Jeszcze Polska nie zginęła, czyli szukamy polskich medali

Nie będzie w Pekinie wielu szans na podium, ale warto zarwać kilka nocy albo obudzić się o świcie, by dopingować polskich olimpijczyków. W nocy z piątku na sobotę walkę o medal zaczyna szablistka Aleksandra Socha. I to może być świetny początek igrzysk!
Siatkarze, czyli czekając na newralgiczny dzień

Od wielu lat nie ma imprezy, przed którą nie mierzyliby w medal. Przywieźli go ledwie raz, za to w najważniejszej chwili, z mistrzostw świata w Japonii. Nasze nadzieje związane z nimi nie są tak naiwne i bez pokrycia jak nieśmiertelna wiara w sukcesy piłkarzy, bo reprezentacja Raula Lozano potrafiła wygrywać ze wszystkimi prócz niezwyciężonej do niedawna Brazylii, a graczy pokroju Świderskiego czy Winiarskiego cenią w najsilniejszej lidze, włoskiej Serie A.

Są idolami nastolatek, do hal przyciągają zadziwiającą liczbę fanek w każdym wieku, transmisje z nawet mniej ważnych meczów biją rekordy oglądalności. Na igrzyskach pewnie padną kolejne, a siatkarze stają przed szansą, by udowodnić, że ich lokalna sława dorównuje sportowej klasie. Na razie są drużyną jednej imprezy - wspomnianego mundialu. Wcześniej i później zajmowali wyłącznie miejsca poza podium, a w ostatnim roku przytrafiły im się bolesne klęski z rywalami anonimowymi, pochodzącymi z krajów o nikłej siatkarskiej tradycji.

W świecie wciąż jednak ich szanują. Jakiego trenera spośród finalistów olimpijskich nie spytać, wymienia tę samą siódemkę faworytów: Brazylię, Bułgarię, Polskę, Rosję, Serbię, USA, Włochy. Celowo podajemy ją w kolejności alfabetycznej, bo ostatnio właściwie na każdym turnieju gęsto od sensacji.

Polacy trafili w grupie na największych faworytów - właśnie Brazylię oraz Rosję - ale dzięki temu na pewno nie zmierzą się z nimi w ćwierćfinale. Olimpijskim turniejem rządzą reguły sprzyjające drużynom niestabilnym, bowiem w pierwszej rundzie nawet za trzy wpadki nie karzą odpadnięciem z rywalizacji. Co oznacza, że Polakom prawdopodobnie wystarczy wygrać jeden mecz z bardzo mocnym przeciwnikiem, by po 28 latach znów przebić się do półfinału.

Pierwszy mecz z Niemcami w niedzielę o godz. 16. Na żywo w Sport.pl »

Siatkarki, czyli po medal po przejściach

Polki też uchodzą za nieprzewidywalne, ale im nie ma co wmawiać, że na igrzyskach trafiają na sprzyjający system rozgrywek, bo żeńska siatkówka w całości obfituje w niezwykle zwroty akcji i wahania formy mocnych nawet drużyn. Zawodniczki trenera Marco Bonitty siatkarzom ustępują pod jednym względem - w komplecie na igrzyskach debiutują, a ich poprzedniczki na tym turnieju wystąpiły poprzednio 40 lat temu.

Siatkarki również osiągały w ostatnich latach fantastyczne sukcesy, dwukrotnie zdobywając mistrzostwo Europy, ale na imprezach o zasięgu globalnym nigdy ich nie powtórzyły. I jeśli sugerować się przeszłością, o turnieju w Pekinie powinniśmy myśleć z ostrożnością oraz pokorą. W pierwszej rundzie Polki zmierzą się wyłącznie z rywalkami spoza naszego kontynentu. Z Kubankami, Chinkami i Amerykankami mają bilans gier wyraźnie ujemny, wygrywają z nimi od święta bądź w ogóle. Z Japonkami bywa różnie - ostatnio raczej kiepsko, ale ten zespół poza swoim krajem zawsze wypada słabiej - dlatego środowy mecz z nimi może okazać się decydujący. O ile siatkarki nie sprawią niespodzianki już wcześniej i nie pokonają na inaugurację Kuby.

