Proces "Fryzjera". Sędzia do obserwatora PZPN: Ty cwelu!

Piłka nożna. - Ty cwelu! Ty bydlaku! - tak wyglądała rozmowa pomiędzy międzynarodowym sędzią piłkarskim Krzysztofem S. oraz obserwatorem PZPN Krzysztofem Perkiem, którzy kłócili się o podział pieniędzy za ustawiony mecz.
W procesie sądowym o ustawianie meczów piłkarskich Arki Gdynia oskarżonych jest 17 osób. Jednym z głównych oskarżonych jest Ryszard F., pseudonim "Fryzjer". Prowadzony we Wrocławiu proces trwa już ponad siedem miesięcy, teraz zeznania składają świadkowie.

Niezwykle wymowne i kompromitujące środowisko piłkarskie w Polsce są opowieści Krzysztofa Perka, byłego szefa obsady sędziowskiej w PZPN i przewodniczącego Kolegium Sędziów w Wielkopolsce. Prokuratorzy oskarżyli go m.in. o przyjmowanie łapówek w zamian za korzystne ocenianie sędziów prowadzących mecze: Arki Gdynia z Kujawiakiem Włocławek, rozegrany 7 maja 2005 roku, i Kujawiaka z Piastem Gliwice, do którego doszło 25 sierpnia 2004 roku. Perek we wtorek zeznawał we wrocławskim sądzie.

Premia dla obserwatora

Z jego zeznań złożonych w czasie przesłuchań w prokuraturze i w sądzie wynika, że przedstawiciele Arki oferowali sędziom i obserwatorom specjalne pieniądze za wygranie meczu przez ten klub.

- Gdy przyjechałem na stadion do Gdyni, już czekał na mnie Wojciech Wąsikiewicz [były trener i dyrektor sportowy Arki - przyp. red.]. Otwarcie powiedział do mnie: "Jak Arka wygra z Kujawiakiem, to będzie premia dla obserwatora". Później poprosił mnie, abym porozmawiał z sędzią Krzysztofem S. z Tarnowa i powiedział, że są pieniądze za mecz. Mówił wtedy, że S. dostanie 15 tys. zł, jeśli wynik będzie korzystny dla Arki. Wąsikiewicz dodał też, że jak wcześniej rozmawiał z S., to ten nerwowo machał rękami. Wąsikiewicz był zdezorientowany i nie wiedział, o co chodzi - tłumaczył Perek.

- I co, rozmawiał Pan z arbitrem? - dopytywał się we wtorek w sądzie sędzia Wiesław Rodziewicz.

- Tak, przed meczem podszedłem do niego na boisku w momencie, kiedy w pobliżu nie było żadnego z asystentów. Okazało się, że S. był zły i machał rękami dlatego, że Wąsikiewicz mówił mu o pieniądzach za ustawienie meczu przy osobach trzecich, a to jest przecież niedopuszczalne! Powtórzyłem mu to, o co prosił Wąsikiewicz, i poszedłem - wspominał Perek.

Pojedynek wygrała Arka 1:0. Ale piłkarze zespołu z Gdyni byli niezadowoleni z sędziowania i mieli pretensje, że arbiter sprzyjał rywalom. Według Perka sędzia S. po spotkaniu powiedział mu, żeby spotkali się na kolacji. - Odmówiłem, gdyż musiałem wracać do domu do Poznania - opowiadał obserwator PZPN. - Przed budynkiem klubowym czekał na mnie Wojciech Wąsikiewicz i poprosił, abym wszedł z nim do środka. Tam w jednym z pokojów siedział jakiś działacz, którego nie znałem. Wąsikiewicz wsunął mi do torby kopertę i powiedział: "To jest Arka!".

- Nie zapytał Pan, co w niej było? - drążył sędzia Rodziewicz. - Nie. Spodziewałem się, że pieniądze albo jakiś prezent, może alkohol - tłumaczył się obserwator.

- Ale za co były te pieniądze? - dopytywał sędzia. Jednak Perek nie potrafił konkretnie tego wyjaśnić. - Ja nie żądałem pieniędzy, byłem tylko przekaźnikiem.

- Czyli wziął Pan 20 tys. zł i pojechał do domu? - zapytał sędzia Rodziewicz. - Tak - odparł obserwator.

Ty cwelu! Ty bydlaku!

Następnego dnia rano arbiter Krzysztof S. zadzwonił do Perka.

- Zachowywał się wulgarnie, ordynarnie. Wyzywał mnie i domagał się pieniędzy za mecz. Zarzucał, że zabrałem całą kasę z meczu. Krzyczał do mnie: "Ty cwelu!". Odpowiedziałem mu: "Ty bydlaku". Domyśliłem się, że jest pijany, dlatego rozłączyłem się i później nie odbierałem już telefonu - tłumaczył Perek.

Później z Perkiem skontaktował się Wąsikiewicz, który też mieszka w Poznaniu. Narzekał, że arbiter dzwoni do niego z pretensjami, że nie dostał swojej działki od obserwatora. Obydwaj umówili się na stacji Poznań Garbary, gdyż 200 m od niej mieszkał Perek.

