Leo Beenhakker: Miałem chwile zwątpienia

- Najgorsze, co cię może w życiu spotkać, to ludzie, którzy udają przyjaciół, kiedy cię potrzebują, a kiedy się odwrócisz, wbiją nóż w plecy. Dlatego, gdy okazało się, że działacze PZPN bezpodstawnie zarzucali mi różne rzeczy, wpadłem w szał. Mogłem przed nimi stać pięć godzin i walczyć twarzą w twarz - mówi selekcjoner reprezentacji Polski.
Racing zamieni Ebiego na Binyę?

Piszczek wchodzi z ławki i strzela

Kuszczak broni, Manchester gromi

Robert Błoński, Michał Pol, Michał Szadkowski: Kilka miesięcy temu mówił pan, że pracę w Polsce podzielił pan na cztery etapy. Zaczynające się za kilka tygodni eliminacje MŚ będą trzecim. Trudniejszym od poprzednich?

Leo Beenhakker: - Oczywiście, bo w eliminacjach do Euro graliśmy aż 14 spotkań. Teraz mamy tylko 10. To oznacza, że jeśli popełnimy błąd, trudno będzie stratę odrobić. Mniej szans na wpadkę będą mieć także nasi rywale. Pamiętajcie też, że kiedyś słabe piłkarsko kraje dziś dzięki olbrzymiej pracy niesamowicie się rozwijają. Wspomnicie moje słowa. Obserwujcie Białoruś, Ukrainę, Armenię, Azerbejdżan. Oni mają pieniądze na piłkę nożną i robią z nich świetny użytek. Najlepszym przykładem jest Rosja, która w kilka lat zbudowała futbol od zera. Kiedy dwa lata temu Guus Hiddink zaczynał tam pracę, jego piłkarze nie mieli gdzie trenować. My jesteśmy w takiej samej sytuacji obecnie. Nawet w stolicy Polski. Przed sierpniowym meczem z Ukrainą piłkarze przyjadą do Warszawy w niedzielę. W poniedziałek po południu chcieliśmy urządzić porządny trening. Nie mielibyśmy gdzie, gdyby nie uprzejmość Polonii Warszawa. Dobrze by było, gdyby zamiast po przegranych mistrzostwach zmieniać trenera, ktoś pomyślał o tym, by wybudować kilka boisk treningowych. Na pewno skutki będą lepsze.

Podobnie jak z boiskiem treningowym wygląda sprawa szukania stadionu na eliminacyjny mecz ze Słowenią...

- Nie możemy grać w Chorzowie, bo wymieniają płytę. W Poznaniu i Krakowie przebudowują stadiony. W Kielcach nie zgodzili się z powodów bezpieczeństwa. Został nam Wrocław. Nie znam tego obiektu, dopiero się tam wybieram. Wyobrażacie sobie? Reprezentacja nie ma gdzie zacząć eliminacji do mundialu. Musimy rozmawiać o tym, czy trzymać w kadrze Krzynówka i Żurawskiego, ale prawdziwym problemem polskiej piłki nie jest ani jeden, ani drugi. To nie jest śmieszne, tylko smutne. Trudno w takiej sytuacji zachować pewność siebie i entuzjazm do pracy. Na szczęście mam dużo wiary w umiejętności polskich piłkarzy. Oni mnie najbardziej motywują. I oczywiście kibice. Spotykam ich na ulicy, zachowują się fantastycznie.

Beenhakker powołał kadrę

Oceniający pana po Euro zarząd PZPN już tak miły nie był...

- Wszyscy byli rozczarowani słabą grą na mistrzostwach Europy. Ja także. Możemy to dokładnie przeanalizować, ale na samym końcu dojdziemy do bardzo prostego wniosku: nie byliśmy wystarczająco dobrzy. Trzeba więc się zastanowić, co zrobić, byśmy byli. Jestem gotowy odejść w każdym momencie, pod warunkiem że ktoś mi zagwarantuje, że pomoże to w rozwoju polskiego futbolu. Zwalnianie trenera po każdym przegranym turnieju powtarza się w Polsce od 2002 r. Tylko czy dzięki temu nasz futbol jest lepszy? Czy rozwiązaniem wszystkich problemów ma być wymiana jednego człowieka? Niech chodzi o mnie, tylko o zasadę, jaką kierowano się w ostatnich latach. Powtarzam, jeśli jutro na Okęciu wyląduje José Mourinho i powie, że wie co zrobić, by w polskim futbolu działo się lepiej, serdecznie go przywitam i wyjadę.

