Sport.pl

Spodek w ekstazie, szaleństwo w strefie kibica. Polska mistrzem świata!!! [ZDJĘCIA]

Katowice, Spodek, Polska... Mistrzowie świata!!! Najpiękniejsza noc w historii polskiej siatkówki wyśniła się na Śląsku!
Michał Winiarski, kapitan reprezentacji Polski, wzniósł na śląskiej ziemi puchar dla najlepszej drużyny globu. To my zatańczyliśmy sambę. Brazylijczycy, który przyjechali do Polski po czwarty złoty medal z rzędu, mogli tylko bić brawo biało-czerwonym. "Dziękujemy!" - krzyczeli kibice i skandowali nazwisko Stephana Antigi, selekcjonera reprezentacji Polski. Tej nocy każdy trener świata chciał być na miejscu Francuza, a każdy siatkarz na miejscu naszych zawodników.

1250 złotych za bilet

W niedzielny ranek pod kasami Spodka zaczęły się ustawiać grupki desperatów, którzy wierzyli, że jakimś cudem uda im się jeszcze kupić bilety na finał. - Na razie wejściówek nie ma. A czy będą jakieś zwroty? A skąd ja mam to wiedzieć? Ludzie mają nadzieję, a ja nie mam zamiaru im tej nadziei zabierać - tłumaczyła kobieta zza okienka kasy.

Najbardziej wytrwali dopięli swego. Kobieta, która ustawiła się w kolejce o 10 rano, na kilka minut przed 18 ściskała w ręku wymarzoną wejściówkę. Niestety, czołowe miejsca w kolejce zajęli ci, którzy chcieli je potem sprzedać z zyskiem. Potem takie osoby stały w tłumie pod Spodkiem z tabliczką "sprzedam bilet". Zapytaliśmy jednego z koników, na ile wycenia swoją wejściówkę. Mężczyzna żądał 1250 złotych! - Panie, na tyle to ja muszę miesiąc pracować - machnął ręką jeden z kibiców, ale byli i tacy, którzy byli gotowi sięgnąć do kieszeni po taką sumę. - Niech pan poczeka. Dzwonię po męża i kupujemy - mówiła młoda kobieta w biało-czerownej peruce. Zapytaliśmy ją, czy nie żal jej wydać taką kwotę za jeden bilet. - Nie żal. Bo to okazja być może jedna na całe życie, żeby zobaczyć finał mistrzostw świata z udziałem Polski w swoim rodzinnym mieście - tłumaczyła.

W tłumie pod Spodkiem nie brakowało też obcokrajowców. Do Katowic przyjechał na finał trener siatkarskiej drużyny Barcelony Sergi Bosch Brilas. Hiszpan z miejsca kupił trzy komplety strojów polskiej reprezentacji. - A tych niebieskich nie macie? - dopytywał się sprzedawcy. - To dla mnie wyjątkowe przeżycie być w Polsce w takim dniu - uśmiechał się.

Jak zawsze wiele osób decydowało się na malowanie twarzy. Co ciekawe, trzeba było się mocno natrudzić, żeby znaleźć miejsce, gdzie można było przyozdobić policzki flagą Brazylii. - Nie idą - śmiała się dziewczyna, która kasowała pięć złotych za namalowanie dwóch flag na obu policzkach.

Deszcz nie straszny



W sobotę, gdy Polska ograła w półfinałowym spotkaniu Niemcy, w strefie kibica pod Spodkiem, ale też i wokół niej, kciuki za biało-czerownych ściskało około 15 tysięcy osób. Tego rekordu prawdopodobnie nie udało się pobić, a to z dwóch powodów.

Po pierwsze, finał został przez telewizję Polsat rozkodowany, więc można było zobaczyć go z domowego fotela, a po drugie, w niedzielę niebo nad Śląskiem zaniosło się ciemnymi chmurami, z których raz za razem siąpił deszcz. Nie brakowało osób, które niewiele sobie z tego robiły i chociaż przemoknięte, to jednak zawzięcie stały przy barierkach pod samym telebimem. Inni w tym czasie chronili się pod parasolami ogródków piwnych lub pod antresolą Spodka.

A wracając do rozkodowania finału, to już w tłumie kibiców dało się usłyszeć, że Polsat może mieć z tego powodu problemy. - Czekam na pierwszy pozew od osoby, który wykupiła pakiet na całe mistrzostwa, a potem dowiedziała się, że finał zobaczą wszyscy, i to za darmo - komentował operator konkurencyjnej telewizji.

Podczas finału nad Spodkiem ponownie krążył dron. Urządzenie niczym ważka wzbiło się nad głowy fanów. Udało nam się znaleźć osobę, która kierowała latającą machiną. - Dron może wznieść się na wysokość 300 metrów i odlecieć na kilometr od Spodka. Żeby nim kierować, trzeba mieć specjalny certyfikat wydawany przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. Warto się natrudzić, bo zdjęcia są potem rewelacyjne - tłumaczył Michał ze śląskiej telewizji COM TV.

