Kitzinger, czyli ten, którego nikt o nic nie pyta

Waleczny i nieodgadniony jak Ron Artest, tajemniczy jak James Bond. Anglistykę studiuje, bo poszedł na łatwiznę. Pisze pracę licencjacką o wpływie Michaela Jordana na kulturę amerykańską. Iwo Kitzinger, 23 lata, numer 8, pierwsza piątka reprezentacji Polski.
Wikipedia podaje: Marcin Kosiński urodził się 26 lutego 1985 roku w Raciborzu. Iwo Kitzinger, który 18 lat później zdobył ze Śląskiem Wrocław mistrzostwo Polski juniorów, to ta sama osoba. - Urodziłem się jako Iwo, potem byłem Marcinem, ale znów jestem Iwo. Nie lubię mówić o swoich korzeniach i życiu prywatnym - szybko ucina rozmowę na ten temat zawodnik.

Kitzinger to jeden z najlepszych graczy młodego pokolenia w Polsce. Silny fizycznie, pracowity obrońca i agresywny zawodnik ataku. Niezły strzelec, choć ostatnio jego rzut jest niestabilny. Potrafi świetnie dograć piłkę pod kosz, ale w ostatnich meczach reprezentacji częściej popełniał błędy (kroki, złe podania, faule ofensywne) niż miał asysty. Jego zaletą jest uniwersalność. - To tzw. combo guard, czyli zawodnik, który może grać na obu obwodowych pozycjach. Posiadanie w drużynie takiego gracza, to duża wartość - cieszy się selekcjoner reprezentacji Polski Muli Katzurin.

Kitzinger grę w seniorach zaczynał od trzecioligowego Znicza Pruszków, z którym awansował do II, a potem do I ligi. Od sezonu 2005/06 gra w ekstraklasie - najpierw była Unia Tarnów, potem Polpharma Starogard, a od minionego sezonu PGE Turów Zgorzelec.

Rok temu grał na mistrzostwach Europy w Hiszpanii - w trzech meczach zdobywał przeciętnie 5,3 punktu w ciągu 18,7 minuty na parkiecie. Pobyt w Hiszpanii zakończył na komisariacie. Po nocnej imprezie koszykarz został okradziony przez poznaną wcześniej kobietę i zgłosił sprawę na policję. Niespodziewanie policjanci, których wezwał sam zawodnik, uznali, że to Kitzinger był sprawcą zajścia. Prawdopodobnie zawodnik zdenerwował się po tym, jak nie mógł porozumieć się z hiszpańskimi funkcjonariuszami po angielsku, co doprowadziło do awantury. Kitzinger został skuty i odwieziony na posterunek policji.... pod zarzutem ataku na funkcjonariusza. Po wyjaśnieniu sprawy zawodnik wrócił do Polski dzień po całym zespole. - Trzymajmy się tej wersji. Ja nie chcę tej sytuacji komentować, uważam to za zamknięty rozdział - mówi teraz Kitzinger.

Na początku poprzedniego sezonu zapytany przez dziennikarza o to, czego życzyć mu w nadchodzących rozgrywkach, Kitzinger odparł: - Więcej uśmiechu.

Ale życzenie chyba się nie spełniło. Przynajmniej na parkiecie.

Łukasz Cegliński: Dlaczego Pan się na boisku nie uśmiecha?

Iwo Kitzinger: Ponieważ cały czas staram się być w pełni skupiony i myśleć o grze. Poza tym mam chytry plan opanowania całego świata.

Mówi Pan te słowa i się śmieje. A na boisku w ogóle nie okazuje Pan zadowolenia.

- Zawsze myślę, że coś można było zrobić lepiej i nigdy do końca nie jestem z siebie zadowolony.

Nawet jak udaje się kontra, przechwyt, albo piłka wpada do kosza?

- Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Nawet jeśli zdobywamy jakieś punkty, to trzeba myśleć o następnych akcjach i o tym, co trzeba w nich zrobić.

Z boku wygląda to tak, jakby nakładał Pan na siebie zbyt dużą presję.

- Ja myślę, że to jest po prostu zimna krew. Zimna krew zabójcy.

Znów Pan się śmieje. Proszę powiedzieć, jakie jest pańskie koszykarskie marzenie.

- Zdobyć mistrzostwo świata, mistrzostwo olimpijskie i mistrzostwo NBA.

Poważnie?

- I jeszcze mistrzostwo Europy.

A bardziej realne marzenia?

- To są właśnie te.

Lepiej czuje się Pan jako rozgrywający czy rzucający?

- Przede wszystkim cieszę się, że trener Saso Filipovski nauczył mnie jak łączyć te pozycje. Nie mam problemu żeby grać na jednej, albo na drugiej. Obie są przydatne i kiedykolwiek ktoś będzie ode mnie wymagał, abym zagrał jako rozgrywający lub rzucający, to będę gotów.

W Polpharmie był Pan klasycznym strzelcem, wygrał Pan konkurs trójek podczas Meczu Gwiazd. Po sezonie w Turowie brakuje chyba jednak pewności rzutu.

- Jak się oddaje od dwóch do sześciu strzałów na mecz, to wiadomo, że pewności już nie ma. Tak było w Turowie - mało grałem, mało rzucałem. Teraz muszę nad tym pracować. I przede wszystkim nie przejmować się tym i brać przykład z doświadczonych zawodników, którzy nawet jak oddają w meczu tylko dwa rzuty, to i tak je trafiają.

