - stwierdza. Tam tez poznał swoją obecną żonę. - To Islandka. Jest moją partnerką życiową, przyjechała ze mną do Polski, mamy trzyletnią córeczką.

Jedyna sprawą, która przyprawia teraz o ból głowy Ulatowskiego jest to, że nie posiada wymaganej do prowadzenia samodzielnie pierwszoligowego klubu, licencji UEFA Pro. - Złożyłem podanie o przyjęcie mnie na kurs. Piętnastego lipca będę wiedział, czy zostałem w ogóle przyjęty. Między innymi z tego powodu staram się unikać tego szumu związanego ze współpracą z Leo Beenhakkerem. Nie chcę się wychylać, bo coś mogłoby zostać w PZPN źle odebrane.

Beenhakker kompletuje sztab