A jak pan zareagował, gdy zarząd zarzucił panu nieuczciwość. Przy powołaniach do kadry miał pan stawiać na graczy związanych z kierownikiem reprezentacji Janem De Zeeuwem?

- Trener musi wybierać. Kadrę, szesnastkę meczową, taktykę, ustawienie, zmiany itp. Każdy może mieć swoje zdanie na temat moich wyborów. Jak wystawię Jakuba Wawrzyniaka, możecie uznać, że powinienem postawić na Pawła Golańskiego. Ja to rozumiem, bo futbol jest dla wszystkich. Tak jest w każdym kraju. Kiedy Luis Aragones nie zabrał na Euro Raula, w Hiszpanii każdy miał zdanie na ten temat. We Francji dyskutowano o Trezeguecie, a w Holandii o Seedorfie i van Bommelu. Oczywiście dyskusja ustaje po zwycięstwach, a wybucha po porażkach. To część futbolu, mojej i waszej pracy. Kłopot zaczyna się, gdy ktoś zarzuca ci, że twoje wybory wynikały z osobistych interesów. Powiedziałem działaczom, że nie mają prawa podważać mojej uczciwości. Przez całe życie dostawałem pieniądze wynikające z zapisów w kontrakcie. Nigdy nie zarobiłem nawet złotówki na lewo, a miałem mnóstwo ofert. Za rozegranie meczu towarzyskiego z Realem, wystawianie piłkarzy poleconych przez agentów. Nigdy nawet o tym nie pomyślałem.

A o odejściu?

- Nie, ale przyznaję, że był moment, kiedy zacząłem tracić wiarę w sens tej pracy. Wytłumaczę wam to. Jestem człowiekiem, który nie boi się konfrontacji, można ze mną dyskutować o każdym aspekcie pracy. Pod warunkiem że nie robi się tego za moimi placami. Tego nienawidzę. Najgorsze, co cię może w życiu spotkać, to ludzie, którzy kiedy cię potrzebują, są mili, udają przyjaciół, a kiedy się odwrócisz, wbijają nóż w plecy. Dlatego, gdy okazało się, że działacze PZPN bezpodstawnie zarzucali mi różne rzeczy bez mojego udziału, wpadłem w szał. Mogłem przed nimi stać i pięć godzin i walczyć twarzą w twarz.

A jak pan zareagował, gdy zarząd domagał się usunięcia ze sztabu wszystkich Holendrów?

- To było bardzo głupie. Nikt nie zastanawiał się, jakie kwalifikacje ma Frans Hoek. Chcieli go wyrzucić tylko dlatego, że jest Holendrem. Co to za powód? To nie jest mój przyjaciel, nie zapraszamy się na Wigilię. Łączy nas praca. To facet szanowany na całym świecie. Uważają go za jednego z najlepszych trenerów bramkarzy. W Anglii za nim szaleją. Zapytajcie Artura Boruca, co myśli o Fransie. Łukasz Fabiański przywiózł na zgrupowanie swoje mecze z Arsenalu, by razem z nim je przeanalizować. Przy każdej akcji pytał, co zrobił dobrze, a co źle. Doprowadzali mnie do szału, bo jedna sesja trwała nawet pięć godzin. A ci siedzieli z nosem w laptopie.

Andrzej Dawidziuk, któremu Hoek pomaga, nazywa go swoim profesorem.

- Widać, że dużo się od niego uczy. Tym bardziej nie rozumiem pomysłu zarządu. Frans będzie do nas dojeżdżał tylko na spotkania eliminacji.

Tomasz Kuszczak oskarżył Hoeka o spowodowanie kontuzji, która wyeliminowała go z Euro.

