Urbaś pokrzywdzony: Trener zakończył moją karierę

PRZEGLĄD PRASY: Marcin Urbaś nie zakwalifikował się do składu na igrzyska i rozstaje się z bieżnią - pisze "Przegląd Sportowy"
Chojecka, Urbaś i inni bez minimów na Pekin

- Myślałem już o zakończeniu kariery, ale chciałem to zrobić sam, za rok, dwa. Teraz można powiedzieć, że trener Osik podjął decyzję za mnie - mówi w rozmowie z gazetą sprinter.

Podczas mistrzostw Polski w Szczecinie był drugi na dystansie 200 metrów. To nie zapewniło awansu olimpijskiego. Liczył, że znajdzie się w gronie wybrańców trenera kadry Tadeusza Osika, który miał prawo wytypować trzech zawodników. - Facet panikuje. Zasady kwalifikacji były proste - ripostuje Osik. - Nie mogę brać na wielką imprezę zawodnika za zasługi, albo dlatego, że jestem jego trenerem klubowym. Musze mieć na względzie ustawienie sztafety. Marcin jest zawodnikiem, którego można puścić tylko na ostatnim odcinku. innych mogę rozstawiać na innych zmianach - dodaje trener.

Urbaś złożył protest do PZLA, ale odrzucono go. Napisał tez list do Ministerstwa Sportu, zapowiada interwencję w PKOl. - Czuję się pokrzywdzony. Nie jestem w stanie nawet zadzwonić do trenera i porozmawiać z nim. Za dużo żalu się zebrało - wyznaje biegacz.- Do końca sezonu 2008 trenuję sam. Zamierzam udowodnić, że w sierpniu będę w lepszej formie niż zawodnicy, którzy polecą do Pekinu.

Urbaś zdradza także swoje plany na przyszłość. - Co dalej? Chciałbym zostać przy sporcie, pracować w jakiejś firmie zajmującej się sprzętem. Ale musiałbym szybko się gdzieś zaczepić, bo za kilka lat moje nazwisko nie będzie wiele mówiło - przyznaje sprinter.

Najszybsi biegacze świata pobiegną w Sczecinie?