Ma Pan na myśli konkretnego zawodnika?

- Nie. Jest wielu wartościowych zawodników - oglądając mecz jakiejkolwiek drużyny w jakiejkolwiek lidze, to zawsze znajduję kogoś, kogo warto obserwować.

Kto był Pana koszykarskim idolem?

- Magic.

W ostatnich meczach reprezentacji miał Pan sporo strat - kroki, złe podania. Skąd to się bierze?

- Z roztargnienia, braku koncentracji. Czasem z braku zrozumienia z kolegami, bo krótko razem gramy.

Robi Pan te kroki czy sędziowie inaczej te akcje oceniają?

- Jestem za szybki dla ich oczu.

Często czyta Pan książki. Jakie?

- Beletrystykę. Lubię opowieści sensacyjne, ale dziadek nauczył mnie też, aby łączyć przyjemność i rozrywkę z nauką. Dlatego lubię też powieści bazujące na historii lub faktach naukowych.

Co Pan studiuje?

- W tej chwili kończę licencjat filologii angielskiej.

Pana świetny angielski z dobrym akcentem słychać podczas meczu. Nauka języka to dar, hobby czy inwestycja?

- Jeśli chodzi o studia, to poszedłem na łatwiznę. Już wcześniej dobrze znałem angielski, a ponieważ nie chciało mi się wybierać lepszych studiów, to postawiłem na anglistykę. Wydawało mi się, że będzie polegało to tylko na prowadzeniu rozmów w tym języku, no ale okazało się, że trzeba czytać w oryginale klasyczną literaturę brytyjską i amerykańską, a także szwedzką.

O czym pisze Pan pracę licencjacką?

- Promotor zgodził się, abym pisał o Michaelu Jordanie i jego wpływie na kulturę amerykańską.

Na ramionach ma Pan tatuaże - sentencje łacińskie wypisane drobną czcionką. O czym one mówią?

- To prywatne sprawy, które przypominają mi co mam robić i jak się prowadzić. Jeden z tatuaży to np. słowa Aleksandra Wielkiego.

Ma Pan indywidualny kontrakt z firmą K1X, która zapewnia Panu sprzęt i ubrania. Czy poza Panem ktoś w Polsce gra w butach tej firmy?

- Łukasz Koszarek też jest chyba z tą firmą związany. To nowa, niemiecka marka, nie ma dużych tradycji. Na początku była kojarzona z Ronem Artestem. K1X utożsamia się z zawodnikami walczącymi.

I chyba też kontrowersyjnymi, bo Artest znany jest z wielu pozaboiskowych historii. Pan pewnie mniej, ale macie coś wspólnego - na przykład prawie w ogóle nie udziela Pan wywiadów. A jeśli już, to z niektórych pytań ewidentnie Pan sobie żartuje.

- Z reguły nikt mnie o nic nie pyta.

Może wszyscy się Pana boją? Napięta mina, żadnego uśmiechu...

- ...

Uważa się Pan za tajemniczego człowieka?

- James Bond też był tajemniczy. I na dobre mu to wyszło.

Co uważa Pan za swoje największe sportowe osiągnięcie?

- Wicemistrzostwo Polski z Turowem. Nie ma co ukrywać, za wiele nie wygrałem, żadnych wielkich osiągnięć nie mam. Zwyciężyłem w konkursie trójek w 2007 roku, jestem wicemistrzem Polski, gram w kadrze. To na razie tyle.

A jeśli chodzi o osiągnięcia poza boiskiem?

- To takie moje sprawy. Przede wszystkim to, że częściej widzę uśmiech na twarzach rodziców. To jest największe osiągnięcie.

A jak scharakteryzowałby Pan siebie jako koszykarza komuś, kto nigdy nie widział Pana w grze?

- Ciężko opisać samego siebie. Walczący combo guard, który na boisku oddaje się sprawie. Zawsze robię to, co trener każe. Przynajmniej się staram, choć to może tak nie wygląda.

Czy w reprezentacji brakuje Andrzeja Pluty?

- Nie chcę mówić czy kogoś brakuje czy nie. To wartościowy zawodnik, który przydałby się w każdej drużynie, ale myślę, że dobre jest to, że w reprezentacji zaczynamy inwestować w młodych zawodników. Andrzej Pluta jest zasłużonym zawodnikiem kadry i sam podjął decyzję, że nie będzie w niej występował. Trener nie miał tu nic do rzeczy.

Pytam o Plutę, bo któryś z Was, młodych graczy, musi przejąć w reprezentacji jego rolę, jako rzucającego. Na razie jednak o punkty z obwodu jest ciężko.

- Przede wszystkim nasza gra nie opiera się na strzelcach. My bazujemy raczej na wysokich zawodnikach, nie mamy jakichś specjalnych zagrywek na rzucających, bo tak jak to można zauważyć, zbyt wielu ich nie ma. Ale każdy z nas może wyjść i zacząć punktować. Jednak powtarzam: bazujemy na wysokich, którzy w tej drużynie są na najwyższym poziomie.

Co Pana zdaniem osiągnie reprezentacja na mistrzostwach Europy?

- Nie chcę składać żadnych obietnic. Trzeba poczekać do następnych wakacji, wtedy wszystko się okaże.

Myślałem, że powie Pan: zdobędziemy złoto!

- Celem każdego sportowca jest zwycięstwo i do tego będziemy dążyć.