- Tomek przyjechał do nas dwa dni po finale Ligi Mistrzów, w piątek. Powiedział, że czuje się zmęczony. Spytałem, czy chce za trzy dni zagrać z Macedonią. Odparł, że tak. Nie zająknął się o kontuzji. W weekend daliśmy mu odpocząć. Po poniedziałkowym meczu powiedział, że grał z urazem. Zabraliśmy go do doktora i daliśmy trzy dni odpoczynku. Nie robił nic. Dopiero wtedy zaczął trenować. Nie robił nic ponad to, co Boruc i Fabiański. Zarzuty w stosunku do Fransa są idiotyczne. Wiem, że nie potrafili się dogadać. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że Tomek każdą dyskusję kończył zdaniem: "Jestem bramkarzem Manchesteru United". Odpowiadałem: "No i co???".

A sprawa Jakuba Błaszczykowskiego? Po jego wyjeździe ze zgrupowania dużo mówiło się o kłótni między wami.

- To bzdury. Kontuzja Kuby uderzyła w nas wszystkich. To nasz Cristiano Ronaldo. Nie śmiejcie się, wiem, że prezentują inny poziom, ale są piłkarzami tego samego typu.

Skoro atmosfera była dobra, to dlaczego występ Polski na Euro zakończył się klęską?

- To proste. Trzeba się zastanowić, jak dobrzy możemy być. Zawsze przypominam piłkarzom mecz z Portugalią w Chorzowie. Mówię im: "Tak możecie grać". Następnym krokiem jest sprawienie, by powtarzali występ z tego pamiętnego wieczoru. To tak jak z muzyką. Są grupy, które stworzą jeden hit. Dobre są jednak te, których kariera trwa 20 lat i tworzą hit za hitem. My z różnych przyczyn nie potrafiliśmy na Euro powtórzyć wyczynu z Chorzowa. Poza wynikami najbardziej denerwuje mnie fakt, że nie graliśmy w Austrii na swoim normalnym poziomie. Mieliśmy ledwie kilka momentów. Z Niemcami generalnie zagraliśmy dobrze, przez kilka minut drugiej połowy nawet bardzo dobrze.

Dlaczego zawiedli liderzy - Krzynówek, Smolarek, Żurawski?

- Formy nie kupuje się na targowisku. Z piłkarzami jest jak z dziennikarzami. Wam też jednego dnia napisanie tekstu zajmuje godzinę, a innego pięć. I nie wiecie dlaczego. Wszyscy moi piłkarze, zwłaszcza starsi, którzy byli sfrustrowani po występach na mistrzostwach świata w Korei i Japonii oraz w Niemczech zrobili wszystko, by na Euro zaprezentować się jak najlepiej. Wszystko robili dobrze. Wierzyli, że mogą wygrać z Niemcami. Po głupich błędach przegraliśmy i nie potrafiliśmy odbudować się przed spotkaniem z Austrią. Pierwsza połowa tego meczu była katastrofą. W szatni byłem zły, jak nigdy wcześniej. Po przerwie było coraz lepiej i kiedy wszystko zaczęło się układać, zostaliśmy znokautowani tym pieprzonym karnym. Ale i tak na Euro wyszło, że Polacy nie potrafią grać pod presją. A także to decyduje, jakim jesteś piłkarzem.

Czterech lepszych od Smolarka w Racingu

Wie pan dlaczego?

- Trzeba wrócić do początków kariery moich piłkarzy. Na spotkaniu z zarządem PZPN spytałem, dlaczego w Polsce nie istnieje liga juniorów. Reakcji nie było, może to dla nich za trudne. A powinno to wyglądać tak jak w Hiszpanii. 16-letni piłkarz Realu Madryt gra w lidze z Barceloną, Valencią, Sevillą. Wiecie, co oznacza dla takiego dzieciaka mecz w białej koszulce "Królewskich" na mini stadionie Barcy? Przed 15 tys. Katalończyków? On w ten sposób uczy się radzenia sobie z presją. W Holandii 18-latkowie występują w meczach młodzieżowych drużyn Ajaksu i Feyenoordu. To taki mecz, jak w Polsce spotkanie Arki z Lechią. Nawet na tym poziomie uczą się odpowiedzialności i gry w piłkę, bo w tych drużynach przypadkowych ludzi nie ma. W Polsce młodzi piłkarze Wisły trenują cały tydzień, w sobotę pobiją lokalnego rywala 9:0 - i jest ok. Nie ma presji, nie ma odpowiedzialności. Bo co za różnica czy wygrają 9:0, czy 6:1??? Efekt jest taki, że 18-latkowie z Włoch, Portugalii czy Hiszpanii są gotowi do gry na najwyższym poziomie. W takim wieku karierę zaczynał Wesley Sneijder czy Rafael van der Vaart. Kiedy pracowałem w Ajaksie, wyjeżdżaliśmy na mecze towarzyskie nawet z drużynami U-14. W Brazylii spotkaliśmy się z Cruzeiro czy Flamengo. I wymagaliśmy od nich zwycięstw. Bo po to wychodzi się na boisko. A w Polsce z presją piłkarze spotkają się dopiero, gdy debiutują w Ekstraklasie.