- Przy Wąsikiewiczu zadzwoniłem do Krzysztofa S. do Tarnowa i powiedziałem, żeby się nie denerwował, bo pieniądze są u mnie w depozycie - mówił Perek.

Nagrany na monitoringu

Już następnego dnia rano Krzysztof S. skontaktował się z obserwatorem PZPN. - Zadzwonił i powiedział, że jest już w Poznaniu - wspomina Perek. - Jechał z Tarnowa na mecz do Płocka i nadrobił spory kawał drogi, aby jechać przez Poznań. Ponad 300 km. Powiedziałem, żeby przyszedł do mnie do domu po pieniądze. Początkowo chciał się spotkać na mieście, ale ostatecznie się zgodził. W środowisku piłkarskim mówiło się o S., że o takich rzeczach rozmawia tylko z jedną osobą. W innym wypadku zrywa spotkanie. Chciałem mieć dowód, że przekazałem pieniądze arbitrowi, i jego wizytę nagrałem na domowym monitoringu. Na kasecie nagrało się, jak S. wchodzi od mnie i potem ze mną wychodzi z domu. Sam moment wręczania pieniędzy w środku, kiedy przekazałem mu 10 tys. zł, nie nagrał się. Po jego wyjściu natychmiast włączyłem w telewizji stację TVN24, aby było widać dokładnie, którego dnia i o której godzinie S. był u mnie w domu. Kasetę dołączyłem do moich zeznań i przekazałem prokuratorom prowadzącym sprawę - szczegółowo wspominał Perek.

Jednak S. był nadal niezadowolony, gdyż dostał tylko 10, a nie 15 tys. zł. - Wąsikiewicz opowiadał, że arbiter zadzwonił potem do prezesa Arki i otwartym tekstem krzyczał, że nie dostał całej kasy. Dla mnie to niezrozumiałe, jak on tak mógł wydzwaniać i jeszcze upominać się o pieniądze - spokojnie mówił obserwator Perek.

Pozdrowienia od Rysia

Innym meczem, za który Perek jako obserwator wziął pieniądze, było spotkanie Kujawiaka Włocławek z Piastem Gliwice. Perek na polecenie Ryszarda F., pseudonim "Fryzjer", miał wpłynąć na sędziego, aby ten sprzyjał Kujawiakowi. Przed meczem obserwator PZPN podszedł do sędziego i przywitał się z nim słowami: "Pozdrowienia od Rysia". - To miał być znak rozpoznawczy dla arbitra, chyba Piotra Kotosa z Wrocławia, że wszystko jest ustalone - tłumaczył Perek. Zespół z Włocławka wygrał 2:1.

- Po meczu umówiliśmy się z sędzią, że spotkamy się gdzieś na trasie. Zatrzymaliśmy samochody, on wsiadł do mojego i wręczył mi 5 tys. zł. Potem dostawałem telefony w sprawie oceny tego sędziego, ale nie powiedziałem, jaką mu wystawiłem. To była tajemnica, a ja mam swoje zasady! - podkreślał lekko oburzony Perek.

Na pytanie sędziego Wiesława Rodziewicza, czy zna Ryszarda F., pseudonim "Fryzjer", były szef obsady sędziowskiej PZPN nie zaprzeczał. - Znaliśmy się, spotykaliśmy się też towarzysko. Dzwoniliśmy do siebie, on lubił wypytywać o sędziów. F. działał przecież w strukturach związku. Pamiętam, że prezes Okręgowego Związku Piłkarskiego w Pile wyprawiał uroczystości z okazji imienin czy urodzin Ryszarda F. Składaliśmy mu wtedy życzenia, śpiewaliśmy - przypomniał sobie Perek. Widać było jednak, że nie chciał pogrążać Ryszarda F. i nie sypał go.

Łapówki w pudełkach po butach?

Perek przyznał, że obstawiał mecze w zakładach bukmacherskich. - Ale grałem tylko w ligi zagraniczne. Władze związku zabroniły przecież, aby osoby związane z PZPN obstawiały ligi polskie - tłumaczył Perek.

Sędzia Rodziewicz wypytywał też o pudełka po butach. W trakcie śledztwa niektóre osoby opowiadały, że Perek miał brać łapówki u siebie w domu, a dający dla niepoznaki mieli je przynosić właśnie w pudełkach po butach.

- Nie mam zielonego pojęcia, o co chodzi. To były tylko insynuacje prasowe - bronił się Perek.

- Perek bardzo dużo wie. Szkoda, że w czasie śledztwa niewiele powiedział, gdyż z jego wiedzą mógłby w PZPN spowodować trzęsienie ziemi - mówił kiedyś jeden z policjantów prowadzących śledztwo.

W procesie Arki Gdynia w sumie oskarżono 34 osoby. 17 z nich przyznało się do winny i dobrowolnie poddało karze. W tej grupie znaleźli się właśnie Krzysztof Perek i Wojciech Wąsikiewicz, którzy w procesie "Fryzjera" występują jako świadkowie. W środę dalszy ciąg procesu.