Robert Szczerbaniuk: Przyjemniej wraca się z medalem

Robert Szczerbaniuk, olimpijczyk z Aten, w rozmowie z serwisem Reprezentacja.net opowiada o występie w Grecji i radzi kolegom, którzy rywalizację rozpoczną w niedzielę.
Reprezentacja.net: O aspektach sportowych Igrzysk Olimpijskich w Atenach powiedziano już mnóstwo rzeczy, chciałabym prosić Pana o przybliżenie kibicom tego, co działo się poza arenami zmagań sportowców. Jak spędzaliście wolny czas?

Robert Szczerbaniuk: - Telewizorów w pokojach nie mieliśmy (śmiech). Były laptopy, praktycznie każdy miał już takie urządzenie, więc między treningami czy innymi zajęciami siedzieliśmy i oglądaliśmy filmy, graliśmy. Przede wszystkim jednak odpoczywaliśmy.

Wiele się mówi o specyficznej atmosferze, jaka panuje w wiosce olimpijskiej...

- Tak, jest nieporównywalna do żadnej innej imprezy. W wiosce przebywa się wśród najlepszych sportowców świata. Kiedy się spaceruje i widzi znane twarze, które przechodzą obok nas czy jadą tym samym autobusem kursującym po wiosce, przewożącym sportowców na halę, stołówkę czy w inne miejsca oddalone od naszych miejsc zamieszkania, jest to miłe przeżycie. Można sobie zrobić fotki z mistrzem, chociaż nie każdy znany sportowiec w trakcie zawodów chce robić sobie zdjęcia z innymi. Wiadomo z czym to się wiąże: przyjdzie jeden, a za chwilę kolejnych trzech, a później jeszcze pięciu i tak stoi się z godzinę albo dłużej (śmiech). Na to nie ma tam niestety czasu, bo Igrzyska Olimpijskie są taką imprezą, na której trzeba być cały czas stuprocentowo skoncentrowanym i przygotowanym do swojej rywalizacji.

W Atenach walczyliśmy w grupie z Francją, Serbią, Tunezją, Argentyną i Grecją. Teraz, zaledwie cztery lata później, z tych pięciu zespołów udało się awansować tylko Serbom. Czy nieobecność chociażby Francji świadczy o poważniejszych zmianach w siatkarskiej czołówce?

- Zespoły z Azji robią postępy, gonią czołówkę europejską czy nawet światową. Nie można jednak powiedzieć, że Francja, której nie ma na Igrzyskach, to jest słaby zespół. W kwalifikacjach trafili na naprawdę ciężką grupę. Właściwie my powinniśmy tylko dziękować, że zostaliśmy rozstawieni w całkiem przystępnym towarzystwie podczas kwalifikacji olimpijskich, dzięki czemu nasza droga do Pekinu była łatwiejsza niż innych zespołów. Mogłoby być różnie, gdybyśmy mieli mocniejszą grupę. Widać, że coraz ciężej zrobić dobry wynik na zawodach rangi międzynarodowej, bo teraz naprawdę jest tak, że każdy może wygrać z każdym i każdy z każdym może przegrać. Pamiętajmy też, że siatkówka jest sportem drużynowym. Tutaj dyspozycja jednego czy dwóch zawodników może się odbić na całej drużynie.

Jakie ma Pan rady dla kolegów, którzy w niedzielę rozpoczną rywalizację w Pekinie?

- Przede wszystkim, żeby nie myśleli o tym, że to są igrzyska. To na pewno jest presja dla każdego zawodnika, dlatego wydaje mi się, że ważne jest, żeby o tym nie myśleć. Podchodzić do każdego meczu tak jakby to były każde normalne zawody sportowe. Nie myśleć o tym, że po drugiej stronie stoją najlepsi sportowcy, tylko o tym, że to też są ludzie, i że z każdym można wygrać. Z każdym też można przegrać (śmiech), ale tym lepiej nie zaprzątać sobie głowy.

* więcej w serwisie Reprezentacja.net »