Ile kosztuje olimpijczyk

274 mln zł z budżetu państwa wydano na przygotowania polskich sportowców do igrzysk olimpijskich. W Pekinie wystartuje 263 naszych zawodników. Na każdego z nich wydaliśmy ponad milion złotych? Nic bardziej mylnego
Pekin schowany za własnymi plecami »

Czteroletni plan przygotowań do igrzysk nie obejmował tylko tych 263 sportowców, ale też ich wielu kolegów, którzy nie zdołali wypełnić stawianych przez poszczególne związki minimów uprawniających do wyjazdu na olimpiadę. Ci, którzy z minimami się nie uporali, z pieniędzy przeznaczonych na olimpijskie przygotowania korzystali tak samo jak ci, którzy znaleźli się w kadrze na Pekin.

Nie dla wszystkich starczyło

Przez cztery lata przygotowań morze pieniędzy popłynęło w świat. Nasi sportowcy do olimpijskich startów przygotowywali się właściwie na wszystkich kontynentach. Wystarczy wspomnieć kilka miejsc, w których przebywali w samym tylko lipcu i sierpniu. Siatkarze - chińskie Hangzhou, lekkoatleci - japońskie Kochi, pływacy - hiszpańska Sierra Nevada. Żeby zobrazować koszty pełnego przygotowania jednego zawodnika, warto przytoczyć przykład Pawła Czapiewskiego. Brązowy medalista mistrzostw świata w biegu na 800 metrów z roku 2001 z powodu słabych wyników w pewnym momencie został wyłączony z kadry olimpijskiej. "Czapi" nie zrezygnował z walki. By zrealizować marzenia, sprzedał swoje mieszkanie. Uzyskane pieniądze pozwoliły mu sfinansować kilka miesięcy treningów, a teraz Paweł szykuje się do olimpijskiego startu.

Największe środki przeznaczane są na zgrupowania, dużo pieniędzy wydawanych jest także na stypendia. Otrzymują je wszyscy członkowie kadry olimpijskiej. Najwyższe, dla olimpijczyka, który jest mistrzem świata, wynosi miesięcznie około 6 tys. zł brutto.

Trzeba zaznaczyć, że wymieniane 274 mln zł są kwotą przeznaczoną wyłącznie na zaspokojenie potrzeb. Trudno mieć pretensje o to, że medaliści imprez rangi mistrzowskiej otrzymują stypendia, jak i o to, że potrzebują wyjazdów, by optymalnie przygotować się do startów. Weźmy choćby pływaków, którzy liczą się w świecie, a w kraju mają do dyspozycji dwa przyzwoitej klasy baseny.

Nasi sportowcy na wyjazdy są skazani nie tylko ze względów niedomagającej infrastruktury sportowej w kraju. Specyfika wielu dyscyplin wymaga np. przygotowań w wysokich górach, a takich w Polsce przecież nie mamy.

Miliony kontra miliardy

Na sportowcach nie ma co oszczędzać - czym się to skończyło, widzieliśmy w Atenach. Na przygotowania przeznaczono wówczas 105 mln zł. Cięcia finansowe spowodowały, że nasza ekipa była przygotowana fatalnie, przez co z Grecji przywiozła tylko dziesięć medali. Kraje, z którymi chcieliśmy wówczas walczyć o pozycję w klasyfikacji medalowej - jak Włochy czy Hiszpania - więcej niż my na wszystkich sportowców wydały na samych lekkoatletów.

Teraz na przygotowania wydaliśmy niemal tyle, ile na dwie poprzednie olimpiady (105 mln zł i 172 mln zł na igrzyska w Sydney), ale to i tak mało w porównaniu z innymi. Niemcy tylko od początku tego roku na swoich olimpijczyków wydali już 130 mln euro, a więc ponad 400 mln zł. Tyle samo rokrocznie na swoich sportowców przeznacza też rząd brytyjski. Ci, którzy chcą walczyć o zwycięstwo w klasyfikacji medalowej - Rosjanie i Chińczycy - na przygotowania swych reprezentacji wydają nie miliony, ale miliardy dolarów. Pieniądze pochodzą z budżetów państw, od oligarchów i wielkich firm, jak choćby rosyjski Gazprom. Nieco inny system wypracowały sobie bogate Stany Zjednoczone. Tamtejszy komitet olimpijski pokrywa koszty treningów, zakwaterowania i ubezpieczenia zdrowotnego swych zawodników. Daje im też premie za dobre wyniki, ale te nagrody nie są najwyższe. Najwięksi mistrzowie mogą liczyć na 36 tys. dol. rocznie, co jest kwotą podobną do tej, jaką dostają nasi najlepsi zawodnicy. Również nagrody za olimpijskie medale są w USA ustalone na średnim poziomie. Każdy amerykański mistrz olimpijski otrzyma 22 tys. dol., a więc znacznie mniej niż złoty medalista z Polski (200 tys. zł). Ale amerykańscy sportowcy pieniędzy nie szukają w swym komitecie, bo dbają o nich sponsorzy. Każdemu wyróżniającemu się zawodnikowi firmy działające w przeróżnych branżach zapewniają dostatnie życie, często czyniąc z nich multimilionerów.

Polscy sportowcy swym kolegom z USA zazdrościć mogą nie tylko pieniędzy. Gdyby Paweł Czapiewski był reprezentantem Stanów Zjednoczonych, na pewno w kryzysowej sytuacji, w której znalazł się przez liczne kontuzje, nie byłby zmuszony do tak desperackich ruchów, jakie wykonał.

Zobacz, jak w Pekinie mieszkają polscy sportowcy i nie tylko »

Początek Igrzysk i od razu elektryzujące starcie - Kiedrosport »