Trzyletnie przygotowania Szymona Kołeckiego kosztowały ponad 300 tys. zł. - na co poszły pieniądze?



Nasz najlepszy sztangista, murowany faworyt do medalu w Pekinie, jest na garnuszku ubogiego Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. - Nasz roczny budżet to ok. 5 mln zł. Z tej kwoty opłacamy wszystkie reprezentacje, juniorskie i kobiece, przejazdy na międzynarodowe zawody - mówi prezes PZPC Zygmunt Wasiela. Tylko z zazdrością może popatrzeć na budżet Polskiego Związku Piłki Nożnej, który przekracza 40 mln zł. - Przydałoby nam się więcej, ale dajemy radę - dodaje Wasiela. Nie narzeka też Kołecki, który operację Pekin 2008 rozpoczął trzy lata temu. Od tamtego czasu zdobył m.in. trzy tytuły mistrza Europy, dwa razy stawał na podium w mistrzostwach świata. Sukcesów byłoby więcej, gdyby nie zdrowie. 27-letni sportowiec miał poważną operację kręgosłupa, w tym roku "rozsypało" mu się kolano. W zależności od wyników osiąganych na zawodach miesięcznie dostawał stypendium maksymalnie w wysokości 7 tys. zł brutto. Teraz jest to 5 tys. zł (tyle przysługuje mu jako trzeciemu sztangiście świata). - Szymon nigdy nie żalił się na zarobki, ale proszę ocenić jego sukcesy, a sukcesy naszych piłkarzy w porównaniu z zarobkami. My mamy medale, oni kasę - mówi Zygmunt Smalcerz, trener Kołeckiego. Sam zawodnik dodaje: - Nie dźwigam ciężarów dla pieniędzy. Od tego mam głowę, by zadbać o zabezpieczenie żony i dzieciaków.

Niewysoka pensja to tylko niewielka część wszystkich pieniędzy, jakie związek zainwestował w Kołeckiego. Dzień zgrupowania w kraju dla jednego sztangisty to koszt ok. 300 zł. - 150 zł płacimy za wyżywienie i nocleg, drugie tyle pochłaniają odżywki i witaminy - wylicza Wasiela. Dwutygodniowe zgrupowanie dla dziesięciu zawodników i sztabu trenerskiego kosztuje ok. 50 tys. zł. Takich zgrupowań Kołecki ma kilkanaście w ciągu roku. Rocznie spędza na nich grubo ponad 200 dni. Średnio PZPC na swojego najlepszego sportowca wydaje ponad 100 tys. zł. - Nie mnie oceniać, czy to dużo, bo wielu ludzi chciałoby zarabiać tyle co ja. Problemem jest rzesza moich kolegów, dla których stypendium rzędu 1200 zł brutto miesięcznie to jedyny dochód. Jak się z tego utrzymać? Co z tego, że mają wszystko do treningów, z odżywkami włącznie. Nie nakarmią nimi dzieci - mówi Kołecki.

Smalcerz, mistrz olimpijski z Monachium, na pytanie o porównanie obecnych kosztów przygotowań do tych z czasów, gdy on był najlepszy - przełom lat 60. i 70. XX wieku - tylko się uśmiecha. - Wtedy pieniądze były ważne, ale ważniejsze było kombinowanie, jak zdobyć niezbędne rzeczy dla sportowca. Trzeba było mieć wtyki w Peweksie - wspomina. - Teraz jest normalnie i za to Bogu niech będą dzięki.