Niektóre obiecują medale, a wierzyć w nie co najmniej wypada, bo trener Marco Bonitta zaczął pracę dopiero półtora roku temu, czyli miał tyle czasu, ile potrzebował Raul Lozano, by dokonać wielkiego dzieła na mundialu. Włoch kroczy drogą trochę podobną do drogi kolegi po fachu, również rozpoczynając od pomniejszych niezłych wyników - zdążył już zająć czwarte miejsce w ME i uzyskać bezprecedensowy awans do finału Grand Prix. A drużynę musiał cierpliwie budować, w kadrze zostało mu już tylko sześć prawdziwych Złotek, czyli mistrzyń Europy (Glinka, Skowrońska, Zenik, Rosner, Podolec i Liktoras). Nie obyło się bez ostrych spięć, by nie powiedzieć - skandali, zresztą zgodnie z przewidywaniami, bo Bonitta już w przeszłości preferował kontrowersyjne metody pracy. Coś się jednak zmieniło - uparty Włoch przyznał się do błędu, i to publicznie. A siatkarki, które ponoć mu przebaczyły, przywykły do pracy w nadzwyczajnych warunkach. Z Andrzejem Niemczykiem, który zrobił z nich Złotka, też nie było łatwo.

Trzeba wygrać z Kubą! Relacja z Pekinu w sobotę od godz. 8.30 na Sport.pl »

Piłkarze ręczni, czyli chłopaki z charakterem

- Nie jedziemy do Pekinu na wycieczkę. Medalu nie obiecamy, ale chcemy go przywieść - deklaruje Grzegorz Tkaczyk, kapitan drużyny szczypiornistów. Polacy to wicemistrzowie świata, ale po kryzysie, czyli nieudanych ME, na których zajęli w tym roku dopiero siódme miejsce. - Praca, praca i jeszcze raz praca - to nasze motto - przekonuje trener Bogdan Wenta. - Nauczyliśmy się pokory, ale wciąż jesteśmy drużyną z krwi i kości tak jak wtedy, gdy wygrywaliśmy na MŚ - dodaje Wenta.

- Cel minimum to ćwierćfinał, potem wszystko może się zdarzyć - mówi drugi trener kadry Daniel Waszkiewicz. Co może przeszkodzić w drodze po medal? Brak doświadczenia. Nigdy wcześniej nie grali dużego turnieju poza Europą. Po przylocie mieli ogromne problemy z aklimatyzacją. Wenta mówił, że na trzy dni przed pierwszym meczem dopiero czterech zawodników było w pełni sił i nie narzekało na odwodnienie organizmu.

Polska - Chiny. Sprawdź wynik w niedzielę od godz. 13. na Sport.pl »

Pływacy, czyli wyścigi z olbrzymami

Wcale nie musi być tak dobrze, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, mimo że na igrzyska pojechała największa reprezentacja w historii - 17 osób.

Gwiazda polskiego pływania Otylia Jędrzejczak będzie bronić tytułu na 200 m st. motylkowym. Nie ma zamiaru się oszczędzać - popłynie też na 400 m dowolnym, gdzie jest bardzo mocna, i na sprinterskim dystansie 100 m motylkowym, choć trener Paweł Słomiński "nie widzi u niej szybkości".

Być może Otylia czuje się silna dzięki pracy psycholożki Beaty Mieńkowskiej, niemal nieodłącznego cienia pływaczki, co wzbudza niejakie tarcia w ekipie. Być może Mieńkowska pomogła Otylii uwierzyć w siebie po porażce ponad rok temu w mistrzostwach świata w Melbourne, gdzie zajęła trzecie miejsce w koronnej konkurencji, i po mistrzostwach Europy w Eindhoven, gdzie nawet nie weszła do finału po chorobie zatok.

Ale pływa nie tylko Otylia. Paweł Korzeniowski największe szanse ma na 200 m st. motylkowym, gdzie złoto praktycznie zarezerwował sobie rekordzista świata Michael Phelps. Pokonanie Amerykanina, istnego monstrum światowego pływania, w samym środku jego wielkiego zadania wywalczenia rekordowych ośmiu złotych medali byłoby czymś cudownym. Korzeniowski nie wierzy w cuda. Między jego życiówką a rekordem świata Phelpsa jest ponad 2 sekundy różnicy.

