Abramowicz szaleje

Roman Abramowicz nie rezygnuje z marzeń o stworzeniu najlepszej drużyny świata. Rosyjski miliarder znów wydaje fortunę na wzmocnienia londyńskiej Chelsea. Według prasowych doniesień jest nawet gotów wyłożyć 150 mln euro, by sprowadzić Kakę


Najwyższy transfer w historii piłki nożnej zapowiedziała wczoraj włoska "La Gazzetta dello Sport". - Nie było żadnej oferty. Nie ma sensu negocjować, skoro wiadomo, że klub nie jest zainteresowany sprzedażą zawodnika - tak odniósł się do publikacji dyrektor wykonawczy Chelsea Peter Kenyon. Gazeta nie twierdzi jednak, że Chelsea już zaoferowała Milanowi wspomnianą astronomiczną kwotę. Więcej, Włosi przytaczają nawet wypowiedź wiceprezesa Milanu,Adriano Gallianiego, który mówi dokładnie to samo co Kenyon: - Chelsea nigdy nie złożyła takiej oferty, a transfer Kaki nie wchodzi w rachubę. Ale jeden z najważniejszych sportowych dzienników Europy w kwestii możliwości zmiany barw klubowych Brazylijczyka ma własne zdanie. "La Gazzetta dello Sport" uważa, że Roman Abramowicz dojrzewa do przedstawienia wspomnianej oferty. A swe twierdzenie gazeta podpiera wypowiedziami rzecznika piłkarza. - Chelsea to idealne miejsce dla Kaki. To klub, który chce wygrać i ligę angielską, i Ligę Mistrzów - mówi Diogo Kotscho, zwracając uwagę na to, że w Milanie jego klient ma możliwość walki o zaledwie Puchar UEFA. - Transfer przyniósłby korzyści wszystkim. Kaka dostałby 10 procent wartości transakcji, czyli 15 mln euro - dodaje Kotscho.



Padnie rekord

150 mln euro to kwota zawrotna. Ale wygląda na to, że przyszedł już czas, by z tabeli transferowych rekordów wymazać przenosiny Zinedine'a Zidane'a z Juventusu Turyn do Realu Madryt, które w 2001 roku kosztowały hiszpańskiego giganta 64 mln dolarów. Jedno jest bowiem pewne - Abramowicza stać na taki wydatek, a zatrudniony przez niego Luiz Felipe Scolari nie zamierza oszczędzać pieniędzy, jakie dostał na transfery. Tych do wydania ma Brazylijczyk ma mnóstwo. Jeśli tylko zechce, na letnie zakupy może wydać nawet 300 mln euro.

Zakochanemu w Kace Abramowiczowi wcześniej marzyło się pozyskanie z Liverpoolu Fernando Torresa. Jednak szybko okazało się, że młodego Hiszpania szkoleniowiec "The Reds" Rafa Benitez nie zamierza się pozbywać, nawet za 100 mln euro. Celem numer jeden Chelsea stał się więc Robinho. Za brazylijskiego pomocnika Realu Madryt Abramowicz jest w stanie zapłacić 60 mln euro.



Hojny Roman

Rosjanin, który kilka lat temu wykładał wielkie pieniądze, by z przeciętnej drużyny Chelsea uczynić ekipę mistrzowską, teraz, po dwóch latach triumfów w Premiership Manchester United, znów otworzył kurek z pieniędzmi. Hojny szef właśnie dał podwyżkę Petrowi Czechowi zarabiającemu dotąd 50 tysięcy funtów tygodniówki. W efekcie bramkarz przedłużył obowiązujący do 2010 roku kontrakt o kolejne trzy lata. Na Stamford Bridge zostanie także Frank Lampard, którego do Interu za wszelką cenę usiłował sprowadzić José Mourinho. - Nie sprzedajemy naszych najlepszych zawodników - obwieścił właśnie triumfalnie cytowany już Kenyon. To zdanie dotyczy też Didiera Drogby, coraz bardziej nieśmiało wspominającego o chęci podjęcia nowych wyzwań.

Abramowicz z zadziwiającą lekkością załatwia to, co nie udaje się innym. Luiza Felipe Scolariego swego czasu zatrudnić chciała angielska federacja. - W Anglii dziennikarze potrafią zniszczyć życie. Nie będę trenerem Anglii. Nie zamierzam niszczyć mojego życia prywatnego. Nie chcę takich sytuacji, dlatego nawet nie podejmowałem rozmów z przedstawicielami angielskiej federacji. Moja prywatność jest dla mnie bardzo ważna i nie pozwolę jej naruszać, nigdy na to nie pozwolę - mówił wtedy Brazylijczyk. A jednak ostatecznie znalazł się w Anglii. Dlaczego? - Pieniądze zdecydowały, że wybrałem Chelsea - oznajmił bez ogródek zaraz po podpisaniu umowy. Abramowicz skusił byłego selekcjonera reprezentacji Brazylii i Portugalii roczną gażą w wysokości 6 mln euro. Przy okazji od ręki sprowadził mu jego ulubieńców, José Bosingwę i Deco, wydając na nich kolejnych kilkanaście milionów.

Do nowych podbojów na rynku transferowym Abramowicz szykuje się poprzez dokonywanie transakcji "rozgrzewkowych". Włoskie media uprzejmie donoszą, że Rosjanin kupił właśnie swej życiowej partnerce, modelce Darii Żukowej, restaurację w centrum Rzymu. Za lokal wraz z szefem kuchni i kelnerami zapłacił, bagatela, 3,5 mln euro.