Artur Boruc od zawsze z presją radzi sobie świetnie, na Euro grał fantastycznie, ale mimo to ciągle jest graczem Celticu Glasgow

- Dajcie spokój. To dla niego świetne miejsce. Ma mnóstwo roboty. Co tydzień jest pod wielką presją, bo to klub, który zawsze musi wygrywać.

Oprócz niego na Euro dobrze zagrali Roger i Dariusz Dudka.

- Darek był świetny. W każdym meczu grał na wysokim, równym poziomie. Nawet gdy z Chorwacją wystawiłem go na obronie.

Może dlatego tylko on z kadrowiczów zmienił klub?

- Prawdopodobnie tak. Zasłużył na to. Możemy dyskutować, czy Auxerre jest dobrym wyborem. Ja cieszę się, że trafił do silnej ligi francuskiej. Tam grają piłkarze świetni fizycznie i technicznie. Darek na co dzień będzie obcował z futbolem na najwyższym poziomie.

Za to Adam Kokoszka przenosi się drugoligowego Empoli.

- Powiedziałem mu, że wybrał świetnie. Co z tego, że Empoli gra w Serie B? Włochy to ojczyzna obrońców. Transfer Matusiaka do Palermo był katastrofą, bo to napastnik. A Adam w Empoli będzie się rozwijał. Przed Euro wielu go nie doceniało, a on świetnie spisał się z Chorwacją, jest bardzo dobrze przygotowany mentalnie. Zawsze gra na równym, wysokim poziomie. Wierzę w niego.

Rozmawiał pan z Matusiakiem po zgrupowaniu w Donaueschingen?

- Dał mi nowy numer telefonu. Cały czas dostaję wieści od trenera Heerenveen, który bardzo go chwali. Radek ciężko pracuje na treningach i strzela gole w sparingach. Powoli dochodzi do swojego normalnego poziomu. Cały czas twierdzę, że on może być wielkim piłkarzem. Jego talent jest niewiarygodny.

A co z graczami, którzy na Euro nie pojechali? Pawłem Brożkiem, Ireneuszem Jeleniem czy Arkadiuszem Radomskim?

- Mają otwarte drzwi. Rozmawiałem z Radomskim przed Euro. Wyjaśnił, że nie chce być na liście rezerwowej, ale jeśli przyda się w eliminacjach, przyjedzie na zgrupowanie. Teraz wszystko zależy od niego.

Zastąpi Jacka Bąka? Czy może będzie pan namawiał obrońcę Austrii Wiedeń do powrotu?

- Zrozumiałem jego decyzję, podobnie jak kilka miesięcy wcześniej zrozumiałem Radosława Sobolewskiego. Piłkarze często kończą kariery po wielkich turniejach. Pamiętajcie, że on ma już 36 lat.

Oprócz Bąka, jak bardzo drużyna, która za miesiąc zagra w sparingu z Ukrainą, będzie różniła się od tej z meczu z Niemcami?

- Skład na pewno będzie inny, bo chcę w tym meczu dać szansę kilku młodym piłkarzom.

Majewski, Zahorski, Pawłowski....

- Nie podam nazwisk, muszę sprawdzić, czy kilku piłkarzy jest już gotowych do gry na najwyższym poziomie.

Ale mówił pan wielokrotnie, że w Polsce talentów nie brakuje.

- Ale ja temu nie zaprzeczam. Tylko że rozmawiamy teraz o czymś innym. Z całym szacunkiem, Superpuchar Polski między Wisłą a Legią rozgrywano na ciut innym poziomie niż mecz Polska - Niemcy. Swoją drogą uważam, że Wisła zrobiła bardzo źle, wystawiając rezerwy na Superpuchar. W całej Europie mecze mistrza ze zdobywcą Pucharu otwierają sezon. To kwestia szacunku - przy takim traktowaniu Superpuchar nigdy nie będzie miał odpowiedniej renomy. Rozumiem, że fajnie jest zagrać z Liverpoolem. Ale dla Anglików to była wakacyjna gierka.