Mamy to!!!

Wstępem do niecodziennych emocji pod dachem Spodka było odśpiewanie hymnu. Spiker co prawda przypominał, że nie ma w polskim języku słowa "póki" - tylko "kiedy". Tylko jakie to ma znaczenie? Gdy z jedenastu tysięcy gardeł popłynęło "Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy...", to Brazylijczykom musiały ugiąć się kolana. Potem było już tylko głośniej i głośniej. Momentami to był gwałt na bębenkach usznych!

Emocje podsycał nie tylko spiker finałowego spotkania, ale i maskotki mistrzostw. Były nimi orzeł i dwa ogniki, które nazywano w Spodku również "karczochami", a to z racji tego, że przypominały kształtem to warzywo.

Mało kto wie, ale żeby taki "ognik" mógł wyjść na boisko Spodka, to trzeba było się mocno namęczyć. Strój maskotki z trudem mieścił się bowiem w drzwiach szatni.

Animatorzy maskotek są aktorami z Trójmiasta i podkreślają, że ich praca do najłatwiejszych nie należy. Mało widzą, obawiają się, że mogą stratować zabłąkane dziecko, a przy tym strój jest na tyle ciężki, a w nim tak gorąco, że podczas jednego spotkania mogą stracić na wadze nawet pięć kilogramów. Uwierzycie?

Gorąco było też na trybunach. Z każdym punktem, który przybliżał biało-czerownych do upragnionego złota, Spodek unosił się coraz wyżej. Do zabawy z polskimi kibicami przyłączyli się w czwartym secie siatkarze Niemiec, którzy fetowali w Spodku zdobycie brązowych medali.

Gdy ostatnią piłkę kończył Mariusz Wlazły w hali nikt już nie siedział. Gdy piłka dotknęła parkietu, Spodek eksplodował. Obcy ludzie wpadali sobie w ramiona. Krzyk radości mieszał się z płaczem wzruszenia. Trybuny falowały od emocji. - Mamy to!!!!!!!!!!!! - krzyczał spiker. Polska mistrzem świata!

Szaleństwo w strefie kibica

Ilu kibiców zgromadziło się pod Spodkiem? Dokładna liczba będzie znana dopiero rano. W strefie kibica było tak ciasno, że kibice z trudem mogli się poruszać. Nie przeszkadzało im to, żeby przez prawie trzy godziny dopingować polską drużynę śpiewem, okrzykami i tańcem. - Tutaj tworzy się historia, to niesamowite, że ten zaszczyt spotkał właśnie nasze miasto. Szkoda, że nie ma z nami taty, dlatego ja musiałam przyjść z synkiem pod Spodek. Teraz wiem, że było warto - cieszyła się pani Kamila, mama 5-letniego Piotrusia.

Kibice, którzy nie zmieścili się do strefy oblegali okolice ronda. Byli też tacy, którzy wspinali się na barierki otaczające rondo, a nawet znaki drogowe - wszystko po to, żeby jak najlepiej widzieć, co dzieje się na ogromnym ekranie. Raz po raz ktoś intonował nową pieśń, a najczęściej w tłumie rozlegał się polski hymn. Kibice przynieśli z sobą też race i petardy, które odpalali po każdym wygranym secie. Mnóstwo ludzi miało z sobą flagi i wuwuzele. Gdy Polacy zdobyli ostatni punkt, który zapewnił im zwycięstwo, tłum oszalał. Obcy ludzie skakali sobie w ramiona, tańczyli i płakali. Euforia opanowała wszystkich.

- Mam 65 lat i naprawdę nie wierzyłem, że mnie coś takiego jeszcze spotka - cieszył się pan Dariusz.

Nad bezpieczeństwem kibiców czuwało mnóstwo funkcjonariuszy policji. Ruchem tramwajów kierowały też specjalne służby, które czuwały, żeby nikt nie stał na torach, po których przez cały finał kursowały tramwaje.

Teraz służby porządkowe miasta czeka mnóstwo sprzątania. Wielki tłum pozostawił po sobie sterty butelek i śmieci.

Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 PROJEKT Warszawa 14 15:4 5 0
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 12 12:2 4 0
3 PGE Skra Bełchatów 12 14:7 4 1
4 Aluron Virtu CMC Zawiercie 12 15:11 4 2
5 Jastrzębski Węgiel 12 12:9 4 3
6 Indykpol AZS Olsztyn 10 13:8 4 1
7 Cerrad Czarni Radom 9 12:9 3 2
8 Trefl Gdańsk 8 10:6 3 1
9 Asseco Resovia 7 10:13 2 4
10 GKS Katowice 6 11:14 1 4
11 Cuprum Lubin 5 10:16 2 4
12 MKS Ślepsk Suwałki 3 5:10 1 3
13 BKS Visła Bydgoszcz 1 3:18 0 6
14 MKS Będzin 0 3:18 0 6

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały