Sport.pl

Jan de Zeeuw odpiera oskarżenia o handlowanie piłkarzami

- Mogę przysięgnąć na zdrowie ciężko chorej córki, że od momentu, kiedy zostałem dyrektorem reprezentacji Polski, przeprowadziłem tylko jeden transfer. Załatwiłem przejście Jerzego Dudka do Realu Madryt - w wywiadzie dla Sport.pl i ?GW? mówi Jan de Zeeuw, prawa ręka trenera Leo Beenhakkera.
Bobo Kaczmarek: Widziałem wszystko co najgorsze w polskiej piłce

Holendra zaprosił do współpracy jego rodak Leo Beenhakker. Od tego czasu ukazują się artykuły sugerujące, że De Zeeuw handluje piłkarzami powoływanymi do kadry. Jak dotąd nikt nie przedstawił jednak żadnych dowodów, że pośredniczył on w transferze jakiegokolwiek reprezentanta kraju. Wszystko opiera się na aluzjach, plotkach, sugestiach. Holender głosu od gazet, które go oskarżają, nie dostaje.

W zeszłym tygodniu członkowie zarządu PZPN zapowiedzieli, że De Zeeuw nie będzie już współpracował z kadrą jako dyrektor. Ustalili to bez udziału Beenhakkera, który nie potwierdził, że rozstanie się z rodakiem.

Fizjolog Beenhakkera w HSV Hamburg

Michał Szadkowski: Ilu piłkarzy sprzedał pan od czasu, kiedy został dyrektorem reprezentacji Polski?

Jan de Zeeuw, dyrektor reprezentacji Polski: Dochodzą do mnie plotki, czasami nawet przeczytam, że całkiem sporo. Tak jest od dwóch lat, ale pan jako pierwszy mnie o to spytał. Latem 2006 r., gdy rozmawiałem o współpracy z kadrą z prezesem PZPN Michałem Listkiewiczem i Leo Beenhakkerem, ustaliliśmy, że przed objęciem funkcji muszę zrezygnować z menedżerki. W innym wypadku moja praca z polską kadrą byłaby nieetyczna.

Z iloma piłkarzami miał pan wtedy podpisane kontrakty?

- Nie potrafię powiedzieć. Ale było ich sporo. W końcu zajmowałem się tym od prawie 30 lat.

Mógł pan zerwać nawet 50 umów?

- Tak, ale nie wiem, jak wielu było wśród nich Polaków. Od tamtej pory przeprowadziłem jeden transfer. Jerzego Dudka do Realu Madryt. Nigdy nie robiłem z tego tajemnicy. Zrobiłem to po przyjacielsku, bo z Jurkiem nie wiązała nas już wtedy żadna umowa.

Gazety sugerują, że mógł pan sprzedawać piłkarzy przed podstawione osoby...

- W trakcie pierwszego zgrupowania, przed towarzyskim meczem z Danią, po hotelu, w którym mieszkaliśmy, kręciło się kilku agentów. Leo to zobaczył i powiedział: "koniec". To był ostatni raz, gdy mieli taki łatwy dostęp do piłkarzy. Od tej pory trudno komukolwiek dostać się do naszych hoteli.

A co na zgrupowaniu w Bad Waltersdorf robił niejaki Jork von Matt?

- Był człowiekiem przydzielonym przez UEFA. Każda reprezentacja miała takiego łącznika z organizatorami mistrzostw Europy. Oni zajmowali się wszystkimi formalnościami. Od rozdysponowania biletów po załatwienie miejsca parkingowego dla naszego autokaru. Dlaczego pan w ogóle o niego pyta?

Bo dziennik "Polska" napisał wczoraj, że ten człowiek chwalił się na zgrupowaniu znalezieniem klub dla Tomasza Zahorskiego. Podobno to pana bliski znajomy.

- Faktycznie, znam Jorka. To pracownik agencji IMG, jednej z największych na świecie, która prowadzi interesy takich gwiazd jak Maria Szarapowa, Roger Federer. Reprezentuje też kilku polskich piłkarzy - Radka Matusiaka czy Jacka Krzynówka. Ale Jork nie jest w IMG odpowiedzialny za handlowanie piłkarzami. On zajmuje się głównie organizacją zgrupowań. Od kilku lat załatwia letnie obozy Liverpoolowi, nam pomagał przy zimowym wyjeździe na Cypr. UEFA wiedziała, że dobrze nas zna, i dlatego akurat jego przydzieliła naszej reprezentacji.

