PZLA utrudnia walkę o medale

PRZEGLĄD PRASY. Trenerzy Anny Jesień i Anny Rogowskiej będą mieszkać poza wioską olimpijską. - Szkoda, że rzucane nam są kłody pod nogi właśnie teraz, kiedy pojawiła się duża szansa na medal - mówi w ?Przeglądzie Sportowym? Paweł Jesień, trener i mąż Anny Jesień.
Zarówno Jesień jak i Torliński, trener i mąż Anny Rogowskiej - brązowej medalistki z Aten, nie znaleźli się na 15 osobowej liście szkoleniowców, którzy znajdą się w ekipie na pełnych prawach. Pozbawia ich to możliwości zamieszkania w wiosce olimpijskiej, nie mogą brać udziału w rozgrzewce, a na trybuny mogą wejść na podstawie specjalnych biletów.

Niezadowolenia z takiej sytuacji nie kryje Paweł Jesień. - Ania potrzebuje, żeby z nią rozmawiać, ważna jest dla niej moja bliskość w tych ważnych momentach. Przed startem, na stadionie rozgrzewkowym udzielam jej ostatnich wskazówek. Jest przyzwyczajona, że cały czas przebywamy razem - mówi trener.

Podobnego zdania jest Torliński. - Nie mam jeszcze żadnych informacji na temat akredytacji. Ale jeśli okazałoby się, że mój dostęp do Ani w Pekinie jest ograniczony, byłoby to dla nas utrudnienie - mówi trener Rogowskiej.

Zdaniem Jesienia decyzja PZLA to kara za pismo jakie wysłał do Ministerstwa Sportu, w którym skarżył się, że związek nie zwrócił pieniędzy za zgrupowanie w Nowej Zelandii. - Przed olimpiadą wszystko miało być zapewnione i uregulowane - mówi trener.

Prezes PZLA, Irena Szewińska tłumaczy, że lekkoatletyka jako ostatnia dyscyplina zakończyła kompletowanie składu i dopiero teraz mogła zgłosić zapotrzebowanie na osoby towarzyszące. - Przyznano nam 15 kart trenerskich plus sześć dodatkowych. Wiem, że niektórzy mogą się czuć pokrzywdzeni, ale musieliśmy podzielić miejsca - mówi.

Szewińska uważa ponadto, że to gdzie mieszka trener, nie ma wpływu na wynik zawodniczki. - Czesław Cybulski w Sydney był zakwaterowany w innym miejscu, a jego zawodnicy zdobyli dwa złote medale w rzucie młotem - mówi prezes PZLA.

Szansę na poszerzenie uprawnień jeszcze są, ale związek musiałby to zgłosić jak najszybciej - Po przylocie do Pekinu raczej nie będzie takiej możliwości - mówi szef misji Kajetan Broniewski.