Słomiński: Może będą medale

- Szanse na medale w Pekinie mają Otylia Jędrzejczak, Paweł Korzeniowski i Mateusz Sawrymowicz. Dla pozostałych sukcesem jest już wyjazd na igrzyska - mówi trener pływaków Paweł Słomiński
Jędrzejczak: Nie chodzi o miejsce, ale o satysfakcje z pływania »

Otylia Jędrzejczak i Paweł Korzeniowski odlecieli do Japonii, aby w cieplarnianych warunkach w tej samej strefie czasowej i klimatycznej przystosować się do warunków azjatyckich. Igrzyska zaczynają się 8 sierpnia. Najlepsza polska pływaczka będzie bronić w Pekinie tytułu mistrzyni olimpijskiej na 200 m st. motylkowym. Wystartuje też na 100 m mot. lub 400 m st. dowolnym oraz w sztafecie 4 x 200 m.

Trener Paweł Słomiński uważa, że Otylia jest w formie takiej jak przed mistrzostwami świata w 2005 r. W Montrealu pobiła wtedy rekord świata. Jednak wówczas trener mówił, że nie ma pojęcia, skąd wzięła się jej forma. Po igrzyskach w Atenach najlepsza polska pływaczka wzięła bowiem kilkumiesięczny urlop i trenowała nieregularnie. W tym sezonie w swojej ulubionej konkurencji ma dopiero 9. czas na świecie.

Paweł Korzeniowski również wystartuje na 200 m st. motylkowym (oraz 100 mot. lub 400 dow. i w sztafecie 4 x 200 m) i będzie miał fantastyczną okazję ścigania się z samym Michaelem Phelpsem. Amerykanin chce w Pekinie wygrać osiem finałów, aby pobić rekord legendarnego Marka Spitza z igrzysk w Monachium w 1972 r. Korzeniowski chce mu to mocno utrudnić. - Z Phelpsem wygrać będzie bardzo ciężko. Facet jest niesamowity, nie wiem czy ktokolwiek będzie w stanie nawiązać z nim walkę. Jeśli komuś się uda, sukces i satysfakcja będą jednak podwójne - stwierdził Korzeniowski.

Pływacy odlecieli do Japonii »

Słomiński: Nigdy nie deklaruję, że będą medale

Jakub Ciastoń, Michał Pol: Na ile medali liczy pan w Pekinie?

Paweł Słomiński: - Przygotowujemy się do igrzysk od trzech i pół roku, spędzamy po 300 dni na zgrupowaniach. Jesteśmy zmotywowani, żeby walczyć i dobrze przygotowani. To mogę obiecać. Ale nigdy nie deklaruję, że będą medale.

Ale po igrzyskach w Atenach mówił pan o wieloletnim planie dla polskiego pływania, który zakładał powtórzenie wyniku w Pekinie, czyli co najmniej trzy medale.

- Pamiętam, że zaznaczałem nawet w Ministerstwie Sportu, że niekoniecznie ma to być Otylia. Myślałem też o Korzeniowskim, potem pojawił się Sawrymowicz. I wierzę, że właśnie oni o medale powalczą.

W jakiej formie jest Otylia, czy rzeczywiście w takiej, jak przed MŚ w Montrealu, gdzie biła rekord świata?

- Porównując wyniki z treningów, a także pomiary zakwaszenia krwi i inne wskaźniki, mogę powiedzieć, że jest w porównywalnej formie jak przed Montrealem, a także zeszłorocznymi startami w Paryżu i Chibie, gdzie osiągnęła swoje czwarte i piąte czasy w życiu.

Czy to wystarczy do medalu?

- Trudno powiedzieć. Patrząc na Otylię dziś i opierając się na innych informacjach, jak np. pomiarach tkanki tłuszczowej, na pewno jest dobrze przygotowana do igrzysk. Powinna walczyć na bardzo wysokim poziomie. Ale pamiętajmy o psychice. MŚ w Melbourne pokazały po raz kolejny, jak ważna jest u Otylii psychika, czyli nastawienie do walki. Jeśli ma zdobyć medal, musi mieć w sobie "chęć do wygrywania", a nie "lęk przed przegraną". Jeśli tak będzie, Otylia znów będzie taka, jaką widzieliśmy już wiele razy.

Otylia mówi, że "balon z oczekiwaniami jest bardzo mocno napompowany". Co to znaczy?

- Że jest kobietą. Jednego dnia ten balon może ją nakręcać do rywalizacji. Bo Otylia tak naprawdę lubi szum wokół swojej osoby. Ale następnego dnia ten balon może ją przytłaczać. Najważniejsze będzie nastawienie podczas zawodów. Cały czas powtarzam jej, że rywalizuje tylko z ludźmi, a nie z robotami.

Ma w tym roku dopiero dziewiąty czas na 200 m delfinem.

