Marcin Urbaś rozgoryczony. Konflikt na tartanie

- Trener Tadeusz Osik, ustalając skład sztafety sprinterskiej na Pekin, zachował się nie fair - mówi Marcin Urbaś z AZS Poznań, który się w niej nie znalazł. Trener Osik: - To jakiś obłęd!




Marcin Urbaś jest jedną z najbardziej znanych postaci polskiej lekkoatletyki ostatnich lat. 31-letni dziś halowy mistrz Europy z 2002 r. i finalista mistrzostw świata w 1999 r. zasłynął zwłaszcza tym, że jako drugi biały człowiek zszedł na 200 m poniżej 20 s. W 1999 r. w Sewilli osiągnął 19,98 s.

Nic dziwnego, że jego deklaracja, iż po tym, jak nie znalazł się w składzie sztafety 4 x 100 m na igrzyska w Pekinie chce zakończyć karierę, wywołała szok. Zwłaszcza że Marcin Urbaś dodał, że czuje się skrzywdzony przez trenera Tadeusza Osika i że to on właściwie zakończył jego karierę. - Nie mam teraz szans na stypendium, a zatem na dalsze uprawianie lekkoatletyki. Muszę zakończyć karierę i iść do pracy - mówi.

Urbaś uważa, że niezabranie go do Pekinu jest niesprawiedliwe. Owszem, wymogiem był czas 20,75 s na 200 m na mistrzostwach Polski w Szczecinie, ale takiego wyniku nie osiągnął nikt. - W tej sytuacji decydujące miały być miejsca zajęte w Szczecinie. Ja byłem drugi, za Marcinem Jędrusińskim. Na igrzyska tymczasem jadą zawodnicy z dalszych pozycji - mówi Urbaś, który nie kryje rozgoryczenia. - To nie fair. Trener Osik nie jest konsekwentny, poza tym nie po raz pierwszy zabiera na zawody zawodników, którzy dają mniejsze szanse na sukces. Miał jechać zwycięzca lub drugi na 200 m, w zależności od tego, kto nim będzie. A nie jedzie.

Urbaś jest załamany, bo niepowołanie na igrzyska oznacza dla niego lawinę niemiłych konsekwencji, które zapewne doprowadzą do zakończenia kariery. - Nie jestem w kadrze, więc nie będę miał stypendium. Nie będę mieć zatem pieniędzy na obozy w przyszłym roku, bo wszystkie oszczędności wydałem na przygotowania w tym roku. Żeby mieć dalej z czego żyć, muszę rzucić lekkoatletykę i iść do pracy - wylicza.

Sprinter AZS Poznań uważa, że trener Osik podjął decyzję o składzie sztafety przed zawodami w Szczecinie, więc zachował się nie fair. - Przecież to mistrzostwa Polski pokazały aktualną dyspozycję. Ja nie chcę niczego za darmo, za zasługi. Przecież wiem, że kiedyś biegałem znacznie szybciej. Wykluczenie mnie z kadry jest zgodne z ustalonymi zasadami, bo nie spełniłem minimum. Jednakże inni też tego kryterium nie spełnili - mówi.

Kiedy dodzwoniliśmy się do trenera Tadeusza Osika, ten zapytał: - Udało się jakoś panu wstrzelić? Bo ja cały dzień odbieram telefony od dziennikarzy, których nie interesuje to, że na zgrupowaniu w Gdańsku mamy nienadający się do niczego tartan. Nie interesują ich warunki, w jakich przygotowujemy się do igrzysk. Interesuje ich Marcin Urbaś.

- To jakiś obłęd - mówi trener Osik. - Marcin Urbaś nie wypełnił minimum, więc nie może oczekiwać, że pojedzie do Pekinu. Nie umawialiśmy się, że kolejność na 200 m mistrzostw Polski będzie decydować. Decyduje zeszłoroczny regulamin Polskiego Związku Lekkiej Atletyki i jego kryteria. Według nich, gdybym zabrał Urbasia, a nie zabrał np. Roberta Kubaczyka, który biega w tym roku 10,39 s, to on mógłby mieć pretensje.

- Pamiętajmy, że to sztafeta 4 x 100 m, a nie 4 x 200 m. Zupełnie więc nie rozumiem, skąd ta cała afera. Bo Marcin Urbaś jest sławny? A kto go do tych sukcesów doprowadził? Nie ja czasem? - dodaje trener i tłumaczy: - Zgodnie z regulaminem, zabieram do Pekinu pierwsza trójkę z MP na 100 m, czyli Dariusza Kucia, Marcina Jędrusińskiego i Marcina Nowaka. Do tego biorę poznaniaka Kubaczyka oraz Łukasza Chyłę, który był ósmy w finale w Szczecinie, ale biegał w tym roku 10,36 s. Zabieram wreszcie kolejnego sprintera z Poznania, Kamila Masztaka, który - co prawda w finale B - ale pobił w Szczecinie rekord życiowy rezultatem 10,38 s. To są wyniki do sztafety 4 x 100 m, która na Pucharze Europy zajęła drugie miejsce. Marcin Urbaś ze swoimi tegorocznymi wynikami nie kwalifikuje się do sztafety i to wszystko, co ma w tej sprawie do powiedzenia. A teraz przepraszam, muszę wracać do pracy - dodał poznański szkoleniowiec.

Marcin Urbaś także trenuje w Poznaniu i jest teraz zawodnikiem AZS Poznań. - Przeprowadziłem się do Poznania z powodu żony, która stąd pochodzi - mówi. - Gdy się tu znalazłem, postanowiłem na powrót ułożyć sobie stosunki z trenerem Osikiem, ale nie wyszło. Teraz pewnie nie będziemy już dłużej współpracować.

- To prawda, nie nadaję na tych samych falach co Marcin Urbaś, ale chyba nikt nie nadaje - mówi Tadeusz Osik.