Wracając do talentów - wychwalanego Roberta Lewandowskiego uważam za bardzo uzdolnionego piłkarza. Ale czy on już teraz nadaje się na spotkanie z Czechami? Z tymi wszystkimi wielkoludami? Gdy gra jest szybsza, masz mniej miejsca i czasu na podjęcie decyzji, a jak dostajesz piłkę, dwóch ludzi chce cię zabić?

Więc rozwiązaniem jest stawianie na doświadczonych piłkarzy?

- Oczywiście że nie. Kiedy tylko zobaczę, że młodzi są gotowi, dam im szansę. Nie zamierzam jednak dokonywać zmian dla samej sztuki. To idiotyczne. One mają sprawić, że moja drużyna zacznie grać lepiej. W tej chwili zastanawiamy się, z których starszych piłkarzy zrezygnować, a którym młodym dać szansę. Nie mam jednak obsesji na punkcie wieku. Czasami piłkarze 32- czy 33-letni są w świetnej kondycji. Dlaczego mam rezygnować ze zdrowego jak koń, choć już 32-letniego Michała Żewłakowa? On co tydzień gra w lidze, świetnie spisuje się w Lidze Mistrzów.

A kto będzie strzelał dla Polski gole?

- Nowy środkowy napastnik reprezentacji, poznacie go już wkrótce.

Fizjolog kadry Mike Lindemann tłumaczył słabą postawę na Euro tym, że kadrowicze nie grają w swoich klubach. Jesienią może być pod tym względem jeszcze gorzej. Na ławce usiądzie nawet Ebi Smolarek

- Dlatego chcemy stworzyć listę 19 piłkarzy mających zastąpić tych, którzy nie grają. Spójrzcie na lewą stronę. Jacek Krzynówek grał nie będzie, Ebi grał nie będzie. I kogo ja mam wystawić? Podpowiadają mi Macieja Rybusa. Ale on ma ledwie 19 lat i na razie nie nadaje się na mecz z Niemcami. Obserwuje go, uważam, że ma wielki talent, ale jego czas jeszcze nie nadszedł. Łatwo mówić ten nie, tamten nie.

To może Ludovic Obraniak?

- Drugi Robert Acquafresca. Tylko że on nie może grać dla Polski, bo grał już w młodzieżowych reprezentacjach Francji. FIFA nie pozwoli mu na to. Podobnie wyglądała sytuacja z Maurem Cantoro.

Obraniak już jest Polakiem

Wspomniał pan o Krzynówku...

- Jeśli nie zacznie grać regularnie, będzie miał duży kłopot.

Żurawski?

- Wiosną grał świetnie w Grecji. Sezon skończył w kwietniu i od tamtej pory ciężko pracował, by przygotować się do Euro. Na zgrupowaniach wyglądał fantastycznie. Miał pecha, nie mógł tego pokazać z powodu kontuzji. Ale ciągle to bardzo ważny piłkarz tej drużyny.

Nadal będzie kapitanem reprezentacji?

- Nie wiem. Zobaczymy po meczu z Ukrainą. Zdaję sobie jednak sprawę, że reprezentacja potrzebuje świeżej krwi. Dlatego poprosiłem o współpracę trenerów, którzy szkolą reprezentacje juniorskie - Rafała Mroczkowskiego i Andrzeja Zamilskiego.

Zmiana asystentów to pana pomysł?

- Dwa lata temu życzeniem PZPN było, aby jednym z asystentów został młody trener, który mógłby w przyszłości poprowadzić kadrę. Wybrałem Darka Dziekanowskiego. Ale on z kilku powodów nie mógł zostać moim następcą i tym samym nie spełniał żądań PZPN. On, Bobo Kaczmarek i Adam Nawałka przez dwa lata zrobili świetną robotę. Wyjaśniłem im jednak, dlaczego nie możemy dalej razem pracować. Szukałem świeżej krwi. Zdecydowałem się na Andrzeja Zamilskiego i Rafała Mroczkowskiego, bo znają młodych piłkarzy. Andrzej zapewni lepszą współpracę między młodzieżówką, a pierwszą reprezentacją.