- Rywalki zrobiły ogromny postęp, ale stosunkowo niedawno, jak np. Brytyjka Jemma Lowe. W Pekinie będą płacić frycowe, tak jak Otylia na swoich pierwszych igrzyskach w Sydney. W półfinale pobiła rekord Europy, ale w finale już tak dobrze nie popłynęła [była piąta]. Teraz jedzie na trzecie igrzyska i powinna znać swoją klasę. Nic poza tym. Musi odsunąć emocje na bok, nie denerwować się i skoncentrować na tym, żeby dobrze skoczyć, wykonać nawrót, rozłożyć tempo i dotknąć ściany na mecie.

Co z Pawłem Korzeniowskim?

- Paweł zrobił ogromny krok naprzód, jeśli chodzi o mobilizację, o podporządkowanie się reżimowi treningowemu, ale wciąż jest typem zawodnika, który jest roztrzepany, ciągle coś gubi, o czymś zapomina. To przekłada się na trening, bo mało pracuje nad techniką. Potem na zawodach okazuje się, że przegrywa o setne sekundy. I przegrywa właśnie przez te małe techniczne braki, a nie przygotowanie motoryczne. Wolę zawodników bardziej poukładanych, takich jak Otylia, która ma wszystko złożone w kostkę i cały dzień rozpisany minuta po minucie. Wiem, że to mocne słowa o Pawle, ale mówię je, bo uważam, że jak ktoś już nie ma niczego do poprawienia, to przestaje być twórczy. Ale ten luz Pawła ma też swoje zalety, bo jest rzadziej sparaliżowany. W jego przypadku psychika nie jest tak istotna jak u Otylii.

Czy Korzeniowski może pokonać na 200 m delfinem Michaela Phelpsa, który mierzy w osiem złotych medali?

- Sportowcy nie mogą mówić, że czegoś nie da się zrobić. Ian Thorpe wpadł do wody podczas kwalifikacji przed Atenami, więc jednak został pokonany. Oby tak się stało z Phelpsem. Ale bądźmy realistami. Na dziś Amerykanin jest poza zasięgiem nie tylko Pawła, ale wszystkich na świecie. To jest facet, który pływa na poziomie rekordów świata praktycznie we wszystkich konkurencjach, może za wyjątkiem żabki. To fenomen. Ale z drugiej strony uważam, że tacy zawodnicy jak Paweł, gdyby się bardziej skoncentrowali, mogliby w przyszłości z nim powalczyć. Ale to trzeba zrobić w rzeczywistości, a nie tylko o tym mówić, tak jak cztery lata temu, gdy Paweł powtarzał, że pokona Phelpsa. Słowa zaczął zamieniać w czyn niedawno Ryan Lochte na 200 m kraulem, który co prawda przegrał z Phelpsem w amerykańskich kwalifikacjach, ale pobił jego poprzedni bardzo wyśrubowany rekord świata i był bardzo blisko...

Mateusz Sawrymowicz?

- Mateusz, zdobywając złoto na MŚ w Melbourne, pokazał, że stać go na bardzo wiele. Jeśli w Pekinie na 1500 m uzyska podobny wynik albo lepszy, to na pewno włączy się do walki o medale. Ma możliwości, ale nie zaglądam w notes trenera Mirosława Drozda, to jego zawodnik.

Czy ktoś jeszcze może powalczyć o medal? Będzie jakiś czarny koń?

- Sęk w tym, że w pływaniu rzadko są czarne konie. Niech Otylia powalczy o powtórkę z Aten. Niech Paweł zdobędzie jakikolwiek medal na 200 m delfinem, a Mateusz wywalczy medal na 1500 m kraulem.

Do Pekinu jedzie jeszcze 14 pływaków...

- Bądźmy szczerzy. Dla pozostałych sukcesem jest już sam wyjazd na igrzyska. Jeszcze większym byłby awans do finałów.

Czy zabieracie ze sobą do Chin słynne namioty tlenowe?

- Doktor Robert Śmigielski już poleciał z całym sprzętem. Mamy namioty tlenowe, tzw. ice-coole [gumowe wanny napełniane lodowatą wodą lub lodem]. Nie wiemy jeszcze, czy i na ile będziemy z nich korzystali. Otylia pewnie będzie chciała korzystać ze wszystkiego. Paweł to typ bardziej wierzący w siebie, więc pewnie uzna, że wystarczy mu, jak dobrze się wyśpi. On mówi, że pod folią mu duszno.

Rekordzistka świata Jessicah Schipper bierze od niedawna mocniejszy lek na astmę [który może też poprawiać jej wydolność]. Co pan na to? Otylia też jest astmatyczką.

- Sama nie mogła nic zmienić. Widocznie jej lekarz uznał, że powinna wzmocnić dawkę. Na pewno był to jednak środek zgodny z przepisami WADA [Światowa Agencja Antydopingowa]. Jeśli takie mocniejsze leki są lepsze, to Jessicah ma prawo jej brać. Nasz pulmunolog też przepisał Otylii leki, które powinna brać.