MKS Dąbrowa Górnicza o krok od złota. Postać jak z kreskówki zatrzymała mocarną Rourke [ZDJĘCIA]

Drugi mecz siatkarskiego finału kobiet to była podróż kolejką górską. Na koniec to jednak wagonik z napisem ?MKS? stanął na szczycie. Zespół z Dąbrowy Górniczej potrzebuje już tylko jednego zwycięstwa, by cieszyć się z pierwszego złota w historii klubu. Teraz rywalizacja przenosi się do Sopotu.
Po niedzielnym spotkaniu, gdy MKS zlał skórę drużynie z Sopotu, nawet się przy tym specjalnie nie pocąc, wszyscy powtarzali, że drugi mecz z tak wyraźną przewagą jednej z drużyn już się w tym finale nie powtórzy.

Mecz może nie, ale jeżeli chodzi o przebieg setów, to zawodniczki obu drużyn wciąż mają wiele do zaoferowania.

Pierwsza partia poniedziałkowego spotkania to nie była porażka, to była deklasacja. Zawodniczki z Dąbrowy widziały strach w oczach rywalek i z przyjemnością dręczyły je od pierwszej do ostatniej piłki. Siatkarska tortura nie trwała zbyt długo, gdyż dąbrowianki pozwoliły obrońcy tytułu zdobyć raptem dziesięć punktów.

Po przebiegu tej partii można by wnioskować, że Atom już zdjął złoto ze swoich piersi i grzecznie zawiesił na szyjach rywalek. To wrażenie jednak uleciało już po kilkunastu minutach gry. W trzeciej partii to sopocianki maltretowały i gnębiły rywalki. Skąd taka metamorfoza? - Oprócz pierwszego seta możemy sobie pogratulować woli walki. W pierwszym secie to chyba ta chęć i ambicja, by pokazać się z dobrej strony, tak nas sparaliżowały - mówiła Izabela Bełcik, kapitan Trefla.

- Dziękuję dziewczynom za to, że podniosły się z tak beznadziejnej sytuacji. Walczyły do końca, ale niestety zabrakło szczęścia i koncentracji. W Sopocie nadal będziemy bić się o złoto - zapowiedział trener Adam Grabowski.

Przed rozpoczęciem finału w Dąbrowie najbardziej obawiano się ciężkiej ręki Rachel Rourke. Atakująca Atomu potrafi rozbijać przeciwniczki atakiem i zagrywką. Po jej bombach rywalkom trudno ustać na nogach. W Dąbrowie Rourke trafiła jednak na godną siebie przeciwniczkę. To maleńka, delikatna, ale jakże zawzięta i wszędobylska Krystyna Strasz. Libero MKS-u jest jak postać z kreskówki. Spada z wysokiej skały i po chwili znowu jest gotowa do walki. To właśnie Strasz i jej niezwykłe obrony chwilami odbierały Rourke chęć do kolejnych ataków. W końcówce czwartego seta Strasz podbiła kluczową piłkę po ataku Australijki, a koleżanki - przede wszystkim Magdalena Śliwa i Joanny Kaczor - dokończyły dzieła.

- W pierwszym secie grałyśmy, jak chciałyśmy, ale z czasem nasza agresja i determinacja przeszły na drugą stronę. Cieszę się jednak z tego, że pokazałyśmy charakter i wyszłyśmy z tych opresji - mówił Śliwa.

- Tak jak się spodziewaliśmy, to spotkanie było zdecydowanie trudniejsze od niedzielnego. Nasza zagrywka w pewnym momencie stała się zbyt zachowawcza, co na pewno pomogło rywalowi. W końcówce czwartego seta z bardzo dobrej strony pokazały się zmienniczki. To cieszy, bo pokazuje, że mamy zespół - dodał trener Waldemar Kawka.

Stan rywalizacji: 2:0 dla MKS-u (mistrzostwo zdobędzie zespół, który wygra trzy mecze. Kolejne spotkanie w Sopocie)

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały