Pływacy odlecieli do Japonii

Pierwsza grupa polskich pływaków odleciała w poniedziałek na ostatni obóz przed igrzyskami Olimpijskim. Mistrzowie świata Mateusz Sawrymowicz i Przemysław Stańczyk oraz wielokrotna medalistka mistrzostw Europy Katarzyna Baranowska, którzy wczoraj jako pierwsi złożyli olimpijskie ślubowanie, ostatnie tygodnie spędzą na wyspie Honsiu w Japonii. Będą szlifować formę i ćwiczyć wstawanie.
Nie cierpię takich długich lotów - krzywiła się przed odlotem Baranowska. - Strasznie męczy mnie siedzenie w jednym miejscu. Szczególnie, że mam długie nogi, czuje się jak w konserwie. Oczywiście jak wszyscy pasażerowie często latający w długie trasy, także nasza zmiennistka ma swoje pomysły na przetrwanie. - Przede wszystkim śpię, wtedy czas leci szybciej. Pozostałe godziny spędza na czytaniu, oglądaniu filmów i rysowaniu. - Ale to już zależy od nastroju.

Ale najbardziej daje się jej we znaki różnica ciśnień. - Zatrzymujemy dużo wody w organizmie, puchną nam kostki itd. Czasami, nie częściej niż czasami wyglądamy nieapetycznie.

Uroda urodą, ale wszyscy nasi reprezentanci wiedzą, że na kilkanaście dni przed Igrzyskami nie jest to najważniejsze. - Najcięższe treningi na szczęście mamy już za sobą. Ale naprawdę w górach Sierra Nevada -

dostaliśmy w kość. - mówi Mateusz Sawrymowicz. Jeden z naszych faworytów do olimpijskiego medalu, liczy jednak, że katorga przyniesie jednak spodziewany efekt. Jaki? - Przede wszystkim chcemy pobić życiówki -

odpowiadają zgodnie, a na co to wystarczy okaże się w Pekinie.

Trener grupy szczecińskiej Mirosław Drozd o bardzo konkretnych celach też mówić nie chce. - Wiadomo, że Sawrymowicz jest naszym medalowym kandydatem, ale stawka na 1500 metrów bardzo się wyrównała, będzie

trzeba walczyć już w eliminacjach, by znaleźć się w finale. Dla pozostałej dwójki awans do porannych finałów jest pierwszym ważnym celem. Potem zobaczymy - mówi Drozd.

To, że finały odbędą się w godzinach porannych (między 9 a 10 czasu miejscowego) jest sporym problemem dla pływaków. - Nie jestem rannym ptaszkiem - wyznaje Stańczyk, ale dodaje jednocześnie, że pływacy do porannego wstawania są przyzwyczajeni, nieraz treningi zaczynali nawet o 6.30.

Ale wiadomo, że rano organizm nie jest tak pobudzony jak w godzinach wieczornych i wyniki zwykle są gorsze. - Musimy coś z tym zrobić, na pewno zawodnicy będą musieli kłaść się wcześnie spać - mówi Drozd.

Trener zastanawia się, czy rannego wstawania nie potrenować już w Japonii.- Trzeba wstać co najmniej 4 godziny przed startem. Pochodzić, zjeść śniadanie, wejść w dzień. Stosuje się też takie metody, że tuż po obudzenie zabiera się zawodnika na basen. Tam przepływa kilometr lub dwa w lekkim tempie i dopiero wtedy wraca się na śniadanie i dopiero potem idzie na start. Po takim poranku organizm jest już pobudzony. Takie sztuczki trzeba będzie stosować, tak robią to Amerykanie - tłumaczy.

Ale dodaje, że jeszcze tego nie próbowali. - Myślę, czy nie potrenować tego w Japonii. Zobaczymy, trzeba się nad tym zastanowić". A przysłuchująca się rozmowie przy lunchu Kasia Baranowska, mało nie krztusi się jedzeniem. "A co mam się cieszyć, że ktoś karze mi wskoczyć do basenu o piątej rano? - pyta. To zresztą nie jedyne wyrzeczenia. - Nawet nie patrz na to co teraz biorę - ostrzega trener, nakładając na talerz małą kopę smakowicie wyglądających ciasteczek.- Tam jest łosoś.

Baranowska ostentacyjnie wzdycha, ale nakłada sobie trochę ryby i sałatę. Bo przecież wszystkie wyrzeczenia ma zrekompensować sukces w Pekinie.