Pekin 2008: Siatkarze wylądowali, Lozano już zły na Chińczyków

Polscy siatkarze przylecieli dziś do Pekinu. Trener Raul Lozano próbuje zorganizować sparing z głównym faworytem do olimpijskiego złota, Brazylią. Jeszcze przed niedzielną inauguracją turnieju - pisze z Pekinu specjalny wysłannik Sport.pl Rafał Stec
Kadziewicz: Odliczam dni »

Argentyński selekcjoner był zły, bo w wiosce olimpijskiej okazało się, że pokoje dla ekipy, owszem, są gotowe, ale ten przeznaczony dla niego akurat okazał się zajęty. I trzeba było organizować przeprowadzki w budynkach opanowanych przez polskich olimpijczyków, by cała reprezentacja mieszkała razem. Internet, dawkowany przez Chińczyków nadzwyczaj oszczędnie, też działał tylko teoretycznie (dostęp wymagał długiego szukania zasięgu sieci poza budynkiem), więc znany z obsesyjnej dbałości o detale Lozano z irytacją wyliczał wszystkie obietnice, których organizatorzy nie dotrzymali.

Generalnie jednak trener ma głównie powody do zadowolenia. Ostatnie dwa tygodnie siatkarze spędzili w chińskim Hangzhou, znanym im z Ligi Światowej, gdzie w idealnych warunkach i odosobnieniu mogli się aklimatyzować, trenować, odbudowywać morale po klęsce w finale LŚ. W minionych dwóch miesiącach oblecieli całą Ziemię i co rusz zmieniali strefy czasowe, rozgrywając mecze w Egipcie, Chinach, Japonii oraz Brazylii. Teraz mieszkali w luksusowym hotelu, położonym nieopodal nowoczesnej, klimatyzowanej hali, w której trenowali. I zdala od kibicowsko-medialnego zgiełku, pełnego rozpaczań i lamentów po porażkach w Rio de Janeiro z USA oraz Serbią, co - jak podkreślali trenerzy - miało niebagatelne znaczenie, bo zawodnicy "wyczyścili" głowy.

- Ja nawet na chwilę nie straciłem spokoju - mówi Lozano. - Wszystko podporządkowałem igrzyskom, a okres przygotowawczy ma swoje prawa. Nie pozwala utrzymać stałej formy, w zaskakujących momentach wpada się w dołki, trzeba bez przerwy manipulować kadrą. Graliśmy niestabilnie, ale stabilności potrzebujemy tutaj, w Pekinie, wszystko inne nie ma żadnego znaczenia. Zawodnicy to wiedzą, nie wpadają w panikę, tylko solidnie pracują, choć dziennikarze wmawiają, że problem istnieje. Moim zdaniem sytuacja w czołówce światowej się nie zmieniła, o prymat wciąż rywalizuje siedem-osiem reprezentacji, w tym nasza. Wszystkie mają szansę zdobyć medal. Faworyzowani Brazylijczycy przegrali w Rio de Janeiro (z USA oraz Rosją, zajęli dopiero czwarte miejsce, sensacyjnie niskie) nie dlatego, że rywale ich doścignęli, lecz dlatego, że zagrali zdecydowanie poniżej swojego normalnego poziomu. Zawsze powtarzałem, że oni jako jedyni wyrastają ponad resztę stawki, co nie znaczy, że nie można ich pokonać.

Argentyńczyk chciałby z Brazylią zagrać towarzysko, choć na przeszkodzie staje napięty grafik treningów w dostępnych halach (ćwiczą w nich codzienne 24 drużyny męskie i żeńskie). Polacy lub obrońcy olimpijskiego złota muszą tak przełożyć zajęcia, by następowały po sobie - wtedy mogą przeprowadzić je wspólnie i zyskają trzy godziny czasu na sparingową gierkę. Według drugiego trenera Alojzego Świderka będzie to możliwe prawdopodobnie dopiero w sobotę przed południem, czyli dzień przed inauguracyjnym meczem z Niemcami. I w trakcie pierwszego na igrzyskach występu siatkarek - przeciw Kubie.

Identyczny manewr - wspólne trenowanie i granie z najmocniejszą reprezentacją świata, uchodzącą wręcz za zespół wszech czasów - przeprowadził Lozano przed mundialem w Japonii. A potem siatkarze zdobyli pierwsze od ćwierćwiecza srebro i zachwycili bezsprzecznie najlepszym występem za jego kadencji. Później już się do tamtejszego poziomu gry nie zbliżyli.

- Choć jestem bardzo zadowolony z przygotowań, bo udało mi się przeprowadzić wszystko, co zamierzałem, to zdaję sobie sprawę, że teraz aż tak perfekcyjnie jak wówczas nie było - mówi Lozano. - I już pewnie nigdy się tak nie zdarzy, byśmy mogli wiele tygodni spokojnie pracować, nie zawracając sobie głowy pomniejszymi zadaniami.

Skowrońska: Igrzyska to nie rewia mody. Jedziemy żeby wygrywać »