A co pan powie na sugestie, jakoby o powołaniach do reprezentacji decydowało to, z którym piłkarzem podpisał pan umowę?

- Od tej pory mam zamiar wytaczać proces każdemu, kto takie bzdury napisze. Na razie Piotrem Świerczewskim, który sugerował, że powołania na Euro determinowały względy pozasportowe, zajął się Wydział Dyscypliny PZPN. Z innych źródeł słyszałem, że to dzięki mnie do Austrii i Szwajcarii pojechali Pazdan, Kokoszka czy Zahorski. Leo nigdy na coś takiego by nie poszedł. Oczywiście, wspólnie staramy się pomóc naszym piłkarzom. Oni chcą korzystać z naszego doświadczenia i pytają, co myślimy o tym klubie czy o tamtym. Ale na tym koniec. Z Leo, który był o tę sprawę zaczepiany na przesłuchaniu w PZPN, staramy się o tym nie rozmawiać. Dla nas problem nie istnieje.

A jak pan przed sądem udowodni, że nie miał żadnego udziału przy transferach polskich piłkarzy?

- Ten, kto coś takiego napisze, będzie musiał udowodnić, że miałem. Panu mogę przysięgnąć na zdrowie moje i mojej ciężko chorej córki, że mówię prawdę.

Radosław Majewski powiedział "Polsce", że "chciałby wierzyć, że o wykluczeniu z Euro decydowały tylko względy sportowe".

- To młody, bardzo ambitny piłkarz. Może ktoś mu naopowiadał jakichś głupot? Pewnie go trochę poniosło, bo bardzo zależało mu na wyjeździe na ME. Nie czytałem jeszcze artykułu w "Polsce". Dowiedziałem się o nim od Bogusława Kaczmarka. Jeśli będzie w nim wszystko, co znam z relacji, nie odpuszczę. Uważam, że to skandal i chamstwo.

Był pan rok temu na mundialu dwudziestolatków w Kanadzie?

- Pojechał tam Leo. Ja razem z nim i Bogusławem Kaczmarkiem byliśmy kilka dni na zgrupowaniu we Włocławku przed turniejem. Słyszałem, że miałem tam namawiać młodych piłkarzy, aby podpisali ze mną kontrakty. Miało im to ułatwić awans do pierwszej reprezentacji. Bzdura.

A kto brał udział w sprzedawaniu piłkarza tamtej drużyny - Przemysława Tytonia - do Rody Kerkrade?

- Nie wiem. Ja nie miałem z tym nic wspólnego. Przemka znałem wcześniej, był kiedyś na stażu u Jerzego Dudka. Już wtedy mogłem podsunąć mu do podpisania kontrakt. Nie zrobiłem tego ani wtedy, ani nigdy później.

Na wspomnianym przez pana przesłuchaniu Beenhakkera Zarząd PZPN ustalił, że w kadrze oprócz niego mają pracować wyłącznie Polacy.

- Leo rozmawiał potem z prezesem Listkiewiczem. To on jest jego pracodawcą, a nie zarząd. Beenhakker ciągle będzie mógł dobierać sobie współpracowników, tak ma zapisane w umowie. Ja zostaję, mam umowę z PZPN.

A trener bramkarzy Frans Hoek?

- Będzie z nami pracował na takich samych zasadach jak wcześniej. W eliminacjach przyjeżdżał tylko na najważniejsze mecze.

Fizjolog Mike Lindemann?

- Od 1 lipca zaczął pracę w Hamburger SV.

Czyli Leo będzie musiał znaleźć nowego fizjologa?

- Nie rozmawialiśmy jeszcze na ten temat. O wszystkim zdecydujemy pewnie na początku sierpnia. 6 mamy rozegrać we Wronkach sparing reprezentacją złożoną z polskich ligowców z jakimś klubem. Rywala dopiero załatwiamy. Wtedy na pewno się nad wszystkim zastanowimy.

Trenował bankierów i budowlańców - teraz pomoże Leo?