Wisła gra z Beitarem o miliony

Od rewanżowego meczu z Beitarem zależy, czy mistrz Polski pozostanie w europejskich pucharach co najmniej do października i nie straci kilku milionów złotych. Do awansu i gry z FC Barcelona o Ligę Mistrzów wystarczy zwycięstwo 1:0
Brożek ważniejszy od Barcelony >

Jeśli krakowianie odpadną, pożegnają się z Europą przynajmniej na sezon. Awans do trzeciej rundy eliminacji LM oznacza rozegranie jeszcze przynajmniej czterech spotkań - dwóch z Barceloną i, po ewentualnej porażce, w I rundzie Pucharu UEFA. Zresztą właśnie o tych rozgrywkach najczęściej mówią krakowianie. - Wszyscy znamy wartość Barcelony, więc dla nas mecz z Beitarem, to tak naprawdę gra o Puchar UEFA. Może ktoś się obrazi, ale pokonanie Hiszpanów to byłby cud, choć takie się zdarzają - twierdzi Marcin Baszczyński, obrońca Wisły.

Tyle że tydzień temu w przeciętnym stylu wiślacy przegrali z Beitarem 1:2, a na dodatek stracili Arkadiusza Głowackiego i Marka Zieńczuka. Zwłaszcza brak tego pierwszego będzie trudny do zastąpienia, bo Wisła nie ma wartościowego stopera. Z konieczności zagra na tej pozycji Baszczyński lub Peter Szinglar. Polak przynajmniej ma duże doświadczenie (44 występy w europejskich pucharach), ale już w Jerozolimie z łatwością mijał go Toto Tamuz. - Tylko raz i to na początku meczu. Potem już sobie z nim radziłem - broni się Baszczyński.

Łatwiej będzie zastąpić Zieńczuka, bo na skrzydle mogą zagrać Rafał Boguski, Piotr Brożek lub Junior Diaz. - Mimo porażki w Jerozolimie krakowianie są dla mnie zdecydowanym faworytem. Będzie jednak jeszcze trudniej niż w Izraelu - uważa Franciszek Smuda, ostatni szkoleniowiec, który z polskim zespołem awansował do Ligi Mistrzów (1996, Widzew).

W dzisiejszym spotkaniu wiślacy zagrają inaczej niż tydzień temu. Trener Maciej Skorża postawi na dwóch napastników - Pawła Brożka i prawdopodobnie Andrzeja Niedzielana.

Wczoraj do Krakowa wreszcie dotarli rywale, którzy chcieli przylecieć już w poniedziałek, ale zepsuł się samolot polskich linii Central Wings. - W pierwszym spotkaniu Wisła pokazała, że jest dobrą drużyną. U siebie zagrają pewnie bardziej ofensywnie, więc od pierwszej minuty będziemy musieli odpierać ich ataki - mówi lider zespołu Derek Boateng, pomocnik z Ghany.

- Dla mnie mecz w Jerozolimie był tylko pierwszą połową. Spotkanie z Barceloną? W ogóle o tym nie myślę, liczy się teraz tylko Wisła - dodał Icchak Shum, szkoleniowiec Beitaru.

Trener Smuda oglądał spotkanie w Jerozolimie i ostrzega Wisłę przed rzuceniem się na rywali. - Beitar nie zagra już tak ofensywnie i nie zostawi Polakom tyle miejsca. Poczekają na kontrę, a mają bardzo szybkich napastników i tego pomocnika z nr. 8 [Aviram Baruchian - strzelec dwóch goli] - analizuje Smuda.

Na kolejne gole liczy jednak Paweł Brożek. W 14 występach w europejskich pucharach zaliczył już siedem trafień. W dzisiejszym spotkaniu musi się liczyć z tym, że będzie pieczołowicie pilnowany. - Mam jedno zadanie - zatrzymać Pawła Brożka. I tylko o tym myślę - przyznaje Tomer Ben Yosef, obrońca Beitaru, którego najlepszy napastnik polskiej ligi oszukał tydzień temu.

- Pewnie będziemy skazani na atak pozycyjny. Jesteśmy dobrze przygotowani i stać nas na awans. Czy trafię znowu? Od tego jestem - twierdzi Paweł Brożek.

Spotkanie z Beitarem to też, a może przede wszystkim, gra o niemałe pieniądze. Na meczu rewanżowym z Beitarem Wisła zarobi ponad 1 mln zł. To kwota głównie ze sprzedaży 15 tys. biletów. Na spotkaniu z Barceloną zysk może być pięć razy większy. Już za samą transmisję meczu do Hiszpanii mistrz Polski powinien dostać około 1 mln euro, dwukrotnie mają wzrosnąć ceny wejściówek. - Barcelona to najwyższa półka. Przy tych klubach wartość praw telewizyjnych idzie w górę - twierdzi Andrzej Placzyński, prezes polskiego oddziału Sportfive, światowego potentata w handlu prawami do transmisji. - Ile zarobi Wisła? Tego nie mogę zdradzić.

Jeśli Wiśle nie uda się awansować do Ligi Mistrzów, zagra w pierwszej rundzie Pucharu UEFA. Nie będzie rozstawiona, ale pod względem ewentualnych dochodów to nawet lepiej, bo może trafić np. na AC Milan, Valencię, Tottenham, Borussię Dortmund czy Paris St Germain, a przecież Hiszpania jest piątym rynkiem pod względem wartości sprzedaży praw telewizyjnych, za Niemcami, Anglią, Włochami i Francją - dodaje Placzyński.

Straty możemy odrobić z nawiązką »

Baszczyński: Trzeba nastawić się na Puchar UEFA »