Pekin 2008: Polscy sprinterzy mieli trenować na garbatym tartanie w Gdańsku

"Warunki na zgrupowaniach mieliśmy bardzo dobre i nie jest prawdą, że dach przeciekał, zwłaszcza że prawie w ogóle nie padało" - ten cytat z filmu "Miś" pasuje do przygotowań polskich sprinterów przed igrzyskami w Pekinie, którzy na treningi dojeżdżają taksówkami. Wszystko przez fatalny stan kasy PZLA.
PZLA utrudnia walkę o medale »

A bałagan z minimami trwa... »

Grupa polskich sprinterów przygotowuje się do igrzysk pod okiem poznańskiego trenera Tadeusza Osika. Mieli trenować na stadionie gdańskiego AWF przy Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Gdańsku. Kiedy jednak zobaczyli tutejszy trening, zrzedły im miny.

- Tartan był w fatalnym stanie - mówi trener Osik. - Zeszła wierzchnia warstwa, a na dodatek okoliczne drzewa wybrzuszyły go korzeniami. Na tartanie pojawiły się garby niczym progi zwalniające na jezdni. Można się zabić.

Ponieważ bieg na 100 metrów z przeszkodami nie jest konkurencją olimpijską i Polacy go nie trenują, grupa sprinterów musiała coś wymyślić. - Okazało się, że w Sopocie jest bardzo dobry tartan. Dzięki niemu jesteśmy w stanie przygotować się do startu na igrzyskach. Dojeżdżamy więc codziennie do Sopotu - mówi trener Osik. Jak? - Taksówkami. 15 zł w jedną stronę. Zabieramy się w dwie taksówki i mój samochód.

Polscy sprinterzy czas między mistrzostwami Polski w Szczecinie a igrzyskami w Pekinie mieli spędzić na zgrupowaniu pod Barceloną w Hiszpanii. Zostało ono jednak odwołane z powodu kłopotów finansowych Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. - Stan kasy w PZLA uniemożliwił ten wyjazd - mówi Osik.

- To prawda, brakuje pieniędzy - potwierdza Jerzy Sudoł, szef wyszkolenia PZLA. - Większość zagranicznych zgrupowań jednak realizujemy. Dotyczy to zwłaszcza sportów technicznych, które potrzebują gór do przygotowań. Trwa więc zgrupowanie miotaczy w St. Moritz i tyczkarzy we Francji. Natomiast sprinterzy mogą się obyć bez gór. Potrzebują ciepła, dobrego tartanu i spokoju. W tej sytuacji postanowiliśmy ze względów finansowych zostawić ich w kraju, a trener Osik się zgodził i sam wybrał ośrodek w Gdańsku.

- Nie wiedziałem, że stan tartanu jest tak tragiczny - mówi trener Osik. - Byłem w Gdańsku dwa lata temu i dało się biegać. Teraz się nie da.

Dlaczego więc sprinterzy od razu nie przenieśli się do Sopotu, tylko dojeżdżają taksówkami? - Bo w Sopocie nie ma z kolei warunków mieszkaniowych i odnowy biologicznej, a w gdańskim AWF jest. Natomiast Gdańsk nie ma tartanu, który ma Sopot. I błędne koło się zamyka - tłumaczy Sudoł. Z powodu braku bazy do odnowy biologicznej odpadł też stadion w Poznaniu, a z powodu trwających mistrzostw świata juniorów w lekkoatletyce - znakomity obiekt w Bydgoszczy.

Sudoł dodaje: - Zaproponowaliśmy sprinterom treningi w ośrodku w Spale, gdzie właśnie malują linie na nowo położonym tartanie.

- Nie mieliśmy gwarancji, że Spała będzie gotowa na czas. A ten nagli - mówi trener Osik. - Ponadto zaplanowaliśmy wcześniej starty w Sztokholmie i Londynie, a bilety lotnicze na te zawody mamy z Gdańska. Przebukowanie ich na Warszawę i wyprowadzka do Spały byłaby kosztowniejsza niż te taksówki. - Poszły konie po betonie, już nic nie zmienimy. Musi zostać jak jest - dodaje Jerzy Sudoł i narzeka: - Mamy trudną sytuację finansową, a musimy sami znajdować fundusze. Polski Komitet Olimpijski zajmuje się bowiem naszymi olimpijczykami dopiero od momentu, gdy wsiądą oni do samolotu do Pekinu.

Na igrzyskach w Sydney w 2000 r. Polska zdobyła w lekkoatletyce cztery złote medale. W Atenach w 2004 r. - już tylko dwa.

Drzewiecki: To największa ekipa od igrzysk w Moskwie


Nurowski: Albo więcej medali niż w Atenach, albo dymisja »