Orange Warsaw Open - Gram, bo muszę

Nikołaj Dawidienko, czwarty tenisista świata, największa gwiazda Orange Warsaw Open, zgodził się na wywiad, ale zastrzegł, że nie chce rozmawiać o aferze bukmacherskiej, która wybuchła rok temu w Sopocie: - Wszystko, co miałem do powiedzenia, już powiedziałem.
Kilkakrotnie grał pan w Sopocie. Teraz impreza odbywa się w Warszawie. Gdzie lepiej?

- W Sopocie było wakacyjnie. Plaża, dziewczyny, dyskoteki i seks (śmiech). Warszawa to miasto biznesu, jest więc trochę poważniej. A tak całkiem serio, to mam do Polski sentyment i lubię tu grać odkąd kilka lat temu w Szczecinie wygrałem challengera. Od tego zaczęła się moja kariera.

Nie wyszedł panu tegoroczny Roland Garros

- Mecz z Ivanem Ljubiciciem przegrałem we własnej głowie. Byłem źle nastawiony mentalnie. Trudno mi to wytłumaczyć, czasem zachowuję się na korcie jak wariat. W poprzednich latach dochodziłem w Paryżu do półfinałów, dlatego ten mecz bardzo mnie rozczarował.

Czy igrzyska to dla tenisistów impreza drugiej kategorii?

- Są ważne, ale nie najważniejsze. Dla nas numer jeden to Wielki Szlem. Potem w hierarchii są igrzyska, a następnie turnieje Masters Series. Mnie na pewno jednak będzie zależało na dobrym występie w Pekinie. Turniej odbywa się na tej samej nawierzchni i tymi samymi piłkami co US Open, a na Flushing Meadows zawsze czułem się dobrze.

Czy interesuje się pan kobiecym tenisem? Którą z rodaczek ceni pan najbardziej?

- Kobiecym tenisem się w zasadzie nie interesuję. Rosjanki? Najbardziej cenię moją żonę (śmiech). Kirilenko jest w porządku, Szarapowa też w porządku; Kuzniecowa to... silna dziewczyna.

A słyszał pan o Agnieszce Radwańskiej?

- Tak. To w zasadzie jedyna wasza tenisistka na światowym poziomie. Nie znam jej dobrze, ale zwróciłem na nią uwagę, gdy byłem w Miami i Indian Wels. To turnieje, gdzie kobiety i mężczyźni występują w tym samym czasie. Agnieszka gra bardzo mądry tenis, nie wali na siłę, ale zastanawia się, jak wygrać wymianę. Myślę, że ma szansę przebić się do dziesiątki.

Rozmawiamy na początku piłkarskich mistrzostw Europy. Jak ocenia pan szanse reprezentacji Rosji?

- Wiele będzie zależało od pierwszego meczu. Rosjanie mają taką mentalność, że jak nie zaczną dobrze, to potem mogą już tylko grać gorzej. Rosyjska kadra gra bardzo dobrze odkąd trenerem został Guus Hiddink. Widać zmianę w mentalności, piłkarze wierzą w to, że mogą osiągnąć sukces. Umiejętności mieli zawsze, bo przecież nasze kluby CSKA i Zenit zdobywały Puchar UEFA. Trzeba tylko było uwierzyć w siebie.

Jest pan numerem cztery na świecie. Czy możliwy jest atak na pozycje Dżokovicia, Nadala i Federera?

- W zasadzie w tym roku nie da się już ich dogonić. Zostały tylko dwa Wielkie Szlemy, z których jedynie US Open odpowiada mi pod względem nawierzchni. Moja strata jest zbyt duża, bym uciułał punkty na mniejszych turniejach. Nadal, Dżoković i Federer grają na niewiarygodnie równym poziomie. Zawsze dochodzą co najmniej do półfinałów i mogą sobie pozwolić na komfort, że odpuszczają mniejsze imprezy. Ja nie mogę, bo nie gram tak równo jak oni. Mam w sezonie lepsze i gorsze momenty, między innymi dlatego startuję w 28 turniejach rocznie, a Federer tylko w 17. Muszę dużo grać, żeby zapracować na pozycję numer cztery.

Czy to, co dzieje się w tym sezonie z Federerem, to kryzys?

- Roger jest znużony i zmęczony. Prowadzi w rankingu ATP od pięciu lat; ciągle wygrywał i grał pod ogromną presją. To bardzo trudne, szczególnie psychicznie. Jego porażki biorą się właśnie z tego, że ma już dosyć tej presji, nie jest w stanie być tak mocno skoncentrowany, jak kilka lat temu. Ale Federer wcale nie gra źle. Wielu innych tenisistów wzięłoby w ciemno jego wyniki z tego sezonu - półfinał Australian Open i finał Roland Garros.

Jakie jest zainteresowanie tenisem w Rosji?

- Tenis to teraz sport numer trzy, po piłce nożnej i hokeju na lodzie. Wydaje mi się, że zostawił nieco w tyle siatkówkę, piłkę ręczną i inne dyscypliny. Z piłką i hokejem tenis nie wygra nigdy, ale sukcesy naszych graczy już odnoszą skutek. W Rosji mamy np. płatny kanał telewizyjny, który 24 godziny na dobę pokazuje mecze tenisowe - na żywo, z całego świata. Dziennikarzy na turnieje też jeździ coraz więcej. Na Wielkich Szlemach zawsze jest kilku.