Dwaj mistrzowie świata Mateusz Sawrymowicz (wystartuje na 1500 m) i Przemysław Stańczyk (400 m) nie będą faworytami po porażkach w mistrzostwach Europy. I chyba to lubią. Lekarz ekipy Robert Śmigielski mówi, że Stańczyk, pływając na 400 m, wygląda na "przecinaka". - Co to mi tu Śmigielski zdradza tajemnice - uśmiecha się trener obydwu zawodników Mirosław Drozd.

Z boku, ćwicząc w Pekinie z trenerem Chorwatów (i swoim starym szkoleniowcem) Mike'm Bottomem, trzyma się jak zwykle Bartosz Kizierowski. Zgodnie z ostatnim krzykiem mody - gęstą brodą (niektórzy pływaccy modnisie wyhodowali też perski dywan na klatce piersiowej, Phelps ma rockerskie wąsy) - popłynie na 50 m. Był już 25. w Atlancie, 5. w Sydney, 9. w Atenach. Na cześć drugiego potomka warto zdobyć zaskakujący medal.

Otylia Jędrzejczak płynie w niedzielę w nocy. Relacja na Sport.pl »

Radwańska, czyli gwiazda

Po raz pierwszy Polska ma szansę na medal w tak prestiżowej dyscyplinie jak tenis. Agnieszka Radwańska to dziś dziewiąta rakieta globu, ćwierćfinalistka Australian Open i Wimbledonu, która obok kierowcy Formuły 1 Roberta Kubicy jest najbardziej rozpoznawalnym naszym sportowcem. - Z całym szacunkiem dla judo, zapasów czy nawet pływania gwiazdy tych dyscyplin są rozpoznawalne głównie w swoich krajach, a Radwańską kojarzą ludzie od Buenos Aires przez Nowy Jork po Szanghaj i Pekin. To będzie największa medialna gwiazda naszej reprezentacji - mówił niedawno Wojciech Fibak.

Radwańska narzeka trochę na prześladującą ją od miesięcy kontuzję ręki, kręci też nosem na oblepiający pekiński smog i duchotę, ale szansę na medal ma, zresztą przyznaje otwarcie, że będzie o niego walczyć. - Chcę medalu, nieważne jakiego koloru - mówiła tenisistka, która awansując na dziewiąte miejsce w rankingu WTA, prześcignęła już najlepszy wynik Fibaka sprzed ponad 30 lat (10. miejsce w męskim rankingu ATP). Ale Radwańska to w naszym sporcie fenomen nie tylko ze względu na rekordy, które bije. To też jeden z wyjątków, jeśli chodzi o sportowy charakter: jest niezwykle silna psychicznie, nigdy się nie poddaje i walczy do końca. W polskim sporcie nie ma wielu takich twardzieli.

O medal nie będzie jednak łatwo, bo choć Agnieszka będzie rozstawiona z ósemką i na wyżej notowaną rywalkę może trafić dopiero w ćwierćfinale, to konkurencja jest piekielnie mocna. Są amerykańskie siostry Williams, nieobliczalne Serbki Jelena Janković oraz Ana Ivanović i Rosjanki ze Swietłaną Kuzniecową na czele. Z drugiej jednak strony kobiecy tenis przeżywa kryzys. Nie ma wyraźnej liderki. Być może wykorzysta to Radwańska, która dobrze czuje się na twardych kortach - wygrała już na takiej nawierzchni dwa turnieje.

Mecz Polki z Chang Yung-Jan w niedzielę. Zajrzyj na Sport.pl »

Lekkoatleci, czyli kochana tyczka, kochane płotki

Wyjątkowość w czystej formie: każdy lekkoatleta ze swoim trenerem, najchętniej jeszcze masażystą i psychologiem. W wiosce mówią, że to gwiazdorstwo w czystej postaci. Jednak lekkoatletyce można wybaczyć - to clou igrzysk. Polscy lekkoatleci zdobyli w igrzyskach 50 medali. Tylko że takiego pewniaka jak Robert Korzeniowski już nie ma. Są tyczka i płotki.

