Czy doping wygra w Pekinie? Igrzyska na moczu pisane

Chińczycy promują igrzyska hasłem ?Jeden świat, jedno marzenie?, ale w kwestii dopingu zachowują się, jakby przylecieli z planety Melmac
Kryminalna sprawa: Podał doping koledze, żeby sam jechać do Pekinu? »

Na kilka dni przed olimpiadą chińskie władze podtrzymały decyzję o dożywotniej dyskwalifikacji dwóch dopingowiczów - pływaka i zapaśnika - oraz ich trenerów. - Sportowcy muszą mieć świadomość, co jedzą. Zgodnie z kartą antydopingową MKOl - beznamiętnie wyjaśniał bezlitosną decyzję szef chińskiej agencji antydopingowej Zhao Jian. Dożywocie dla zawodnika i trenera za doping zostało wprowadzone oficjalnym zarządzeniem z marca tego roku.

Mniej więcej w tym samym czasie brytyjski dziennikarz przeprowadził prowokację w chińskim szpitalu, który - jak się okazało - zaproponował nieistniejącemu amerykańskiemu pływakowi terapię genową, czyli rodzaj nowoczesnego niewykrywalnego dopingu, za 24 tys. dol. - To gorsze niż moje najczarniejsze przewidywania - komentował załamany David Howman, jeden z szefów WADA (Światowej Agencji Antydopingowej), po obejrzeniu nakręconego ukrytą kamerą filmu.

Dokument pokazany przez niemiecką telewizję ARD demaskuje też chińską trenerkę, która szprycowała nieletnich, a teraz pracuje w kadrze olimpijskiej.

Dlatego panuje uzasadnione przekonanie, że dożywotnio ukarani dopingowicze - pływak i zapaśnik - po prostu próbowali dopingu pozasystemowo, na własną rękę. A przecież w Chinach wszystko organizuje państwo, które nienawidzi konkurencji. Stąd drakońskie kary. Kiedy w dwóch państwowych szkołach sportowych na odległej prowincji okazało się, że nauczyciele dopingowali całe klasy, kary były łagodne, choć szkodliwość społeczna procederu dużo większa.

Chiny powoli dochodziły do wniosku, że walczyć z dopingiem jakoś trzeba. Zmieniały zdanie wraz z chęcią chwalenia się światu nowym wizerunkiem - państwa respektującego międzynarodowe standardy. Przynajmniej tam, gdzie to nie jest zbyt dotkliwe.

Jeszcze w 1990 roku Chiny przeprowadziły zaledwie 165 testów antydopingowych. Ich liczba powoli rosła. W tym roku doszła do 10 tys. - z tego 70 proc. sportowców skontrolowano poza zawodami. Liczby robią wrażenie, ale są one porównywalne z kontrolami w Australii, w której mieszka 65 razy mniej ludzi. Polska przeprowadza około 2 tys. testów rocznie. Międzynarodowi kontrolerzy WADA wciąż mają wielki kłopot, by dotrzeć do chińskich zawodników - nie tylko muszą zwalczyć niechęć lokalnej biurokracji, ale też zwody i uniki chińskich działaczy. To przypadek Gorana Svedstaetera przepędzonego przez policję spod szatni lekkoatletów, których miał skontrolować. Wpuszczono go tylko do małej salki na zapleczu obiektu, a kiedy Szwed chciał przyjrzeć się sportowcom z bliska, usłyszał, że zabraniają tego lokalne przepisy.

Stąd inne przekonanie fachowców sceptycznie nastawionych do ewentualnych zaskakujących zwyżek formy w Pekinie anonimowych dotąd sportowców. - Wiemy, że zawodnicy spoza czołowej dziesiątki na świecie, którzy wskoczą na podium, będą anomalią. Wszystkie zadziwiające wystrzały formy były w ostatnich czterech latach efektem dopingu - stwierdził John Leonard, szef stowarzyszenia trenerów pływania, rzucając aluzję w kierunku chińskich sportowców.

Ale o ile Chińczycy zachowują się w sprawach dopingu, jakby przybyli z Melmac (jak kosmiczny filmowy stwór Alf), o tyle pozostali pochodzą chyba z jeszcze odleglejszej planety.

Na igrzyska jadą Greczynka Ekaterina Thanou i Węgier Róbert Fazekas. Sprinterka po dwuletniej dyskwalifikacji za doping zakwalifikowała się do greckiej reprezentacji. Bohaterka jednej z najbardziej żenujących epopei olimpijskich - próbowała sfingowanym wypadkiem motocyklowym wyjaśnić niepoddanie się kontroli w przeddzień rozpoczęcia igrzysk w Atenach - zamierza nawet sądzić się w MKOl-em, gdyby ten nie pozwolił jej na start. Ba, Thanou chce otrzymać złoty medal "z odzysku", zdobyty przez naszprycowaną Marion Jones w Sydney! I MKOl będzie musiał ustąpić, choćby nie wiem jak żałośnie brzmiał epilog. Bo Thanou osiem lat temu nikt na dopingu nie złapał.

Podobny proces groziłby MKOl-owi, gdyby nie dopuścił do rywalizacji dyskobola Róberta Fazekasa, który po wywalczeniu pierwszego miejsca w konkursie rzutu dyskiem w Atenach został zdyskwalifikowany za manipulacje podczas kontroli. Węgier tłumaczył, że cierpi na rzadką chorobę - nie potrafi wycisnąć z siebie odrobiny moczu niezbędnej do przeprowadzenia testu. Według Wikipedii paruresis dotyka 7 proc. światowej populacji, nie licząc tych, którzy ukrywają tę przypadłość.

Ukarani dopingowicze stanowią pokaźną grupę olimpijczyków w Pekinie. Oprócz Fazekasa i Thanou wśród bardziej znanych są nimi Amerykanki Torri Edwards, Kenta Bell, Damu Cherry, Rosjanki Anastazja Kapaczyńska, Natalia Sadowa, Jelena Chudoroszkina.

A z Polaków? Szymon Kołecki i Łukasz Gąsior.

Viagra - dopingowy przebój olimpijski i to legalny »