Niespodzianka w składzie siatkarek: na igrzyska bez Dziękiewicz

Trener Marco Bonitta ogłosił skład 12- osobowej kadry siatkarek na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Z 14-osobowej kadry, która trenowała w ostatnich dniach uznania w oczach szkoleniowca nie znalazły środkowa Eleonora Dziękiewicz i przyjmująca Anna Woźniakowska.
Siatkarki przed Pekinem: Kaczor asem w kadrze

Wręczenie Wielkiej Księgi Wsparcia polskim siatkarzom


Trener Marco Bonitta lubi zaskakiwać. Robił tak, kiedy był jeszcze szkoleniowcem reprezentacji Włoch, podobnie postąpił, gdy na turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Halle nie zabrał dotychczasowej gwiazdy, Doroty Świeniewicz. - Dlatego nie dziwi mnie, że trener Bonitta ponownie nas zaskoczył. - mówi Przemysław Iwańczyk, dziennikarz Gazety Wyborczej i Sport.pl - Wcześniej niejednokrotnie dokonywał spektakularnych decyzji. Prowadząc Włoszki, nie powoływał dotychczasowej podpory drużyny, Francesci Piccininii. Podobnie zachował się w przypadku Świeniewicz przed turniejem w Halle. Można było się spodziewać, że tym razem może postąpić podobnie.

Tym razem ofiarą kontrowersyjnych decyzji włoskiego trenera padła Eleonora Dziękiewicz. Środkowa, która w ubiegłym roku zdobyła tytuł najlepszej blokującej turniej World Grand Prix (Polki wystąpiły wówczas w ścisłym finale tego turnieju) i była jedną z kluczowych siatkarek ubiegłego sezonu. - Ta akurat decyzja mnie zaskoczyła. - mówi Iwańczyk. - Biorąc pod uwagę aspekty czysto sportowe Dziękiewicz wcale nie była gorsza od swoich rywalek: Liktoras, Bednarek czy Gajgał, które na igrzyska mimo wszystko pojadą. Ze statystyk do jakich dotarłem, a które były prowadzone od turnieju kwalifikacyjnego w Tokio wynikało, że Dziękiewicz pod względem sportowym nie była wcale od nich gorsza. Podsumowując, wynika z tego, że wybór Bonitty okazał się nie tylko czysto sportowy, ale także osobisty. Zresztą można to było wyczuć już od występu Polek w Japonii, kiedy Dziękiewicz stopniowo zaczęła być usuwana na bok reprezentacji i grała coraz mniej. - zauważył Iwańczyk.

Dziennikarz Gazety dodał także, że jego zdaniem można było spodziewać się jeszcze większych sensacji. - Gdyby Marco Bonitta miał większe pole manewru, myślę, że pokusiłby się o jeszcze większe roszady w składzie a z kadrą musiałoby pożegnać się jeszcze kilka innych, dotąd kluczowych zawodniczek.

Niewątpliwie niespodzianką nie jest powołanie dla Joanny Kaczor. Niemal od początku Włoch dawał jasno do zrozumienia, że będzie na tę siatkarkę stawiał a teraz te słowa potwierdził. - Dla mnie Kaczor już niedługo może stać się prawdziwą gwiazdą reprezentacji. Myślę nawet, że w niektórych meczach w Pekinie może wyjść w podstawowej "szóstce". Swoją postawą zasłużyła na to, żeby na olimpiadę pojechać. - zakończył Iwańczyk.

W poniedziałek Polki odlecą do Moskwy na cykl sparingów z reprezentacją Rosji, która jest mistrzem świata.

Znamy skład siatkarzy na igrzyska: Jadą Ignaczak i Możdżonek

Reprezentacja Polski w siatkówce kobiet na igrzyska olimpijskie:

Libero: Mariola Zenik

Środkowe: Agnieszka Bednarek, Katarzyna Gajgał, Maria Liktoras

Atakujące: Katarzyna Skowrońska-Dolata; Joanna Kaczor

Przyjmujące: Anna Barańska, Małgorzata Glinka-Mogentale, Milena Rosner, Anna Podolec

Rozegrywające: Milena Sadurek, Katarzyna Skorupa

Specjalnie dla Sport.pl. Małgorzata Niemczyk, była reprezentantka Polski, mistrzyni Europy z 2003 roku:

Co Pani sądzi na temat 12-stki, jaką powołał na Igrzyska Olimpijskie trener Marco Bonitta?