Po dwukrotnym pobiciu rekordu świata nic nie jest w stanie przeszkodzić Rosjance Jelenie Isinbajewej w zdobyciu drugiego złota z rzędu. Amerykańska dziewczyna Jenny Stuczynski trenująca zimą w lotniczym hangarze sprzedała 700 koszulek z własnym zdjęciem i autografem, aby jej rodzice mogli obejrzeć ją na żywo - będzie prawdopodobnie do pobicia w walce o medal. Monika Pyrek ma więc szansę, choć w tym roku Amerykanka skakała wyżej niż Polka aż cztery razy. Po pechowym wyjeździe do Wołgogradu w zeszłym roku Anna Rogowska powoli odnajduje formę, ale może ona ledwo starczyć na awans do finału.

Sztafety są zawsze wspaniałymi finałami wielkich imprez lekkoatletycznych. Ale są wydarzeniem tylko na nich, na światowych mityngach się w nich nie biega. Polacy mają mocną ekipę w sztafecie 4 x 400 m, która może powalczyć w finale nawet o medal, choć żaden z biegaczy nie miałby szans indywidualnie. W sztafecie nie pobiegnie brązowy medalista mistrzostw świata na 400 m ppł. Marek Plawgo - jest w świetnej formie, ale na swoim dystansie ma do pobicia Amerykanów, Jamajczyków i biegaczy z RPA. Jeszcze większa szansę ma Anna Jesień - ona też zdobyła brąz MŚ, ale obydwu lepszych od niej zawodniczek w Pekinie nie ma. Niestety, na mityngu w Monako Jesień przegrała z najlepszą w tym roku Jamajką i dwoma olimpijkami z USA.

Tyczkarki skaczą w następny piątek. Śledź zawody na Sport.pl »

Żeglarstwo na wodzie pisane

W najnowszym rankingu międzynarodowej federacji żeglarskiej Polska zajmuje... 2. miejsce, za potęgą morską Australią i tuż przed inną potęgą Wielką Brytanią. W klasie Star powadzą mistrzowie świata Mateusz Kusznierewicz i Dominik Życki, w klasie windsurfingowej RS:X Przemysław Miarczyński. Wśród kobiet druga jest Zofia Klepacka. Oni powinni zdobyć medale.

Jednak akwen Qingdao nie bardzo pasuje Kusznierewiczowi i Życkiemu, ponieważ wieją tam słabe wiatry. Oni lubią, gdy naprawdę dmucha. Półtora tygodnia temu rzeczywiście powiało - zahaczył tajfun, wiał wiatr o sile 16 węzłów i lał deszcz.

Trener Andy Zawieja mówi, że dużo zależy od koncentracji Mateusza. Chciałby, aby Mateusz skupił się na żeglowaniu, a mniej na marketingowo-komercyjnej części tego sportu i swojego startu. - Tego bardzo brakowało przed wyjazdem do Qingdao - mówił Zawieja.

Polacy wystartują na swojej starszej łodzi, na której zdobyli mistrzostwo świata w Miami.

Klepacka i Miarczyński są zadowoleni z losowania desek. To ważne, gdyż generalny dostawca sprzętu na zawody ma siedzibę w Hong Kongu, fabrykę w Tajlandii i w związku z tym nie każda deska jest prosta.

Relacje specjalnego wysłannika na portalu Sport.pl »

Szermierka, czyli szabla pani Oli

Mistrzyni Europy w drużynie, była brązowa medalistka mistrzostw świata, zwyciężczyni tegorocznego Pucharu Świata w Budapeszcie, szablistka Aleksandra Socha ma największą szansę, aby być pierwszą polską medalistką w Pekinie.

Jutro turniej w szabli kobiet. Polka została zwolniona z pierwszej walki dzięki wysokiemu rankingowi międzynarodowej federacji szermierczej. Pierwszą walkę stoczy z Ukrainką Oleną Kamrową, która stoi niżej w światowym rankingu, ale cztery lata temu Socha przegrała swoją pierwszą walkę właśnie z taką przeciwniczką.

- Muszę otworzyć laptopa, przewertować wszystkie walki moich potencjalnych rywalek z drabinki. Mam nagrania wszystkich dziewczyn i mam je na każdych zawodach. Podglądam specyficzne obrony i ataki. Mankament tego systemu jest taki, że i one mają takie nagrania ze mną w roli głównej - mówi Socha.

Wczoraj podczas podnoszenia polskiej flagi w wiosce olimpijskiej Ola śpiewała hymn razem w innymi. - Zawsze to robię, zawsze się wzruszam i chciałabym jeszcze raz go jutro zaśpiewać - mówiła.

