Polskie momenty na igrzyskach

Przegląd prasy. Gest Kozakiewicza? Złoty ring w Tokio? A może siatkarski finał z 1976 roku? Z czym kojarzą się kibicom starty Polaków w igrzyskach? "Życie Warszawy" przedstawiło dziesięć propozycji.
Ile kosztuje olimpijczyk »

Gdy mówimy "Kozakiewicz" i dodajemy "Moskwa", dalsze słowa są już chyba niepotrzebne. Z kronikarskiego obowiązku przypomnijmy, że w 1980 roku Władysław Kozakiewicz zdobył mistrzostwo olimpijskie w skoku o tyczce. Do historii przeszedłby tylko (i aż) jako jeden z wielu naszych czempionów, ale po zwycięskim skoku na 5,78 m wykonał gest, który uczynił go nieśmiertelnym. Szowinistycznie reagującej moskiewskiej publiczności zrewanżował się ręką zgiętą w charakterystyczny sposób w łokciu. Ilu kibiców pamięta wszystkich polskich medalistów IO w Moskwie? Chyba niewielu. Ilu pamięta "gest Kozakiewicza"? Na pewno wszyscy.

Walka z legendą

Pamiętacie państwo, z kim Zbigniew Pietrzykowski przegrał finał igrzysk w 1960 roku? Mało wówczas znany 18-letni Amerykanin przegrywał z Polakiem po dwóch rundach, ale w trzeciej nadrobił wszystko z nawiązką. Ten arcyutalentowany dzieciak nazywał się Cassius Clay. "Nazywał się", ponieważ później - po zmianie wyznania - stał się legendarnym Muhammadem Ali, najsłynniejszym bokserem w historii sportu. A złoty medal z Rzymu - na znak protestu przeciwko dyskryminacji rasowej w USA - utopił w rzece Ohio. Tym bardziej więc szkoda, że nie zdobył go Pietrzykowski...

Piekielne kolce

Janusz Kusociński w rozegranym już pierwszego dnia igrzysk w Los Angeles w 1932 roku biegu na 10 km nie zawiódł. Mimo potwornego cierpienia spowodowanego źle dobranym obuwiem ("Z szalonego bólu nic nie widzę" - pisał we wspomnieniach Kusociński, relacjonując sytuację na kilka okrążeń przed metą) zostawił groźnych Finów daleko w tyle. Sukces przypłacił jednak kontuzją nogi, która uniemożliwiła mu później starty w biegach na 1,5 i 5 km.

Maszynka do wygrywania

Gdy prawie wszyscy na igrzyskach zawodzili, zawsze pocieszaliśmy się, że zostawał Robert Korzeniowski. Tak "zachłanny" na triumfy, że gdy wchodził na olimpijskie podium, to zawsze na najwyższy stopień. W sumie zdobył cztery złote medale na trzech igrzyskach. My szczególnie pamiętamy ten, który najpierw był... srebrny.

Igrzyska w 2000 roku w Sydney, chwila po finiszu na dystansie 20 km. Korzeniowski zajął wtedy drugie miejsce, za Meksykaninem Bernardo Segurą. Gdy udzielał wywiadu telewizji polskiej, nagle ktoś krzyknął do niego z boku, że jest... mistrzem olimpijskim. Segurę zdyskwalifikowano.

"Czernyszow, aut!"

"Czernyszow, aut!" - charakterystyczny głos i okrzyk zmarłego kilka dni temu sprawozdawcy Wojciecha Zielińskiego na zawsze będzie kojarzył się w z finałem igrzysk w 1976 roku. W meczu z Polakami siatkarze ZSRR mieli dwa razy piłkę meczową, w piątym secie prowadzili 4:0, ale to nasi zawodnicy weszli na najwyższy stopień podium.

Złoty ring

Podczas igrzysk w Tokio polscy pięściarze zdobyli trzy złote medale (w sumie siedem). Jerzy Kulej, Józef Grudzień i Marian Kasprzyk wygrywali w finałach z bokserami radzieckimi. Herosi? I to jacy! Grudzień pół roku przed igrzyskami doznał pęknięcia kości prawej dłoni. W czasie przygotowań do startu używał tylko lewej ręki. Z kolei Kasprzyk w czasie finałowej walki z Rikardasem Tamulisem już w pierwszej rundzie złamał kciuk.

Mocarstwo przez chwilę

Po trzech dniach igrzysk (czyli po dwóch dniach zmagań) w 1996 roku w Atlancie przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Polscy sportowcy prowadzili w klasyfikacji drużynowej. 21 lipca mieliśmy na koncie cztery złote medale (Renata Mauer, Andrzej Wroński, Ryszard Wolny, Paweł Nastula), a za chwilę piąty złoty krążek zapewnił nam Włodzimierz Zawadzki. Potem wywalczyliśmy jeszcze tylko dwa złote medale (Mateusz Kusznierewicz i Robert Korzeniowski).

Igrzyska bez nas

Bojkoty najbardziej godzą w najważniejszych uczestników igrzysk. W 1984 roku nasi sportowcy nie mogli walczyć o medale, bo ZSRR wraz z "zaprzyjaźnionymi krajami" zemścił za bojkot zachodnich mocarstw igrzysk w Moskwie.

Srebro z podtekstami

Zmieniamy szyld i jedziemy dalej - powiedział po wylądowaniu na lotnisku Okęcie Wojciech Kowalczyk z kapeluszem krzywo założonym na głowę. Zdobyty kilka dni wcześniej srebrny medal na igrzyskach w Barcelonie być może niektórym namieszał w głowie, ale 3:0 w grupie z Włochami, 6:1 w półfinale z Australią - tego się nie zapomina.

Koń, który nie skakał

Alexis II to jeden z najsłynniejszych koni (a konkretnie klaczy) w historii polskiego sportu. Po trzech konkurencjach pięcioboju nowoczesnego w Atenach Marcin Horbacz zajmował drugie miejsce z szansami na złoto. Niestety, przed jazdą konną wylosował Alexis II, która - w przeciwieństwie do Polaka - nie zamierzała ukończyć tej konkurencji. Przed kolejnymi przeszkodami zatrzymywała się. Po tej konkurencji Polak spadł na ostatnie, 32. miejsce.

Zobacz, jak mieszkają polscy olimpijczycy »