Małgorzata Niemczyk: - Musimy zaufać trenerowi Bonicie i wierzyć, że skład, który wybrał, jest obecnie w optymalnej dyspozycji. Dziewczyny muszą tworzyć na igrzyskach monolit i mam nadzieję, że tak właśnie się stanie. Na razie wszystko jest dla mnie jednym wielkim znakiem zapytania.

Czy rezygnacja z Eleonory Dziękiewicz to dobra decyzja?

- Nie wiem. To czy wybór był właściwy, będziemy mogli oceniać dopiero 31 sierpnia. Kiedy igrzyska się skończą. Teraz nic nie można powiedzieć i żadna krytyka czy ocenianie Marco Bonitty jest bezcelowe. Jedyne pretensje można mieć do włoskiego trenera o powołania, przy tworzeniu szerokiego składu, z którego docelowo miała zostać wyłoniona drużyna, która pojedzie do Pekinu. Osobiście brakowało mi wówczas w kadrze takich siatkarek jak Natalia Bamber, Joanna Mirek czy Ola Przybysz, które miały za sobą udany sezon. Nie da się powiedzieć czy te dziewczyny by się sprawdziły, ale moim zdaniem należało dać im wtedy szansę. Teraz natomiast trzeba po prostu czekać na efekty a jeśli one nie przyjdą, wtedy krytykować. Kiedy będzie na to odpowiednia pora.

Czy w takim składzie Polki mogą powalczyć na igrzyskach o medale?

- Na takie pytanie można odpowiedzieć tylko wtedy, kiedy jest się z drużyną na co dzień. Teraz mogę jedynie wierzyć, że tak jest.

Zatem nie wie Pani czy dziewczynom udało się stworzyć podobną atmosferę jak w 2003 roku, kiedy wspólnie z koleżankami zdobyła Pani pierwszy złoty medal mistrzostw Europy dla Polski?

- Wtedy żadna z nas sobie nie przeszkadzała. Kiedy pojawiały się problemy, nie oceniałyśmy się, nie krytykowałyśmy. Po prostu się wspierałyśmy. Nie zwracałyśmy uwagi na drobiazgi. Nie miałyśmy do siebie pretensji, że ktoś znowu zapomniał pozbierać piłek po treningu a na śniadanie przyszedł nie w tej koszulce, w jakiej było ustalone. Albo źle rozdzielił pranie. Stało się i już. Nie traciłyśmy energii na drobne sprawy. Nie rozpraszałyśmy uwagi. Stało się i już. W drużynie panowała wzajemna akceptacja i wszystkim przyświecał jeden cel - dobry występ na mistrzostwach. No i nie było takiej presji...

A dzisiaj jest?

- Tak, dziewczyny ciągle czują towarzyszące im napięcie. Pamiętam, jak pięć lat temu przygotowywałyśmy się w Szczyrku do mistrzostw Europy w Turcji. Panował spokój i zrozumienie, media czekały na to, co się wydarzy. nie było paniki a przecież przegrałyśmy wówczas wszystko, co było do przegrania. Nawet w 2005 roku przed mistrzostwami w Chorwacji, dziewczynom nie szło w Grand Prix a wyniki nie były zadowalające. Ale nie obserwowaliśmy wtedy takiej nagonki na zespół tak jak ma to miejsce obecnie. A później przyszło złoto... Teraz po 40 latach siatkarki wreszcie pojadą na olimpiadę a my ciągle roztrząsamy słaby występ w World Grand Prix i krytykujemy dziewczyny. A powinniśmy się cieszyć. Niestety, taka jest chyba polska mentalność, szklanka jest dla nas zawsze do połowy pusta a nie pełna.

Wygląda więc na to, że występ Polek w Pekinie to jedna wielka niewiadoma.

- Chyba zawsze tak jest. Dziewczyny muszą się wzajemnie uzupełniać. Nieważne kto będzie grał, ale kto będzie ostatecznie wygrywał. Mam nadzieję, że te dziewczyny, które pojadą, wniosą do drużyny coś od siebie. W każdym zespole jest tak, że musi być lider, który poprowadzi zespół w trudnej chwili. "Klown", który będzie umiał rozładować atmosferę w napiętych chwilach i swoją osobą rozluźnić koleżanki. Potrzebny jest także negocjator czy mediator. Każdy musi znaleźć swoje miejsce i każdy musi być równie pydatny.