Na medal ma szansę również drużyna florecistek. Aby dobrnąć do strefy medalowej, drużyna musi wygrać jeden pojedynek.

Pierwszy medal dla Polski? Aleksandra Socha walczy w sobotę od 4. rano »

Wioślarstwo, czyli zabójstwo w czwórce podwójnej

- Moja wina, ja jestem szlakowym. Gdzieś zgubiliśmy rytm. Myślę jednak, że do rytmu wrócimy. Nie jest przecież tak źle. W końcu nie stoczyliśmy się na dno, tylko na drugie i trzecie miejsce. Trudno to nazwać katastrofą. Można nawet powiedzieć, że dzięki porażkom nie będziemy startować pod presją jako niepokonani faworyci, nie będzie nastawienia przeciwników "bij mistrza". Bardziej niż przeciwników obawiam się warunków do pływania - mówi najważniejszy w osadzie Adam Korol o porażkach najlepszej polskiej osady, najbardziej doświadczony w osadzie oprócz Kolbowicza.

Trzykrotni mistrzowie świata, czwórka podwójna Adam Korol, Marek Kolbowicz, Konrad Wasielewski i Michał Jeliński, czyli nieoficjalni rekordziści świata, niepokonani od 2005 roku, przegrali w tym roku z Amerykanami w Pucharze Świata w Lucernie oraz dwukrotnie z Włochami i w finale z Francuzami w regatach PŚ w Poznaniu. Przy czym nie bardzo wiadomo dlaczego. - Włochom i Amerykanom wyszedł bieg życia, a my nigdy nie pływaliśmy najlepiej o tej porze. Wcześniej unikaliśmy startów w tym czasie - wyjaśnia weteran w osadzie Marek Kolbowicz.

- Jak byłeś kiedyś wioślarzem, to wiesz, kiedy łódź "idzie". Wpada w ślizg i jest cudownie. Ale trzeba uważać. Trzeba chuchać i dmuchać, nie przesadzać z treningiem i nie odpuszczać za bardzo. Wystarczy zepsuć niezauważalny drobiazg i woda staje się ciężka. Coś takiego się stało - tłumaczy ostatnie porażki wioślarskiej czwórki, faworyta do podium w Pekinie, Andrzej Krzepiński. - Dlaczego Adam Małysz nagle zaczął skakać o niebo lepiej niż inni i dlaczego przestał?

Krzepiński uważa, że najważniejsze dla najlepszej osady świata 2006 roku jest odzyskanie wiary we własne możliwości. Wtedy znów złapie rytm. Ponieważ wyścig na dystansie 2000 metrów w niecałe sześć minut potrafi śmiertelnie wyczerpać, wiara, że własny organizm jest gotowy na takie wyzwanie, jest niezbędna.

- Klimat Chin jest dla wioślarza zabójczy. Amerykanie mają kilkunastostronicowy poradnik, w którym jest szczegółowo opisane, jak się aklimatyzować. A my mamy tylko doświadczenie z mistrzostw świata w Japonii - mówi Korol.

- W Pekinie będzie gorąco, duszno i parno, ale gdy ktoś jest najlepszy na świecie, to nie powinno mu to nawet przyjść do głowy. Jak przestaną o tym myśleć, to będzie oznaczało, że znów są najszybsi - stwierdził Krzepiński.

Z Korolem i Kolbowiczem w składzie w Atenach, w finale, na ostatnich metrach polska czwórka przegrała srebrny, a następnie brązowy medal. Do brązu zabrakło 0,07 sekundy.

Starty Polaków na Sport.pl

Najciekawsze wiadomości o igrzyskach w Pekinie na blogach Sport.pl:

Jak Chińczycy wyrzucili Austrlię na koniec pochodu - wyjasnie Rafał Stec »

Jak dogadać się z Chińczyk - opowiada Radosław Leniarski »

Czy Chiński Mur widać z kosmosu - specjalny korespondent Z czuba Bohdan Pękacki »

Jakie będą te igrzyska? - zastanawia się reprezentant Polski Jakub Jelonek »

O pierwszej porażce Chińczyków pisze Jakub Ciastoń »

Co myślisz o igrzyskach w Pekinie? Lepiej znasz się na sporcie? Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl!»