Niektórzy twierdzą, że na Euro nie słuchał pan polskich asystentów, konsultował się pan tylko z holenderskimi

- To jedna z tych głupich historii, które powstały po Euro. Tworzą je ci, którym nie podoba się mój holenderski paszport. Rozmawialiśmy po każdym treningu o każdym meczu, piłkarzu, rywalu. Proszę ich zapytać.

Często się z panem nie zgadzali?

- Pewnie, że to się zdarzało. Kocham ludzi, którzy się ze mną nie zgadzają. Dzięki nim zaczynasz myśleć, patrzeć na sprawę z innej strony. Moimi asystentami byli m.in. Louis van Gall i Dick Advocaat. Traktowałem ich tak samo jak Adama, Darka i Boba. Oczywiście ostateczne decyzje podejmowałem ja. Na tym między innymi polega moja praca.

A dlaczego pierwszym asystentem został Rafał Ulatowski?

- Bo ma osobowość i olbrzymią wiedzę o futbolu, zwłaszcza zagranicznym. Myśli o piłce w ten sam sposób co ja. Poznałem go podczas eliminacji Euro. Poprosiłem, by napisał analizę gry Finów przed meczem w Helsinkach. Zrobił to świetnie.

Nie wolał pan Jana Urbana albo Macieja Skorży?

- Rozmawiałem z Urbanem podczas zgrupowania przed Euro. Powiedział, że w tej chwili interesuje go tylko Legia. Doskonale go rozumiem. Skorża robi świetną robotę w Krakowie. Gdybym chciał rozbić jego małżeństwo z Wisłą, byłbym nieodpowiedzialny.

A jak pan przyjął powołanie kadry U-23?

- Pomysł jest dobry, pod warunkiem że ta drużyna będzie miała dobrych przeciwników. Holandię, Włochy, Anglię. Pamiętacie mecz młodzieżówki z Anglią? Majewski, Janczyk i reszta bardzo dużo z tego meczu wynieśli. Pomysł nowej reprezentacji nie wypali, jeśli jej przeciwnikami będą drużyny, z całym szacunkiem dla nich, takie jak Estonia.

Jak minęły panu wakacje?

- Wszyscy moi koledzy po mistrzostwach Europy wyjechali na Seszele czy Karaiby, niektórzy nawet wysłali mi kartki. Ja w ramach wakacji tłumaczyłem się przed zarządem PZPN. Potem miałem mnóstwo spotkań, musiałem porozmawiać z Ulatowskim, Zamilskim i Mroczkowskim.

Nie narzekam, w czasie pracy w klubach też nigdy nie brałem urlopu latem. Wtedy dzieje się mnóstwo rzeczy, trzeba przypilnować transferów, pomyśleć nad planem przygotowań. Zwykle odpoczywam zimą.

Jak PZPN stadionu szukał

Zobacz także
  • Beenhakker powołał kadrę
  • Czterech lepszych od Smolarka, czyli kto będzie grał w ataku Racingu
  • Kowalewski w Celticu, co z Borucem?

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Piast Gliwice 37 72 57-33 21 9 7
2 Legia Warszawa 37 68 55-38 20 8 9
3 Lechia Gdańsk 37 67 54-38 19 10 8
4 Cracovia Kraków 37 57 45-43 17 6 14
5 Jagiellonia Białystok 37 57 55-52 16 9 12
6 Zagłębie Lubin 37 53 57-48 15 8 14
7 Pogoń Szczecin 37 52 57-54 14 10 13
8 Lech Poznań 37 52 49-48 15 7 15
9 Wisła Kraków 37 49 67-63 14 7 16
10 Korona Kielce 37 47 42-54 12 11 14
11 Górnik Zabrze 37 46 48-53 12 10 15
12 Śląsk Wrocław 37 44 49-45 12 8 17
13 Arka Gdynia 37 42 49-51 10 12 15
14 Wisła Płock 37 41 50-58 10 11 16
15 Miedź Legnica 37 40 40-65 10 10 17
16 Zagłębie Sosnowiec 37 29 49-80 7 8 22

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa