Z dłuższą tyczką doskoczyć do medalu

Znów tylko rekordzistka świata Jelena Isinbajewa skacze lepiej o tyczce od Polek Moniki Pyrek i Anny Rogowskiej. Czy to oznaczać może dwa medale olimpijskie dla Polski?
Można by tak uznać, analizując wyniki ostatnich mityngów, a zwłaszcza Złotej Ligi w Rzymie i prestiżowego DN Galan w Sztokholmie. Po trudnych latach 2007 i 2006 Polki wracają na miejsca tuż za Isinbajewą.

Na szwedzkim stadionie z 1912 roku, na którym pobito 83 rekordy świata, Rosjanka w bardzo trudnych warunkach skoczyła we wtorek 4,85 m, Polki - 4,70 m (Pyrek) i 4,60 m (Rogowska). Podczas zawodów Golden League w Rzymie Pyrek też przegrała tylko z Rosjanką, która pobiła wówczas swój 22. rekord świata - 5,03 m.

- Wiem, że jak wszystko zrobię najlepiej, jak umiem, to nikt nie ma ze mną szans. Sorry (Prastitie) - mówi Rosjanka i zdaje się, że ma rację. Po zmianie trenera w 2005 roku z Jewgienija Trofimowa na byłego trenera Sierhija Bubki Witalija Pietrowa, po zmianie miejsca zamieszkania z Wołgogradu na Monte Carlo (- Przestałam być prowincjuszką - mówiła Rosjanka), wreszcie po zmianie techniki (- Dla kogoś, kto żyje skokami, różnica jest olbrzymia - stwierdziła po zawodach w Rzymie i Sztokholmie Monika Pyrek) Isinbajewa znalazła się na lekkoatletycznym Marsie, całkowicie nieosiągalnym dla innych ziemskich istot.

Nawet rekord w Rzymie pobiła z 10-centymetrowym zapasem.

Pytanie więc, kto w Pekinie zajmie drugie i trzecie miejsce. Niestety, wrażenie, że łatwo miejsca te zajmą Polki, a zwłaszcza Monika Pyrek, jest złudne. Polki wciąż mają olbrzymią konkurencję.

Brazylijka Fabiana Murer rozwija się błyskawicznie. W tym roku skoczyła 4,80, czyli wyżej niż Pyrek. Był to tylko jeden co prawda skok w warunkach idealnych, w gorącym Sao Paulo, ale skok ważny. W Pekinie pogoda też będzie taka i być może jest szansa na jeden taki skok dający medal.

Ale najgroźniejszymi przeciwniczkami Polek do miejsc na podium będą Rosjanka Swietłana Fieofanowa i Amerykanka Jennifer Stuczynski. - Swietłana jest doświadczona i wie, jak skakać pod presją, gdy ważna jest ostatnia próba - mówi Pyrek. - Uważam, że będzie najgroźniejszą przeciwniczką.

Na razie Rosjanka omija mityngi w Europie - startowała tylko w Madrycie (4,75 m) - podobno z powodu kłopotów z wizami do strefy Schengen. Pod nieobecność Isinbajewej została mistrzynią Rosji. Podobnie Stuczynski - choć zaplanowała dotąd trzy mityngi w Europie, nie wystartowała w żadnym.

Moim zdaniem najciężej Polkom będzie właśnie ze Stuczynski, o ile ona sama nie napyta sobie kłopotów. Amerykanka - jeśli trzymać się kosmicznej terminologii - przeskoczyła z Ziemi na Księżyc w drodze na Marsa. Jako jedyna oprócz Isinbajewej przekroczyła barierę 4,90.

To twarda dziewczyna, typ kowbojski. Kiedy przychodzi w stanie Nowy Jork zima, Stuczynski trenuje w lotniczym hangarze, na betonowym podłożu, o rozbiegu zbitym z desek jak na sopockim molo, przy włączonych dwóch farelkach. Dla porównania, Polki trenują w ciepłych krajach, a jeśli - zwykle krótko - są zimą w Polsce, to ćwiczą w profesjonalnych salach Spały lub Neubrandenburga (to zaledwie 60 km od Szczecina, gdzie mieszka Pyrek).

Jeszcze cztery lata temu Amerykanka była gwiazdą w koszykarskiej drużynie w lokalnym college'u, a już rok temu osiągnęła 4,88 m. Po tym imponującym skoku w Nowym Jorku była jedną z faworytek mistrzostw świata w Osace. Ale na kilka dni przed najważniejszym startem sezonu postanowiła przetestować skocznię i nabawiła się kontuzji - prawdziwy konkurs skończyła na rozczarowującym 10. miejscu. - To było lekkomyślne, ja nigdy bym tak nie postąpiła - skomentowała rok temu wyskok Amerykanki Pyrek. Ale Jenn już taka jest i ją za to kochają. W tych dniach w rodzinnych stronach Amerykanki można kupić za 15 dol. proporczyk wsparcia tyczkarki, która szuka w ten sposób funduszy na podróż rodziców do Pekinu. Jest niemal pewne, że uzbiera. Podobne wsparcie ma również Pyrek, choć jest to raczej wsparcie instytucjonalne - szefem jej klubu jest Paweł Bartnik, jednocześnie radny i filar wsparcia. Podobno specjalnie dla Moniki przygotowano halę pod trybunami stadionu MKS-u, ale... okazała się za niska. Szczecin stoi tak mocnym i szerokim murem za tyczkarzami, że nawet zorganizuje specjalny mityng ostatniej szansy na olimpijskie minimum dla Przemysława Czerwińskiego - na dzień przed ostatecznym deadlinem.

Nie wiadomo, czy Isinbajewa zacznie występ w Pekinie od 4,75 m, czy odpuści tę wysokość, co właściwie wykończyłoby psychicznie rywalki i tak niewierzące w zwycięstwo. - Ja jednak mam w zanadrzu niespodziankę ekstra. Jeszcze nieprzetestowaną na zawodach tyczkę dłuższą o pięć centymetrów. To moja tajna broń - mówi Pyrek.

Ostatni przedolimpijski start praktycznie wszystkich tyczkarek świata oprócz Stuczyński - 29 lipca w Monte Carlo.